O piwie

Historie piwne



« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Historia na wysypisku

02.09.2004

Za płotem olsztyńskich browarów jest nietypowe wysypisko. Bardzo stare i często odwiedzane. Przez hobbystów. - Ludzie przynoszą stamtąd ciekawe rzeczy - potwierdza Wiesław Dyjak, kolekcjoner.
Skarpa w Lesie Miejskim, tuż za siedzibą Browarów Warmińsko-Mazurskich Jurand. Między drzewami leży mnóstwo potłuczonych butelek i porcelanowych kapsli.
- Do nas te butelki nie należą - wyjaśnia Andrzej Jackowski, dyrektor ds. produkcyjno-technicznych browarów. - Wiemy, że tam są i że interesują się nimi kolekcjonerzy. I że urządzają tam sobie wykopaliska.
Na butelkach nie ma etykiet. Na niektórych są za to napisy: "Allenstein Brauerei".

Mekka zbieraczy
W latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku w tym samym miejscu był niemiecki browar. Dowiedzieliśmy się też, że skarpa, na której stał (i na której stoi siedziba Juranda) miała swoją nazwę: "Purova". A na skarpie było wysypisko śmieci.
- Skarpa musiała się obsunąć i odkryła swoje skarby - wyjaśnia Stanisław Piechocki, historyk. - Stąd obecność butelek i kapsli.

Z dawnego wysypiska nad Łyną pozostało niewiele, ale i tak stało się prawdziwą mekką zbieraczy.
- Ludzie przynosili stamtąd wiele ciekawych rzeczy - potwierdza Wiesław Dyjak, kolekcjoner.

Kopać w ziemi
A jest czego szukać. Butelki i kapsle pamiętają okres międzywojenny. Wszystkie mają ciekawy kształt i niemieckie napisy. Białe, porcelanowe kapsle porozrzucane dookoła, nadają wysypisku interesujący charakter.

- Przyjechał do nas kolekcjoner z Krakowa - dodaje Andrzej Jackowski. - Chciał zdobyć do swojej kolekcji stare etykiety piwne. Niestety nie mogliśmy mu pomóc.
Niezrażony kolekcjoner poszedł na wysypisko... kopać w ziemi.

Oczyścimy teren
Butelki zsuwają się ze skarpy. Muzealne wysypisko trzeba będzie sprzątnąć.
- Nie jestem pewien, czy sprzątnięcie terenu wysypiska należy do nas - zastanawia się Andrzej Jackowski. - Skontaktujemy się z dyrekcją Lasu Miejskiego i zobaczymy, jaką oni podejmą decyzję. Jeśli będą jakieś komplikacje, to nie widzę problemu. W piątek oczyścimy teren.

To ostatni dzwonek dla zbieraczy. Od piątku nie będą mieli już czego szukać. Chociaż, kto wie? Może ziemia ukrywa tu jeszcze jakieś tajemnice...

Gazeta Olsztyńska

Karol Fryta