O piwie

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

AMATOR PIWA PREZENTUJE - PRZEWAGA PUSZKI NAD BUTELKĄ

12.09.2013
AMATOR PIWA PREZENTUJE - PRZEWAGA PUSZKI NAD BUTELKĄ AMATOR PIWA PREZENTUJE - PRZEWAGA PUSZKI NAD BUTELKĄ

Czy tego chcemy, czy nie - puszki są wśród nas. Wystarczy wejść do marketu i się trochę rozejrzeć. W puszkach kupujemy owoce (ananasy, brzoskwinie), warzywa (kukurydza, groszek), a nawet mięso (konserwy) i mleko. Nie można oczywiście zapominać o wszechogromnej ilości napojów w puszkach i nie chodzi mi tu tylko o piwo. Czy jest ktoś na świecie, kto nigdy nie pił Coli, bądź innej Pepsi z puszki? Może i jest, ale z pewnością nie mieszka on w cywilizowanej części naszego globu.

HISTORIA PUSZKI PO PIWIE
Puszka może być stalowa, bądź wykonana z aluminium. Jaka jest różnica to chyba wiecie. W obecnych czasach piwo jest lane (z bardzo nielicznymi wyjątkami) tylko do puszek aluminiowych. Jednak nie zawsze tak było.
Pierwszy raz piwo zapuszkował w 1933 roku niejaki Gottfried Krueger, rzecz jasna miało to miejsce w USA. A już dwa lata później pierwsze piwo w puszkach trafiło do normalnej sprzedaży. Puszka o pojemności 0,33 litra ważyła 100 gram (to naprawdę sporo), bo.....była to zwykła stalowa puszka z blachy! Potem pojawiła się blacha ocynkowana, ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero w 1958 roku, gdy pojawiła się pierwsza aluminiowa puszka. Niestety do jej otwarcia potrzebny był nóż, bądź inne ostre narzędzie. Na wygody trzeba było poczekać, aż do 1974 roku, kiedy to pojawiła się pierwsza puszka z zawleczką, zwaną również kluczykiem. W takiej formie aluminiowa puszka przetrwała do naszych czasów.

PUSZKA W POLSCE
Jako, że Polska to „zaścianek” jak mawiają niektórzy – pierwsze produkowane u nas piwo puszkowe pojawiło się na rynku dopiero w 1991 roku. Można by rzec, że to całkiem niedawno. Pamiętam doskonale jak będąc wówczas dzieckiem zbierało się tu i ówdzie puszki po piwie ;) Pierwsze piwa w puszkach, miały pojemność tylko 0,33 litra, dopiero po kilku miesiącach weszły do użycia tak popularne półlitrowe (obecnie, jak łatwo zauważyć ten trend się odwraca).
Obecnie browary leją coraz więcej piwa do puszek, a coraz mniej do butelek. Szczególnie łatwo to zauważyć, stojąc przy półkach z piwem w tych wszystkich super-, hiper-, sripermarketach. Chociaż prawdę mówiąc w małych sklepikach też się da to zauważyć. Wypadało by się zastanowić jaki jest tego powód, kto za tym stoi? Czy Polacy sami chcą pić piwa w puszkach, czy są do tego w pewien sposób „zmuszani”?

ZALETY PUSZKI
Z pewnością nie ma jednego konkretnego powodu odpowiadającego na powyższe pytania. Za ten stan rzeczy odpowiada kilka bardziej złożonych zależności.


1. Po pierwsze główną przewagą puszki nad butelka jest jej waga. Puszka waży 18-20 gram, butelka natomiast 350-450 gram! Mniejsza waga to oczywista korzyść zarówno dla browaru, hurtowni, jak i samego konsumenta.
Dana ilość transportowanego z browaru do hurtowni piwa w puszkach, waży sporo mniej niż ta sama ilość piwa w butelkach, więc teoretycznie jednorazowo można tego piwa przewieźć więcej. Wiadomo, że każdy samochód ma swoją dopuszczalną masę całkowitą. Poza tym sam transporter (skrzynka) też swoje waży, a karton i folia, w której są puchy z pewnością nie przekraczają kilograma. Na kilkudziesięciu, czy kilkuset skrzynkach różnica jest znacząca.
Daje to niższe koszty w przeliczeniu na litry przetransportowanego piwa dla browaru, a później dla hurtowni, która to samo piwo rozwozi do sklepów. Konsument ma także z tego korzyść. Przykład: mieszkacie na wsi, macie do sklepu kilometr, lepiej nieść w plecaku, czy siatce 10 piw w butelce, czy w puszce? Inny przykład: lubicie spacerować po górach z browarkiem w zanadrzu? Wtedy dopiero docenia się wagę zawartości plecaka. Nie oszukujmy się waga opakowania ma duże znaczenie także dla konsumenta.


2. Druga ważna rzecz to objętość. Standardowy karton piw w puszkach zawiera 24 sztuki. Skrzynka nie dość, że jest sporo większa to zawiera tylko 20 piw! Nie będę tutaj bawił się w pomiary, ale widać na oko, że skrzynka zajmuje więcej miejsca niż karton piwa puszkowego. Ten punkt bezpośrednio wiążę się z powyższym punktem. Jeśli dana ilość piwa zajmuje mniej miejsca, to teoretycznie można jednorazowo tego piwa przewieźć więcej (o ile transport nie przekroczy dopuszczalnej masy). Mniejsza objętość = więcej kartonów = więcej palet = mniejsze koszty transportu. Ponownie zyskuje browar i hurtownia.
Zakładam, że większość browarów sama dowozi piwo do hurtowni, chociaż nie mam pewności, czy tak jest w rzeczywistości. Tak, czy siak ktoś to piwo musi przewieźć i na pewno lepiej wyjdzie na puszce niż butelce.


3. Po trzecie butelka oprócz tego, że jest ciężka - jest ze szkła, które przepuszcza światło. Przez puszkę natomiast jak wiadomo żadne światło nie przeniknie. Najmniej światła przepuszczają brązowe butelki, najwięcej oczywiście te z białego (przeźroczystego) szkła, ale takich jest w Polsce bardzo niewiele, natomiast zielonych jest już całkiem sporo.
Nie każdy wie, że światło niekorzystnie działa na piwo. Pod jego wpływem izoalfakwasy pochodzące z chmielu, utleniają się (fotoliza) i wtedy powstaje związek o wdzięcznej i „śmierdzącej” nazwie izopentenylomerkaptan. Zasada jest taka, że im piwo bardziej nachmielone, tym to zjawisko nasila się. Owy związek w gwarze piwnej określany jest jako zapach skunksa, chociaż niektórzy błędnie określają go zapachem skuna. Jak to pachnie? Wystarczy otworzyć pierwszą lepszą zieloną butelkę z piwem i powąchać. Dla nieświadomego piwosza, takie piwo będzie pachnieć „intensywnie chmielowo”, ale dla znawcy piwnego rzemiosła jest to po prostu wada. Aczkolwiek w małym stężeniu jest to wada dopuszczalna.


4. Kolejna rzecz to koszty wytworzenia. I tu jest mały zonk, ponieważ okazuje się, że puszka kosztuje więcej niż butelka. Koszt zakupu puszki dla browaru to około 50 groszy, natomiast koszt nowej butelki oscyluje w granicach 30-40 groszy! Ale jest to koszt tylko i wyłącznie samej butelki. Do tego dochodzi kapsel i etykieta, przeważnie z kontrą i krawatką. I to wszystko też przecież kosztuje. Wychodzi więc na to, że łączne koszty butelki i tych dodatków mnie więcej równają się kosztom samej puszki. Prawda jest jednak taka, że browar musi posiadać jakiś sprzęt do kapslowania i etykieciarkę, które najpierw trzeba zakupić, a z biegiem czasu konserwować i naprawiać.... To wszystko też są przecież koszty! Tak więc chcąc, nie chcąc ponownie puszka górą.
Powyższy schemat ma jednak rację bytu tylko przy butelce bezzwrotnej. W naszym kraju jednak wciąż króluje butelka zwrotna, chociaż wydaje się, że jej udział z roku na rok maleje. Nawet Kompania Piwowarska wprowadziła już jednorazowe butelki (Redd’s 0,4L).
A jak to się ma z butelkami zwrotnymi, które są niby „za darmo”? Szacuje się, że przeciętnie butelka jest w obiegu około 20 razy, więc browar 19 razy nalewa piwo do tej samej butelki za free? Nic podobnego. Ktoś je musi przewieźć z powrotem do browaru, potem trzeba je umyć, zdezynfekować, itd. Do tego również potrzebne są środki myjące i odkażające, mnóstwo wody oraz odpowiednie urządzenia.... koszty, koszty, koszty.
Wychodzi więc na to, że nawet pozornie darmowa butelka zwrotna generuje ogrom kosztów, ale to wszystko tak naprawdę jest bardzo trudne do szczegółowego przeliczenia. Przyjmijmy zatem, że w przypadku butelki zwrotnej i puszki jest remis.


5. Może to i detal, ale o tym napisze. Każdy wie, że aluminium nie rdzewieje w przeciwieństwie do stali, czy żelaza. Cała puszka jest więc odporna na korozję i nie rozszczelni się choćby i przez 20 lat. Butelka jest ze szkła, ale kapsel już nie (tylko nieliczne piwa mają krachlę lub korek z kory dębu korkowego).
Jeśli ktoś jest wielkim koneserem piwa, to być może leżakuje sobie w piwniczce jakieś portery, barley wine, czy inne specjały nadające się do tego. Niektóre gatunki piw można leżakować przez dziesięć, dwadzieścia, czy nawet więcej lat (podobnie jak wina). Otóż podczas takiego leżakowania przez długie lata w wilgotnej piwnicy kapsel może zwyczajnie zardzewieć i piwo straci szczelność, zacznie się utleniać i nici z całego przedsięwzięcia.


6. Jeszcze jedna dosyć znacząca przewaga puszki nad butelką dotyczy samego sposobu rozlewu. Po prostu linie rozlewnicze piwa do puszek są bardziej wydajne, aniżeli analogiczne do butelek. Jako przykład podam dane z Tyskich Browarów Książęcych, o które osobiście pytałem podczas zwiedzania. Linia rozlewnicza do puszek: wydajność 100000 puszek na godzinę, linia do rozlewu butelek: 60000 butelek na godzinę. Dokładniej mówiąc, to mają tam po dwie linie do puszek i po dwie do butelek, a to są wyniki sumaryczne ich maksymalnej wydajności.
Punkt ten tyczy się głównie koncernów, które jak wiadomo robią wszystko, by zwiększyć wydajność produkowanych wyrobów i dla nich po prostu bardziej opłaca się lać piwo do puszek niż butelek.

OSTATECZNA ROZGRYWKA
Teraz już wiecie jakie zalety ma puszka nad butelką. Z powyższego widać, jak na dłoni, że puszka po prostu jest bardziej ekonomicznym i mniej kłopotliwym opakowaniem dla browaru, a jak wiadomo w dzisiejszych czasach liczy się przede wszystkim kasa. Browary chcą produkować jak najtaniej i jak najszybciej. I jeśli tylko mogą ograniczyć koszty, to na pewno je ograniczą. Szacuje się, że obecnie już ponad połowa piwa w Polsce sprzedawana jest w puszkach.


Rzecz jasna nikt nas nie może zmusić do zakupu piwa w puszce. Wybór cały czas należy do nas, ale idąc np. do Biedronki żadnego wyboru już nie mamy – tam po prostu praktycznie nie ma piw butelkowych (nie mówię o wyjątkach w plastiku i niemieckim Paulanerze).
Gdy jednak konsument jest kuszony promocją na sześciopak w takim Auchan, a jako alternatywę ma zakup sześciu butelek np. Żywca + kaucja 35 groszy za sztukę, to nie dziwmy się, że wybierze ten sześciopak. Suma wydatków być może się zrównoważy, a być może nawet taniej wyjdzie piwo puszkowe. Do tego kupując piwo w butelce powstaje dylemat co zrobić z butelkami? Czy schować paragon do sejfu i przy następnej wizycie w sklepie oddać je do zwrotu, czy po prostu je wyrzucić do kosza? Sumienie będzie gryzło, bo szkoda tych 35 groszy za sztukę i wiadomo, że to takie nie ekologiczne. Chcąc odzyskać kaucję trzeba by je zatrzymać i oddać. Butelki zajmują sporo miejsca i w domu i w aucie. Do tego strasznie hałasują, a przecież oddawanie butelek do zwrotu, czy na wymianę przy kupnie to niezły obciach. Wiele osób kieruje się tym tokiem rozumowania. Po co więc mają sobie zawracać zapracowane głowy, skoro mogą bez rozterek kupić piwo w puszce, a puszkę zgnieść i wyrzucić.

MIT PUSZKOWY
Wielu zwolenników piw butelkowych zgodnie twierdzi, że piwo z puszki jest gorsze, bo zalatuje metalem. Dokładniej mówiąc twierdzą oni, że te piwa cechuje metaliczność (występowanie jonów żelaza w piwie). Nie może to być jednak prawda z bardzo prostego powodu – aluminium nie zawiera jonów żelaza! Co innego puszki stalowe, ale to wyjątek, o którym pisałem wyżej. Poza tym puszka od środka pokryta jest specjalną warstwą ochronną, tak że piwo w ogóle nie ma styczności z metalem. Metaliczność w piwie może tylko i wyłącznie być skutkiem uszkodzonych powłok w kotłach warzelnych, tankach leżakowych, itd. Jeszcze może być „metaliczność” pochodząca od chmielu, ale to już inna historia. W praktyce więc piwo z puszki i z butelki będzie smakować tak samo. Można zrobić prosty test, przelewając oba piwa do szklanki. Nie będzie żadnej różnicy (pod warunkiem, że to ta sama partia).


Ja osobiście nie należę do ludzi, pijących piwo z puszki i jestem raczej zwolennikiem butelki. Aczkolwiek nie uważam, że piwo w puszce jest gorsze. Po prostu jestem tradycjonalistą. W zasadzie to praktycznie w ogóle nie piję piwa prosto z opakowania, ani z puszki, ani z butelki. Zawsze przelewam do jakiejś szklanki, czy kufla (no, chyba że akurat jestem gdzieś w terenie ;>). Czasem mi się zdarzy kupić piwo z konserwy, ale to tylko i wyłącznie w celu recenzji na bloga.
 

Piwu cześć!

Amator Piwa