Kręgi lokalne

Łódź


Siedziba główna

Łódź – Łódzki Krąg Lokalny Bractwa Piwnego
Pub The Eclipse Inn

90-102 Łódź, ul. Piotrkowska 80,

Skład Rady Starszych Kręgu Łódzkiego:

Grzegorz Niedomagała - Przewodniczący  509-344-999, g.niedomagala@bractwopiwne.pl
Elżbieta Karga – Sekretarz
Mariusz Grabarczyk – Skarbnik mariusz.grabarczyk@bractwopiwne.pl


Spotkania Kręgu Łódzkiego odbywają się w każdy czwartek o 19:00 w pubie The Eclipse Inn przy Piotrkowskiej 80 w Łodzi. W każdy pierwszy czwartek miesiąca odbywają się zebrania organizacyjne.


« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Znika fabryczna Łódź!

21.04.2008
Znika fabryczna Łódź! Znika fabryczna Łódź!

Na naszych oczach znika fabryczna Łódź. Inwestorzy rozbierają fabrykę po fabryce, bo łatwiej rozebrać i postawić na pustym placu coś nowego niż rewitalizować i modernizować stare budynki. Łódź przestanie być wyjątkowym miastem z unikalną XIX-wieczną poprzemysłową architekturą.

Czarne chmury wiszą nad fabryczną Łodzią. Z powodu lenistwa, braku wyobraźni i zaniedbania tylko w ostatnich tygodniach zniszczono bezcenne zabytki architektury przemyslowej. 

* Nie ma już przepięknej fabryki Biedermanna przy parku Helenów

* Zniszczono niewielką fabryczkę Pereca Marguliesa i Dawida Wolmana przy ul. Rewolucji 1905 69.

* Zaczęto wyburzać browar Anstadta przy ul. Sędziowskiej,

* Dramatyczny los spotkał budynek straży pożarnej przy ul. Sienkiewicza 54. Remiza spłonęła i nadaje się do rozbiórki, a strażacy są przekonani, że pożar był efektem podpalenia.

Skandal i barbarzyństwo

Historia niszczenia przędzalni Biedermanna i browaru Anstadta są do siebie podobne. W obu przypadkach łódzki magistrat wydał pozwolenie na ich wyburzenie. Obie nieruchomości Wojciech Szygendowski, wojewódzki konserwator zabytków zaczął wpisywać do rejestru zabytków. Władze Łodzi zgodę na wyburzenie browaru wydały już po rozpoczęciu działań konserwatora, a nie powinny tego robić. To żenujące, że instytucje, których siedziby dzieli 100 metrów nie potrafiły porozumieć się w tak ważnej kwestii. Wystarczyłby jeden telefon i zabytek nie zostałby częściowo zniszczony! Ile jeszcze takich pozwoleń na wyburzenie symboli przemysłowej historii miasta czeka na podpis urzędnika w jednym z pokoi łódzkiego magistratu? Nie wiadomo, bo takich informacji nie udzielają.

Prezydent Jerzy Kropiwnicki zapisze się na kartach historii miasta również tym, że w czasie jego dwóch kadencji z krajobrazu Łodzi bezpowrotnie zniknęły symbole jej przemysłowej potęgi - imponujące tkalnie i przędzalnie, unikalne elektrownie, stare browary.

- W ciągu ostatnich lat wyburzono więcej zabytkowych budynków niż w ciągu całego PRL. To skandal i barbarzyństwo! - grzmi architekt Marek Janiak.

Przykłady, że Janiak ma rację: * wyburzona została wspaniała secesyjna elektrownia przy al. Politechniki. * zmieciono z powierzchni przepiękny kompleks Norbelany między al. Mickiewicza i ul. Żwirki. * rozebrano stary komin przy al. Rydza-Śmigłego. * zniknęła przedwojenna fabryka przy ul. Dąbrowskiego, w której mieściły się zakłady dziewiarskie Pafino. * w katastrofalnym stanie jest dawna hala Unionteksu, w której w 1987 roku był Jan Paweł II.

W 2003 r. wygasł plan zagospodarowania przestrzennego Łodzi i z dnia na dzień straciły ochronę zabytki będące w gminnej ewidencji. Nowe miejscowe plany - przez zaniechanie, a może zaniedbanie - dotąd nie powstały. To właśnie luka w prawie pozwala inwestorom na bezkarne działania. Niedługo zamiast chwalić się unikalnym w skali światowej kompleksem poprzemysłowych budynków, pokażemy tylko pocztówki i książki o fabrycznej Łodzi. I wygląda na to, że NIKT nie poczuwa się za to do odpowiedzialności. Zawsze kończy się tak samo: - Te obiekty nie były w rejestrze zabytków. Zrobiliśmy to zgodnie z prawem - mówią wyburzający, a ich przedstawiciele grożą dziennikarzom sprawami sądowymi za pisanie o tym.

- Wyraziliśmy zgodę na rozbiórkę, bo nie mieliśmy innego wyjścia - tłumaczą się urzędnicy.

- Nic nie dało się zrobić - bronią się konserwatorzy zabytków.

Dlaczego służby konserwatorskie nie chronią architektury poprzemysłowej, która jest największym bogactwem Łodzi? Dlaczego prezydenci i radni nie walczą z inwestorami o to, żeby zachowali tożsamość miasta? Dlaczego nie słychać zgodnego głosu środowiska architektów, że nie pozwalają wyburzać fabryk? Może jedynym wyjściem jest przykucie się do burzonego zabytku i robienie hałasu i krzyku, bo inaczej nikt nie usłyszy?!

Zróbcie coś!!!!

Panie Prezydencie. Panie i Panowie Konserwatorzy, Panie i Panowie Radni. Oczekujemy, że za każdym razem kiedy dowiecie się, że ktoś próbuje odebrać nam to, co mamy najcenniejsze, będziecie krzyczeć, a nie milczeć. Bo waszą sprawą jest bronić interesów łodzian i Łodzi, a nie inwestorów! Od kilkunastu lat europejskie miasta chuchają i dmuchają na stare fabryki, adaptują je i udostępniają turystom jako atrakcję. W Łodzi mamy fabryki, jakich nie ma już nigdzie indziej na świecie.

Są sposoby ratunku łódzkich zabytków. Trzeba zobowiązać inwestorów do adaptacji budynków. Można to zrobić, jeśli

dawne fabryki zostaną wpisane do rejestru zbytków, albo będą opracowane miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Wtedy wszystkie działania na tych budynkach (malowanie, remonty, rozbiórki), będą wymagały akceptacji wojewódzkiego lub miejskiego konserwatora zabytków. Z kolei zabytki wpisane do tzw. ewidencji wojewódzkiej mają częściową ochronę. Każde uszkodzenie, zniszczenie, a nawet zmiany dotyczące stanu prawnego należy zgłaszać do konserwatora.

A teraz jest tak, że jedna decyzja urzędnika pozwala usunąć z powierzchni ziemi zabytek, który wpisał się w krajobraz miasta. Zdarzało się, że urzędnik nawet nie pofatygował się pod wskazany adres, żeby sprawdzić co zostanie wyburzone. Tak było z secesyjną elektrownią przy al. Politechniki i fabryką przy ul. Kamińskiego.

Szczycimy się przemysłową przeszłością, ale miasto nie ma żadnej strategii pielęgnowania jej. Inwestorzy robią co chcą, a nadzór budowlany ich nie pilnuje.


Pogrzeb przed magistratem

W sobotę pod siedzibą magistratu został zorganizowany symboliczny pogrzeb. Grupa Pewnych Osób "pochowała"

fabrykę Roberta Biedermanna, którą dziesięć dni wcześniej niemal doszczętnie zburzyli właściciele. Nie zawiadomili o swoich zamiarach Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, a powinni, ponieważ konserwator zaczął wpisywać fabrykę do rejestru zabytków, aby nie dopuścić do jej rozbiórki.

W południe przed pałacem przy ul. Piotrkowskiej 104 kilkunastu żałobników odegrało pogrzebową muzykę, zapaliło świeczki i zabiło deskami trumnę ze szczątkami przędzalni, która stała przy parku Helenów. - Rzym ma Koloseum, Paryż ma wieżę Eiffla. Na pewno są starsze i piękniejsze zabytki niż łódzkie fabryki. Łódź została zbudowana mniej więcej 100-150 lat temu i jedyne co mamy jako nasze dziedzictwo kulturowe, naszą spuściznę tego szczególnego miasta to fabryki. Dlatego wyrażamy sprzeciw wobec bezmyślnemu ich niszczeniu. Urzędnicy nie potrafią zrobić nic, żeby powstrzymać inwestorów chcących postawić w tym miejscu blaszany supermarket - mówił na "pogrzebie" Michał z GPO. To początek społecznych protestów.
 

Aleksandra Hac, Joanna Podolska, Gazeta Wyborcza Łódź

Fot. JACEK MILOSZ / AG