Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Żywiec zaczyna się na Skrzycznem

22.05.2002

Jeżeli chcesz zwiedzić żywiecki browar, żeby się napatrzeć na ulubione piwo, możesz się nieco zawieść. Zobaczysz je bowiem dopiero w rozlewni. Wcześniej pójdziesz szlakiem błyszczącego metalu.
Gdy w XIX w. Habsburgowie zaczynali w Żywcu produkcję piwa, browar w niewielkim stopniu wyglądał tak jak teraz. Nowe hale warzelni, tankofermentatorów, olbrzymich rozlewni powstały kilka lat temu. W miesiącach największego zapotrzebowania na złocisty płyn produkują nawet 400 tys. hektolitrów piwa, czyli 80 mln półlitrowych butelek. O tym, że będą stąd wychodzić takie ilości trunku, założyciele browaru chyba nawet nie marzyli...

Od złotych reńskich do akcji

Budowę browaru rozpoczęto w 1852 r. Jego założycielem był arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg. W 1856 r. zarejestrowano firmę, a prace budowlane zakończono rok później. Postawienie browaru kosztowało 194 tys. 902 złote reńskie. Za złotego reńskiego można było wtedy kupić funt czosnku.

Jak podaje Adam Spyra w książce "Browar Żywiec 1856-1996", stanęły wtedy budynki słodowni z nowoczesną suszarnią powietrzną, warzelni z doprowadzoną zimną i ciepłą wodą (później także parą technologiczną), piwnic fermentacyjnych i składowych oraz zabudowań pomocniczych. Pod koniec XIX w. wybudowano nowoczesną warzelnię. To pozwoliło sprostać zamówieniom na wysoko oceniane piwo arcyksiążęcego browaru, zwłaszcza porter, który eksportowano do Austrii, Czech, Węgier, Niemiec, Rosji i na Bukowinę.

W okresie międzywojennym browar poważnie rozbudowano, m.in. postawiono przechowalnię drożdży, zamontowano maszynę do mycia i smolenia beczek, magazyn składowy, a także budynek wypoczynkowy dla robotników. W 1945 r. browar znacjonalizowano na podstawie dekretu o reformie rolnej PKWN.

Po wojnie kolejne wydziały przechodziły gruntowną modernizację, budowano nowe obiekty i rozbudowywano istniejące.

W 1991 r. firma przekształciła się w spółkę akcyjną i weszła na giełdę. W 1994 r. kupowanie akcji "Żywca" rozpoczął Heineken. Dziś ma większość udziałów.

Od warzelni do rozlewni

Od XIX w., oprócz stosowania innych urządzeń, w produkcji żywieckiego piwa nie zmieniło się nic. Tak samo jak wtedy bierze ono swój początek na... zboczach Skrzycznego. Stąd bowiem wypływa potok Leśnianka, z którego browar pobiera wodę.

Produkcja zaczyna się w warzelni. W browarze jest jej część klasyczna, z idealnie zachowanymi elementami starych urządzeń. Jest też część nowa. Trudno się domyślić, że rozpoczyna się tu proces produkcji piwa - kilka komputerów i olbrzymie zbiorniki z błyszczącego metalu: kadziokotły zacierne, kadź filtracyjna o pojemności 2,5 tys. hl (największa w Polsce i jedna z ośmiu największych na świecie, z których jeszcze jedna jest za ścianą) i whirpool, czyli wirówka.

W warzelni powstaje brzeczka słodowa, z której tak samo błyszczącymi rurami piwo płynie do tankofermentatorów. Tutaj, po dodaniu drożdży piwowarskich, odbywa się główna fermentacja alkoholowa i leżakowanie. Trwa to trzy, cztery tygodnie. Tankofermentatory (jest ich 83) to zbiorniki o pojemności od 2,5 tys. do 3,8 tys. hl, w których zawsze panuje taka sama chłodna temperatura, niezbędna do leżakowania. Stamtąd młode piwo płynie na filtrację i do tanków pośredniczących.

Postronny obserwator pierwszy raz zobaczy piwo dopiero w rozlewni. Tu trafia ono do puszek, butelek i kegów. Z taśmy w ciągu doby schodzi 1,2 mln półlitrowych puszek. A półlitrowych butelek tylko w ciągu godziny ok. 50 tys. Rozlewane są tutaj wszystkie marki produkowane w browarze, czyli oprócz Żywca (80 proc. produkcji) Tatra Mocne, Porter, Krakus, Heineken i piwo bezalkoholowe, a także niektóre z piw produkowanych w należących do Grupy Żywiec browarów w Elblągu, Braniewie, Leżajsku, Warce i Cieszynie.

Żeby zwiedzić browar (w grę wchodzą tylko grupy zorganizowane) trzeba zadzwonić, najlepiej kilka dni wcześniej, do dyrektora Janusza Koniecznego, tel. (0-33) 861 99 02 i 03.
Gazeta Wyborcza

Marcin Czyżewski