Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  | 

Złowić na Żywca

10.08.1998

Habsburgowie wracają do browaru.Pod koniec lipca do Sądu Wojewódzkiego w Bielsku-Białej wpłynął pozew spadkobierców arcyksięcia dążących do odzyskania własności ziemi i „starego browaru”.
Po co to wszystko ojcu Joachimowi i rozrzuconym po Europie „polskim Habsburgom”, bo tak właśnie tę linię jednego z największych europejskich rodów nazywano już w XIX w.?

– Choć jako zakonnik osobiście nic z tego nie będę miał, ale brat i siostry powinni odczuć, co to oznacza święte prawo własności – wyjaśnia 86-letni dominikanin. – Nie chcemy nic w naturze, zadowoli nas finansowa rekompensata. Moja część przejdzie na cele charytatywne i inwestycje zakonu.

Sprawiedliwość historyczna i święte prawo własności zderzą się w tym przypadku z polityką reprywatyzacyjną III Rzeczpospolitej, racjami Skarbu Państwa i interesami koncernu Heineken.

Dzisiejsze Zakłady Piwowarskie SA – odwołujące się bez przerwy do habsburskich korzeni (zbudowane i uruchomione w 1856 r. przez arcyksięcia Albrechta Fryderyka, a po jego śmierci odziedziczone w 1895 r. przez bratanka, Karola Stefana) w 75 proc. należą do Heineken International Beheer B.V., drugiego największego na świecie producenta piwa. Żywiec wytwarza ponad 2 mln hektolitrów piwa rocznie i kontroluje ponad 11 proc. krajowego rynku. Firma od początku zaliczana jest do giełdowej czołówki – w ubiegłym roku dała 38 mln zysku netto. Jej wartość rynkowa sięga 1,3 mld zł. Kilka tygodni temu głośno było o konsolidacji producentów piwa – rozpoczęta została, pod auspicjami Heinekena, fuzja Żywca z Elbrewery (EB należy do australijskiej spółki Brewpole). Jeżeli wszystko zostanie zapięte na ostatni guzik, będzie to wydarzenie o wymiarze europejskim – połączone firmy opanowałyby ponad jedną trzecią polskiego rynku piwa. Powstająca spółka ma nazywać się Żywiec.

„W obecnej sytuacji kwestia roszczeń spadkobierców po Karolu Olbrachcie Habsburgu wymaga pilnego i bezwzględnie uprzedniego rozstrzygnięcia przed dokonywaniem dalszych operacji kapitałowych, które mogłyby jeszcze bardziej zaciemnić sytuację prawną i majątkową browaru w Żywcu” – takie stanowisko, w piśmie do „Polityki”, reprezentują adwokaci Habsburgów. W pozwie wnioskowali o wydanie postanowienia o zabezpieczeniu powództwa, co oznacza, że żadne zmiany własnościowe i majątkowe nie byłyby w Żywcu możliwe do czasu rozstrzygnięcia sprawy.
– Na początku domagamy się wykreślenia z księgi wieczystej Skarbu Państwa, jako właściciela nieruchomości, oraz Zakładów Piwowarskich Żywiec SA, jako wieczystego użytkownika i wpisanie w to miejsce Kazimierza Badeniego i rodzeństwa Habsburgów – ujawnia mecenas Krzysztof Góralczyk z krakowskiej kancelarii adwokackiej Forystek–Góralczyk–Rychlicki. – Zaczynamy od sprawy najbardziej uchwytnej, potem będziemy dochodzić innych praw właścicielskich do „starego browaru”.

Reprezentanci Habsburgów i Badeniego nie kwestionują ważności i skuteczności dekretu o reformie rolnej – ich zdaniem bezskuteczne było jednak zastosowanie tego dekretu wobec Arcyksiążęcego Browaru: – Dowiedziemy, że browary żywieckie przejęte zostały przez Skarb Państwa niezgodnie nawet z rewolucyjnym prawem nowego ludowego ustroju!

Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej kapitał zakładowy Arcyksiążęcego Browaru wynosił 11 mln zł, firma nie miała żadnych zobowiązań finansowych, posiadała milion złotych w gotówce. W czasie wojny, kiedy browar znalazł się pod zarządem niemieckim, nie było większych inwestycji: – W momencie konkretyzacji roszczeń będziemy uwzględniać, oczywiście, nakłady poniesione przez przedsiębiorstwo państwowe po wojnie i obecną spółkę akcyjną, na terenach i w obiektach „starego browaru” – mówi mecenas Góralczyk. – Będziemy również dochodzić, jakie korzyści przez powojenne lata czerpał Skarb Państwa w wyniku bezpodstawnego użytkowania majątku!

To da dopiero prawdziwą wartość przedmiotu sporu. W pozwie wymieniono na razie 200 tys. zł, ale tylko dlatego, żeby sąd miał jakąś podstawę do wymierzenia opłaty sądowej: – W żadnej mierze nie odpowiada to realnej wartości roszczeń – zaznacza Góralczyk.

Według nieoficjalnych szacunków w grę mogą wchodzić sumy liczone nawet w setkach milionów złotych.

W klasztornej rozmównicy ojciec Joachim opowiada o swej arcyksiążęcej rodzinie, która upoważniła go do ugodowego odzyskania habsburskiego majątku: – Brat jest emerytowanym urzędnikiem bankowym, najmłodsza siostra Renata żoną emerytowanego hiszpańskiego dyplomaty, a Marysia–Krysia żyje z renty. Po wojnie „polscy Habsburgowie”, choć nie umierają z głodu, to wyraźnie podupadli w stosunku do innych gałęzi rodu.

Kazimierzowi Badeniemu przysługiwał do czasu wstąpienia do zakonu tytuł hrabiowski: – Mój ojciec, Ludwik, miał majątek w Busku pod Lwowem – ożenił się z hrabiną Alicją Elżbietą z domu Ankarcrona, córką pierwszego łowczego królewskiego dworu szwedzkiego. O matce mówiono „szwedzka piękność”.

Ojciec zmarł w czasie pierwszej wojny. Matka na jakimś arystokratycznym spotkaniu poznała (i zakochała się z wzajemnością) Karola Olbrachta, syna arcyksięcia Karola Stefana (1860–1933) – ślub wzięli w 1920 r.: – Pamiętam, że mój ojczym wystąpił w mundurze pułkownika Wojska Polskiego.

Właśnie za arcyksięcia Karola Stefana Habsburgowie zaczęli wrastać w polską glebę. W duchu polskim wychowywane były dzieci – już przed pierwszą wojną w żywieckim zamku rozmawiano wyłącznie po polsku (drugim językiem był angielski).
Arcyksiążę był przez pewien czas prorektorem Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie – w czasie wojny proponowano mu nawet tron niepodległej Polski. Po odzyskaniu niepodległości cała rodzina – w drodze naturalizacji – otrzymała polskie obywatelstwo, a synowie arcyksięcia Karol Olbracht i Leon Karol wstąpili do powstającej armii polskiej. Walczyli w wojnie bolszewickiej – płk Karol Olbracht był komendantem twierdzy Grudziądz (z rąk Piłsudskiego dostał Krzyż Walecznych i order Polonia Restituta), a rotmistrz Leon Karol służył w 15 pułku ułanów w Lesznie.

– Habsburgowie byli wielkimi polskimi patriotami z wyboru! – podkreśla ojciec Joachim. – W czasie hitlerowskiej okupacji rodzina zapłaciła za to surową, choć nie tragiczną cenę.

Nie da się jednak ukryć, że po pierwszej wojnie Habsburgowie walczyli również o zachowanie swojej własności. II Rzeczpospolita przejęła bowiem wszystkie majątki cesarskie i rodzinne domu panującego. Na początku 1919 r. w żywieckich dobrach ustanowiony został przymusowy zarząd. W tym czasie Habsburgowie poruszyli niebo i ziemię, aby odzyskać swoje prawa.

Arcyksiążę Karol Stefan zmarł w 1933 r. – w testamencie zapisał Karolowi Olbrachtowi browar i blisko 30 tys. ha lasów i pól. Arcyksiążę Karol, pułkownik rezerwy WP, zgłosił się w pierwszych dniach września 1939 r. do wojska – ta decyzja, połączona z międzywojenną lojalnością wobec Rzeczpospolitej i manifestacyjną polskością, spowodowała, że arcyksiążę spędził ponad dwa lata w niemieckim więzieniu w Cieszynie, a majątek przejęła w zarząd III Rzesza: – Bezpośrednią przyczyną uwięzienia, a potem internowania ojczyma w Strasburgu, była odmowa podpisania volkslisty! – przypomina Kazimierz Badeni. – Być może nie była to najwyższa cena, jaką w czasie tamtej wojny płaciło się za polskość, ale proszę pamiętać, że płacił ją człowiek, którego niemieckie korzenie sięgały stuleci.

W rodzinie Habsburgów mówi się, że arcyksięcia uratowało od śmierci wstawiennictwo szwedzkiego króla Gustawa V i włoskiego Umberta u najwyższych hitlerowskich władz. III Rzesza nie mogła zignorować takich interwencji – w rezultacie pod koniec 1942 r. Alicja Habsburg dołączyła, wraz z córkami, do internowanego męża. Do tego czasu szwedzka arystokratka, przymusowo osiedlona w Wiśle, współpracowała z ZWZ i AK (zajmowała się kolportażem, nasłuchem radiowym i tłumaczeniem angielskich informacji) – od londyńskich władz dostała za to Krzyż Partyzancki.

Ojciec Joachim wyznaje, że powołanie do zakonu odczuwał już przed wojną (skończył prawo na UJ), ale że był bogaty, do tego niezbyt święty, to odwlekał ostateczną decyzję: – Wyręczyła mnie w tym Armia Czerwona i władza ludowa, zabierając wszystko, co mieliśmy pod Lwowem i w Żywcu. Łatwiej jest ślubować ubóstwo, kiedy niczego się nie ma...

Dobra arcyksięcia Karola Stefana, w tym browar, przejęte zostały przez Skarb Państwa na mocy dekretu o reformie rolnej (z 6 września 1944 r.).

– Pies pogrzebany leży w tym, że browar, jako obiekt przemysłowy, nie mógł być objęty tym dekretem – uważają prawnicy Habsburgów. – Inne browary upaństwowione były na mocy ustawy o nacjonalizacji przemysłu ze stycznia 1946 r. Skoro więc majątek został przejęty niezgodnie z literą prawa, to jego późniejsze przekazywanie, aż do Heinekena włącznie, także jest nielegalne...
W połowie bieżącego roku spadkobiercy Habsburgów wezwali Zakłady Piwowarskie Żywiec SA do przystąpienia do negocjacji ugodowych: – Byliśmy przekonani, że szybkie i ugodowe załatwienie tej sprawy leży w interesie spółki – wyjaśnia mecenas Góralczyk.

W odpowiedzi Żywiec napisał, że nie będzie stroną w tej sprawie. Browar odwołał się przy tym do prospektu emisyjnego, w którym minister przekształceń własnościowych oświadczył, że „Skarb Państwa, w granicach obowiązujących przepisów, odpowiada za ewentualne roszczenia osób trzecich wynikające z tytułów własności lub użytkowania wieczystego majątku nieruchomego znajdującego się we władaniu spółki na dzień przekształcenia”.

– Takie było i jest nasze oficjalne stanowisko – mówi Teresa Czogała-Koczy, rzecznik prasowy Żywca. – Stroną negocjacji ugodowych może być tylko minister Skarbu Państwa.

Żywiec uważa, że „browar i arcyksiążęce zamki zlokalizowane w samym centrum miasta były niewyodrębnioną pod względem prawnym integralną częścią majątku ziemskiego należącego do arcyksięcia Karola Olbrachta Habsburga i z tej racji podlegały regulacjom zawartym w dekrecie”.

– To nieprawda, co jesteśmy w stanie bez trudu udowodnić – twierdzi mecenas Góralczyk. – Browar miał samodzielny zarząd, swoje księgi handlowe, zlokalizowany był na terenach miejskich, a wszystkie surowce, oprócz wody, niezbędne do produkcji piwa pochodziły z importu. I nigdy nie był nieruchomością ziemską.

Przedstawiciele Habsburgów uważają, że Żywiec w tej sprawie jest w równie złej sytuacji, co Skarb Państwa, którego prawa do nieruchomości „starego browaru” od początku dotknięte są wadą nieważności. Pomijając wszystkie inne okoliczności, to browar, już jako spółka akcyjna, już pod rządami nowych właścicieli, użytkuje nie swój majątek: posługuje się historyczną marką, nazwiskiem, herbem... Jakim prawem?

– W spółce chyba nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji, bo przecież jasne jest, że po rozstrzygnięciu kwestii własności nieruchomości będziemy również tych praw dochodzić! – zapowiada mecenas Góralczyk.

Lidia Dadej, specjalistka ds. współpracy z giełdą, mówi, że „na parkiecie” sprawa roszczeń Habsburgów nie jest jeszcze komentowana: – Nasz kurs jest wysoki, przekracza 400 zł za akcję, a na początku lipca, po zapowiedzianej fuzji z EB, zanotowaliśmy nawet rekordowy wynik: 495 zł!

Decyzji Sądu Wojewódzkiego w Bielsku-Białej należy spodziewać się we wrześniu, a w razie „aktywnej postawy spółki i inwestora strategicznego” ta precedensowa sprawa przeciągnie się do końca roku: – Heineken to potężny koncern – mówi nie związany ze sprawą adwokat – ale Habsburgowie, choć ich historyczny czas minął, ciągle mają w Europie sporo do powiedzenia. Mamy sygnały, że na rozstrzygnięcie „sprawy Habsburgów” niecierpliwie czekają inne wielkie rody.

Ojciec Joachim, do niedawna wróg wszelkiego alkoholu, przyznaje, że na stare lata zaczął pić piwo żywieckie, ale nie ma to nic wspólnego z pozwem: – Lekarze zalecili, że jest dobre na nerki, więc wypijam flaszeczkę. Faktycznie, pomaga.
NUMER 33/1998 (2154)
Polityka

JAN DZIADUL