Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Zlot zielonogórskich piwowarów domowych

02.02.2006

Na stole stanęło ze sto flaszek domowego: jasnych i ciemnych mętniaków, pszeniczniaków, koźlaków, miodowych, wiśniowych, a nawet żytnich.
Po raz pierwszy zielonogórscy piwowarzy spotkali się na wspólnej degustacji w zielonogórskim minibrowarze Haust. I to ma stać się tradycją, bo branża brow-amatorów w kraju rośnie w siłę, co widać po internetowych forach specjalistycznych. Warzenie w domu staje się modne. W Polsce działa kilkaset jedno lub kilkuosobowych browarów. Daleko nam do Niemiec, USA, gdzie co 50-te piwo uwarzono w domu. Ale moda trafia na podatny grunt, odbywają się złoty birofilów i piwowarów (najbardziej znany to czerwcowy w Żywcu), warsztaty m.in. we Wrocławiu. W Zielonej Górze i okolicach warzy kilkanaście osób.

Zielonogórzanie Arkadiusz "Siara" Siarkiewicz i Krzysztof "Kuli" Kula to już weterani. Obaj skończyli zielonogórska politechnikę. "Siara" jest inżynierem w Rockwoolu w Cigacicach. "Kuli" został na uczelni. W dorobku mają ponad 40 warek i sukcesy na ogólnopolskim zlocie w Żywcu. Najnowszy wynalazek to "Mnich monachijski" na bawarskim słodzie.

Towarzystwo smakuje i zachwala. Czuć wyraźnie moc i smak miodu gryczanego. Potem na język idzie dwuletnie piwo Wesa. Czy ktoś widział w sklepie dwuletnie piwo? A dla domowego to odpowiedni wiek. - Im starsze tym lepsze, jak mężczyzna - jak mówi piwna branżowa mądrość.

Dariusz Wolak kilka dobrych lat temu szefował w prawdziwym browarze przy ul. Kożuchowskiej w Zielonej Górze. Szukał patentu na skuteczniejszą promocję piwa w konkurencji z wódką i winem. Tłumaczył dziennikarzowi: - Inny alkohol można zrobić w każdych warunkach, ale piwa w domu zrobić się nie da.

- Dziś musiałbym to odszczekać. Da się zrobić w domu i to wyśmienite - mówi.

Koledzy nazywają go Wesem, od nazwy firmy w Wolsztynie, której jest prezesem. Ekstrakty u niego kupują głównie piekarze. Ale jest i coś dla domowych piwowarów: słody pszeniczne, ekstrakty do ciemnego i jasnego, chmiele. - Ci co popełnili już piwo własnej roboty wiedzą o co chodzi. Cała radocha w warzeniu polega na tym, że możesz sobie zrobić piwo pod swój gust. Takie, jakie sobie wymyślisz. Słodkie, z mocniejszą albo słabszą goryczką, z wyszukanym smakiem np. cynamonu. Tego nie znajdziesz na półce w sklepie - opowiada Wolak.

Typowy niezbędnik piwowara to elektryczna maszynka jednopalnikowa, dwa gary na wagę z hipermarketu, fermentator plastikowy na 25 litów płynu i najtańsza kapslownica "Greta". I najważniejsze przykazanie, zachowaj bezwzględną czystość przy produkcji.

Browar "upupa epops", czyli dudek założył Piotr Dudek. Na pierwszą warkę namówił go "Siara", kolega z pracy. - Byłem typowym zjadaczem piwa, niezbyt zagorzałym - opowiada. W debiucie uwarzył pszeniczniaka "Mój pierwszy raz". - Nawet wyszło i tak sobie kombinuję od czasu do czasu.

W Hauście browar "upupa epops" wystawił "Wiśniowy sad" i kawową "Czarną magię". Inny narybek z Rockwoola Marek Gruś (browar Gnomus) postawił na pszeniczne. W branży uchodzi za ortodoksa. Tacy nie korzystają z gotowych słodów, tylko zacierają ziarno jęczmienia i pszenicy. Ale to temat delikatny, zacierać, czy nie, o to trwaja boje ekspertów.

Miesiąc temu do sali wykładowej Uniwersytetu Zielonogórskiego przyszło ponad sto osób. Zapraszał prof. Wojciech Okrasiński. Temat wykładu jak na uczelnię dość egzotyczny: "Matematyczne aspekty warzenia piwa domowego".

- Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne. Ale to wcale nie fanaberia. - Bo ile trzeba ekstraktu, by uzyskać chciany poziom balinga (w stopniach Balinga liczy się poziom alkoholu po fermentacji - red)?. W warzeniu jak w nauce sporo jest modelowania na współczynnikach. Wyliczasz na podstawie doświadczeń proporcje, a to wody, ekstraktu, długości gotowania. Wrzuca się dane do komputera i on to wylicza. Typowa matematyka przemysłowa - wyjaśnia Szymon Chmielewski, student V roku matematyki UZ. Szymon warzy od trzech lat piwo z Aśką, przyszłą żoną, też matematyczką z roku. Browar nazwali "Asem", najnowszy produkt "Sopelkiem". - Idealny nie tylko do picia. Świetny do naleśników - mówią.

Gazeta Wyborcza

Artur Łukasiewicz