Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Zakaz picia piwa

31.08.2007

Wakacje do okres wypoczynku. Tegoroczny urlop spędziłem na Pomorzu Gdańskim. Słońce, plaża, morze i może jeszcze łyk zimnego piwa. Niestety, Ustawa o Wychowaniu w Trzeźwości i Przeciwdziałaniu Alkoholizmowi zabrania spożywania alkoholu, w tym i piwa, w miejscach publicznych, jakim niewątpliwie jest plaża. Wyjątkiem są miejsca wydzielone, takie jak ogródki gastronomiczne. Podczas kilkudniowego pobytu na plaży, w blisko 60 % „grajdołków”, o różnych porach dnia, spożywano piwo mimo zakazu.
Zadałem sobie wówczas pytanie: czy wszyscy oni nie znają wyżej wymienionego zakazu, czy po prostu lekceważą sobie ten zakaz?


Nie spostrzegłem również nikogo, kto egzekwowałby przestrzeganie tego zakazu.
Obserwując cały ten bezprawny proceder, zacząłem się zastanawiać, co jest zdrożnego w takim sposobie gaszenia pragnienia. Wiadomym jest przecież, że nic nie gasi lepiej pragnienia jak gorąca herbata i zimne piwo. W upale gorąca herbata? Natomiast zimne piwo oczywiście tak.


Często odwiedzam naszych zachodnich i południowych sąsiadów. Tam piwo nie jest napiętnowane, a pokazywanie się dygnitarzy z kuflem rodzimego piwa jest podnoszeniem swojej rangi i podkreślaniem przynależności narodowej.


Na największe święto piwa w Europie, jakim jest niewątpliwie Oktoberfest, dowozi się nawet ludzi niepełnosprawnych, by mogli uczestniczyć w tym święcie wspólnie z innymi. Spożycie piwa na jednego mieszkańca w Czechach i Niemczech jest niemal dwukrotnie większe niż u nas.


No tak, ale my jesteśmy w Polsce i obowiązuje nas zakaz. Zastanawiam się tylko czy ci, którzy wprowadzili ten zakaz, do końca przemyśleli jego konsekwencje. Pomijam tych, którzy takim głosowaniem walczyli o swoją słabnącą popularność i jakikolwiek elektorat.
Czy ci, którzy głosowali za tym zakazem, nie zdawali sobie sprawy, że ustanawiają praktycznie martwy przepis? Egzekwowanie takiego zakazu, przynajmniej w tym miejscu, gdzie ja spędzałem urlop, wymagałoby niemałej rzeszy strażników. Wiąże się to z kolejnymi kosztami budżetowymi, a i tak pito by piwo, np. z butelek ukrytych w torebkach papierowych.


Wprowadzenie takiego przepisu, który nie jest egzekwowany wystawia opinię tym, którzy go stworzyli i zatwierdzili. Ustanawianie nierealnych do wyegzekwowania, z różnych względów, przepisów i ustaw powoduje, że w Polsce lekceważy się również inne, niekonieczne absurdalne zakazy.


Nie wiem również, czy brak reakcji ze strony lokalnych władz to przejaw bezsilności czy celowe „odwracanie głowy” lub chowanie jej w przysłowiowy piasek. Przecież nie dzieje się nic strasznego. I tak jest chyba rzeczywiście. Mimo tak licznego nielegalnego spożycia piwa nie spostrzegłem również nikogo, kogo zachowanie wskazywałoby na jego nadużycie.


Czy zatem nie należałoby zweryfikować „martwego” zakazu, by nie wystawiać na śmieszność władzy ustawodawczej? Już Zagłoba powiedział, że alkohol jest dla ludzi mądrych, a Al Capone zbił fortunę na prohibicji.
Czy nie lepiej byłoby popracować nad właściwym wizerunkiem piwosza poprzez różnego rodzaju biesiady organizowane pod kontrolą? Taką opcję przyjęły już niemal wszystkie największe grupy piwowarskie w Polsce. Choć osobiście uważam, że podczas takich spotkań zbyt dużo uwagi poświęca się utrwalaniu wizerunku marki, niż pracuje nad wizerunkiem piwosza. Wystarczy tylko raz w życiu odwiedzić Oktoberfest i przekonać, jak tam potrafią się bawić ludzie przy kuflu piwa i jak rozwiązano tam problem z tymi, którzy nadużywają alkoholu. Przecież chore organy należy leczyć a nie wycinać.


W Polsce zbyt mało jest jeszcze takich lokalnych imprez. Jedyną taką największą są niewątpliwie Chmielaki Krasnostawskie, gdzie spożycie piwa jest znaczne, a władze lokalne z roku na rok starają się tak zorganizować czas by spotkanie takie nie polegało tylko na piciu piwa. Organizowane są liczne imprezy towarzyszące w różnych miejscach miasta, co zmusza do przemieszczania się z miejsca na miejsce.


Przede wszystkim trzeba zmienić wizerunek polskiego piwosza. Wskazać mu właściwe wzorce, a nie stawiać go do kąta lub dawać po łapach. Mam świadomość, że jest jeszcze wiele do zrobienia wspólnie z producentami piwa. Nie chciałbym zostać źle zrozumianym. Mam świadomość, że pewne zakazy są konieczne w każdym społeczeństwie. Tylko, że jeżeli będziemy tworzyli zakazy, których i tak nie będzie się egzekwować, to nadal będzie tak, że lekceważyć będziemy również i te konieczne zakazy.


Lepiej przyznać się do pomyłki niż brnąć dalej w kierunku absurdu legislacyjnego.
W świetle wyżej wymienionej ustawy zabroniono również naszym członkom, a właściwie ich dzieciom, zwiedzić multimedialne muzeum piwowarstwa w Tychach, choć piwo było tam tylko na obrazkach.


W Wielkiej Brytanii gdzie króluje największa organizacja konsumentów piwnych na świecie, CAMRA (Campaign for Real Ale) licząca około 90 tyś. członków, parlament współpracuje z konsumentami i producentami piwa. Podzielam również pogląd, że jest jeszcze dużo do zrobienia kierunku poprawy obrazu polskiego piwosza. Ale też zostało już dużo zrobione.


Większym problemem wydaje mi się są sterty butelek i puszek, choć i tak codziennie rano, grupa młodzieży, zarabiając sobie, sprzątała plażę. W małych miejscowościach brak jest często punktów zajmujących się skupem opakowań zwrotnych, co z kolei nie mobilizuje do ich zwrotu. Nie zaobserwowałem również specjalnych pojemników na opakowania z tworzyw sztucznych, papierów, puszek czy szkła. W innych krajach taki zwrot surowców jest już bardzo wysoko rozwinięty. Tam ma się świadomość, że wmiatanie śmieci pod dywan jest tylko doraźnym rozwiązaniem.


Liczę, że zostanę właściwie zrozumiany i wizerunek polskiego piwosza uświadomionego z roku na rok będzie właściwszy. Uświadomiony konsument to nie tylko ten, który zna się na piwie, ale i ten, który dba o swoje otoczenie. O ile przyjemniej jest raczyć się piwem podziwiając ładne widoki niż wysypisko śmieci.



Piwu Cześć

Marek Suliga