Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Z Piotrkowskiej znika Kogucik - kultowy bar z PRL-u

26.04.2008
Z Piotrkowskiej znika Kogucik - kultowy bar z PRL-u Z Piotrkowskiej znika Kogucik - kultowy bar z PRL-u

- Szefowo, raz flaczki, raz goloneczkę i jasne pełne - krzyczał już od progu pan Zdzisio, wierny klient Kogucika, jednego z najsłynniejszych łódzkich barów. Lokal na początku lat 60. rozlokował się w świetnym jak na owe czasy miejscu. Przy Piotrkowskiej, tuż obok katedry i Zakładów Przemysłu Bawełnianego Eskimo, czyli dawnej fabryki Geyera.

Od razu stał się ulubionym miejscem robotników, którzy wpadali tam po fajrancie na "jedno łódzkie", studentów politechniki, przybiegających do baru w przerwie zajęć. Nie mówiąc o tym, że lokal wypełniał się po brzegi po niedzielnej sumie w katedrze.

Dzisiaj na drzwiach Kogucika wisi kartka: "Lokal przeniesiony na ul. Narutowicza 42" . Według jego właścicielki Blanki Knobloch, Kogucik nie wytrzymał presji zmian. Kiedy wokół wyrastały fast foody, pizzerie i puby, w Koguciku bufetowa serwowała schabowego z ziemniakami z wody i słynne na całą Łódź pampuchy. Te doceniali jednak przede wszystkim klienci, którzy stołowali się w lokalu od... 40 lat.

- Kogucik potrzebował "liftingu", nie mógł dłużej funkcjonować w takiej formie - uważa Blanka Knoboch, właścicielka baru. - Dlatego przenosimy się na Narutowicza, do nowocześnie urządzonego wnętrza, z kuchnią śródziemnomorską i polską, drink-barem i parkietem do tańczenia.

Ze starego baru przy Piotrkowskiej zostaje część menu, stara szafa grająca i fragment nazwy, bo nowy lokal to Bla-Ni z Kogucika (Bla-Ni to skrót od imion dwóch sióstr Blanki i Niny, właścicielek baru).

Nowy lokal z całą pewnością nie będzie już barem z PRL-owskim klimacikiem. A właśnie taki wspominają najwytrawniejsi bywalcy Kogucika.

- Kiedy do studenckiej stołówki stała długaśna kolejka po obiad, zwykle ktoś rzucał hasło: no to, chodźmy na zupę do "Koguta" i biegliśmy na jedno piwo, a potem wracaliśmy na drugie danie. Zwykle tłok się już rozluźniał, a i my byliśmy w lepszych humorach - wspomina Tadeusz Krakowiak, który w 1966 roku zaczął studia na Politechnice Łódzkiej.

Kogucik w latach 60. i 70. przeżywał swój złoty okres. Były dni, kiedy bufetowe nie nadążały lać piwa, stoliki wynoszono nawet na zewnątrz, a ci którzy mieli mniej szczęścia, okupowali murki i schody. Wtedy właśnie w Koguciku rozkochali się najwytrwalsi bywalcy.

- Niektórzy przychodzili tu na obiady przez ponad 40 lat - wspomina właścicielka. - Regularnie gościmy mieszkające w okolicy starsze małżeństwo. To właśnie tych klientów będzie mi najbardziej szkoda, chociaż mam cichą nadzieję, że być może niektórzy przeniosą się do nowego Kogucika.

- To kolejne takie kultowe miejsce, które znika i którego nie da się łatwo odtworzyć - uważa Jarosław Janowski, łódzki przewodnik. - Kilka lat temu zamknięto Rysia, czyli bar mleczny na rogu Wólczańskiej i Zielonej. Nie tak dawno pożegnaliśmy Grandkę. Aż trudno w to wszystko uwierzyć.

Janowski twierdzi, że Kogucik mógł się stać świetnym produktem turystycznym. - W chwili gdy wraca moda na PRL, kiedy agencje turystyczne pokazują klimaty Polski Ludowej turystom z zagranicy, my pozwalamy zamknąć jeden z ostatnich bastionów PRL-u . Przecież, gdyby miasto odzyskało Kogucika i zareklamowało go jako miejsce, gdzie można się przenieść w klimaty robotniczej Łodzi, gdyby do tego dołączyć wycieczki starym trabantem lub "ogórkiem" , to mógłby to być świetny produkt turystyczny promujący nasze miasto . W Nowej Hucie modę na PRL wykorzystano znakomicie, w Łodzi o takie pomysły nadal bardzo trudno.

Magda Szrejner - POLSKA Dziennik Łódzki