Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Warszawskie warzone w Warce

15.06.2004

Browar Warszawski może nie doczekać swych 160. urodzin. Być może Królewskie będzie produkowane poza stolicą.Browar, w którym produkowane jest piwo Królewskie, może zniknąć z mapy Warszawy. Zakład zajmuje kilka hektarów bezcennego gruntu w centrum miasta. Heineken, który przejął browar od Austriaków, zrobił na tym dobry interes.
Browar Warszawski istniejący w stolicy od 1846 roku prawdopodobnie zostanie zamknięty z końcem tego roku. Symboliczne dla stolicy piwo Królewskie popłynie do konsumentów prosto z Warki. A na wartą krocie ziemię przy ul. Grzybowskiej wjadą buldożery.

Browar na Woli produkuje rocznie 300 tys. hektolitrów złocistego trunku, choć mógłby dwa razy więcej. Niestety, konsumenci nie chcą pić dwa razy więcej Królewskiego.

Od trzech lat rządzą tu Austriacy z koncernu Brau Union. W sumie za trzy browary - Kujawiak, Van Pur i Browary Królewskie zapłacili 85 mln euro, czyli ok. 425 mln zł. Zdaniem Barbary Lipskiej z firmy JL Design, rzeczoznawcy od wyceny nieruchomości, sam teren zajmowany w stolicy przez Browary Królewskie może być wart trzy tysiące dolarów za metr. Tak więc cała pięciohektarowa parcela to prawie 150 mln dolarów w gotówce, czyli 600 mln zł. - Gdy Browary Królewskie przejmowali Austriacy, mówiło się w branży, że kupili zakład dla tego terenu. Jego wartość może nawet zrekompensować koszty przeniesienia produkcji - mówi Bogna Sikorska, analityk rynku piwowarskiego. W 2003 r. austriacki Brau Union został przejęty przez holenderski

Heineken. Warszawskie włości Brau Union przeszły pod zarząd Grupy Żywiec należącej do Heinekena.

Heineken jest właścicielem budynków browaru oraz tytułu wieczystego użytkowania ziemi, na której one stoją. Może więc swobodnie dysponować tym gruntem. Zdaniem prawników Ministerstwa Infrastruktury, nie ma żadnych formalnoprawnych ograniczeń uniemożliwiających firmie sprzedaż tego terenu. Andrzej Spaliński, szef zakładowej Solidarności, przyznaje, że nie ustalono jeszcze warunków, na jakich Heineken miałby zakończyć produkcję piwa przy ul. Grzybowskiej. - Mamy podpisane porozumienie gwarantujące lepsze warunki odpraw przy zwolnieniach pracowników. O zamknięciu browaru na razie nic nie wiemy, ale trzymamy rękę na pulsie - mówi Andrzej Spaliński.

Nim browar przeszedł w ręce Austriaków z Brau Union, właścicielem firmy była spółka pracownicza. Każdy pracownik posiadał ok. 200 akcji nominalnie wartych po złotówce za jedną. Austriacy, odkupując je, płacili po 500 złotych za akcję. Transakcja opłaciła im się.

Zdaniem Anny Bizoń, menedżera piwa Królewskie, przeprowadzka browaru ze stolicy jest możliwa, ale z utrzymaniem produkcji Królewskiego. - Tak robiliśmy już w przypadku innych marek. Czasem taniej jest rozlewać piwo w innym miejscu i dowozić je na bliskie odległości - mówi Anna Bizoń. - Obiecaliśmy pracownikom, że do końca tego roku zapadnie decyzja o przyszłości firmy - mówi Krzysztof Rut, rzecznik prasowy Grupy Żywiec. Konkretnej odpowiedzi co do przyszłości zakładu unika także prezes zarządu Brau Union Poland Werner Jansel, który wciąż zarządza warszawskim browarem.

- Trwa proces łączenia firm. Zintegrowaliśmy marketing i handel. Teraz opracowujemy koncepcje łączenia produkcji. Mamy kilka planów, ale na konkrety jeszcze za wcześnie - mówi prezes Jansel. Zdaniem Bogny Sikorskiej, utrzymywanie browaru w centrum metropolii jest nieekonomiczne i przysparza dodatkowych kłopotów ekologicznych i transportowych. Należący do Heinekena browar w Warce ma większe moce produkcyjne i łatwiejszy dostęp dla tirów.

- Królewskie jako piwo lokalne może więc być dostarczane z Warki - mówi analityk. Z warszawskiej firmy wyprowadzono już dział sprzedaży i marketingu. Przy warzeniu piwa pracuje ok. 150 osób. Austriacy gwarantowali zatrudnienie załogi i produkcję piwa w stołecznym browarze tylko do końca 2004 roku. Holendrzy przejęli te zobowiązania. Browar stracił już kiosk ze świeżym piwem usytuowany przy ul. Grzybowskiej. Tę mekkę warszawskich piwo- szy kazał zamknąć sanepid. - Szkoda, bo był to element warszawskiego folkloru. A poza tym miał ok. 100 tys. zł obrotu rocznie - mówi dyrektor browaru Janusz Salwa.

Życie Warszawy

MARCIN PRZEWOŹNIAK