Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Warka domowa

28.01.2002

Piwo z własnej kuchni? Czemu nie. Amerykańska moda na domowe piwowarstwo robi karierę w Polsce. Trunek własnej roboty jest zdrowszy, smaczniejszy i tańszy od przemysłowego.
Popatrz pan, wino w domu zrobisz, gorzałę zrobisz, a piwa nie da rady - tłumaczył Andrzejowi Sadownikowi, wykładowcy z SGGW i zapalonemu piwowarowi, kierownik słodowni. - Nic bardziej mylnego - zaprzeczył Sadownik. - Wyśmienitego piwa nawarzyć można w większości polskich mieszkań.
Gdy w połowie lat 90. Sadownik wyjeżdżał na stypendium do USA, nie miał pojęcia, że piwo można robić w domu. Przekonał go o tym przyjaciel Czesław Perun, którego odwiedził w Bethlehem, w Pensylwanii. - Poczęstował mnie swoim piwem. Zrobiło na mnie kolosalne wrażenie - wspomina Sadownik.
Za namową przyjaciela pożyczył sprzęt, kupił surowce i zaczął eksperymentować. Efekty przerosły oczekiwania nie tylko świeżo upieczonego piwowara amatora. Ku uciesze naukowców, z którymi pracował w Stanach, do końca pobytu w USA przyrządził jeszcze w garnku siedem warek (porcji) piwa. - Degustacja poszczególnych gatunków była żelaznym punktem każdego seminarium - wspomina.
Piwo warzone po domowemu to właściwie nie nowość, tylko powrót do korzeni. Przed kilkuset laty w Europie bulgoczące na ogniu piwne warki były czymś powszechnym i normalnym. Później piwo zaczęły warzyć zakłady rzemieślnicze, a dopiero w wieku pary i elektryczności trafiło do wielkich browarów. Rozwój technologii po II wojnie światowej zrobił z piwem to, co Henry Ford z montowanym na taśmie samochodem - odarł je z indywidualności. Z biegiem lat wszystkie gatunki stawały się coraz bardziej do siebie podobne - jak hamburgery z przydrożnych barów.
Na początku lat 80. XX w. w USA, które są największym na świecie producentem piwa (230 mln hektolitrów rocznie), narodziło się hobby - piwowarstwo domowe. Oddaje się mu ponad milion Amerykanów znużonych przemysłową nijakością ich ulubionego napoju. To z ich inicjatywy rząd federalny zalegalizował zakazane od prohibicji lat 20. domowe warzenie piwa.
Teraz to nowe hobby trafia do Polski za sprawą takich ludzi, jak Sadownik. W jego mieszkaniu na warszawskim Ursynowie o zamiłowaniu gospodarza do piwa świadczy tylko szczep chmielu wijący się po framudze drzwi oddzielających kiszkowaty korytarz od kuchni. Sadownik sporządził w niej ponad 80 warek napoju. Za każdym razem do butelek trafia około 20 litrów trunku, który mimo braku profesjonalnej pasteryzacji i filtracji nawet dwa lata po przygotowaniu smakuje wybornie. W typowej blokowej piwnicy na Ursynowie na swoją chwilę czekają butelki jasnych pilsów, pszenicznych weizenów, ciemnych stoutów (angielskie, ciemne, mocno chmielone) i pale ale (angielskie ciemne, niezbyt gazowane i mocno chmielone). Jego manufakturkę O! Nanobrowar Domowy - bo tak ją nazwał - opuszcza każdego roku od 2 do 3 hektolitrów piwa. - To jedna miliardowa całej światowej produkcji. Nano oznacza dziesięć do potęgi minus dziewiątej, czyli jedną miliardową - wyjaśnia skomplikowaną nazwę.
Aby warzyć piwo, nie potrzeba przygotowania naukowego, ponieważ receptura jest banalnie prosta. W odpowiednich proporcjach, kolejności i czasie wystarczy połączyć ze sobą wodę, słód, drożdże i chmielowe szyszki. Rynek już chce zarabiać na nowym hobby i w sklepach pojawiły się "piwa w proszku" - zestawy składników pozwalające na proste przygotowanie napoju.
- Warzenie piwa ma w sobie coś ze sztuki, tak jak wykwintne kucharzenie. Ale także coś z magii, choć procesy z nim związane są dość dobrze poznane i zdefiniowane naukowo - zachwyca się dr Sadownik.
Ci, co warzą w domu, za każdym razem bawią się doskonale. - Gotowanie zacieru, przygotowywanie fermentacji, rozlewanie do butelek, kapslowanie i wreszcie, po 40 dniach niecierpliwego oczekiwania, upragniona degustacja - opowiada Michał Grossmann z Puszczykowa pod Poznaniem. W połowie lat 90. obronił w poznańskiej Akademii Rolniczej pracę inżynierską, w której przedstawił projekt techniczny mikrobrowaru o wydajności 3 tys. hektolitrów piwa rocznie. Teraz sam warzy piwo, ale tylko na własne potrzeby. Każdego roku przygotowuje 2 - 3 warki. Używa gotowych ekstraktów słodowych, bo nie ma czasu na poszukiwania naturalnych surowców. - Najchętniej robię weizenbier, piwo pszeniczne. Ten naturalnie mętny trunek ma wyjątkowy smak i zawsze mi się świetnie udaje - cieszy się Michał Grossmann.
Poznański piwowar amator, zirytowany brakiem urządzeń i surowców na polskim rynku, na własną rękę sprowadza je z Niemiec. Zaopatrują się u niego hobbiści z Wielkopolski, bo amatorów piwa domowego przybywa.
- Dwa lata temu po naszych publikacjach o piwowarstwie domowym rozdzwoniły się telefony - opowiada Paweł Plinta, zastępca redaktora naczelnego krakowskiego dwumiesięcznika "Piwosz".
W Polsce wielu specjalistycznych sklepów jeszcze nie ma, ale składniki i sprzęt można kupić przez Internet, m.in. w działającym od lipca 2001 r. wirtualnym Sklepie Piwosza. - Kilka miesięcy sondowaliśmy rynek i teraz już wiemy, że zapotrzebowanie jest spore i można na tym zarobić - mówi współwłaściciel firmy Przemek Czarnik.
Choć regały w sklepach uginają się od przeróżnych piw, to - paradoksalnie - im większy wybór, tym więcej chętnych do produkcji napoju w domu. Ale Sadownik samodzielne warzenie traktuje przede wszystkim jako doskonałą zabawę i okazję do spędzania czasu z przyjaciółmi o podobnych zainteresowaniach. Co uwarzy, to w większości rozda. Bo tak naprawdę największą satysfakcję domowemu piwowarowi daje błysk nieukrywanego zdumienia pojawiający się w oczach piwosza, który pierwszy raz próbuje domowego trunku. - Warzenie w domu to wdzięczne hobby, które zaspokaja elementarną dla człowieka chęć eksperymentowania. Może stać się zajęciem na całe życie, bo poszukiwania perfekcyjnego kufla piwa nigdy się nie kończą - mówi Sadownik.
Poszukiwania te sprawiły, że Jarosławowi Kołsutowi z Radomia przestało wystarczać gotowanie piwa w kociołkach i garnkach. Skonstruował więc miniaturkę urządzeń z dawnego Browaru Saskiego, który przez 200 lat warzył piwo dla radomian. Z pomocą Adama Filipczaka, mistrza piwowarskiego z nieczynnego od 1997 r. browaru Saskiego, warzy piwo od końca
2001 r. Browar Zamkowy - tak nazwał swoje urządzenie Kołsut - jest prawdopodobnie jednym z najmniejszych w Europie, bo mieści się w przybudówce (2,5 na 2 m) przy garażu. Jego roczna produkcja nie przekracza 7 hektolitrów. Warzenie odbywa się wyłącznie metodami tradycyjnymi. Napój trafia do butelek i beczek,
a potem do przyjaciół i znajomych Kołsuta. - Sprzedaż wymagałaby stoczenia biurokratycznej wojny, a to mnie zupełnie nie interesuje. Oczekuję od swojego browaru rozrywki, a nie zarobku - mówi Kołsut.
Hobby Jarka Kołsuta można jeszcze nazwać piwowarstwem amatorskim. Kolejnym krokiem jest już uruchomienie własnego mikrobrowaru warzącego piwo na potrzeby mieszkańców małych miasteczek, dzielnic lub turystów. W Polsce to jeszcze rzadkość, chociaż takie browary działają w Krakowie (CK Browar), Warszawie (Soma) czy Wrocławiu (Spiż). W ciągu ostatnich 15 lat w USA powstało ok. 1000 takich manufaktur. Warto pamiętać, że większość ich właścicieli też zaczynała od kuchennych zabaw z "piwem w proszku".

Newsweek numer 05/02
Newsweek

Ziemowit Fałat, Dariusz Wojtala