Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

W sprawie browaru miasto tupnęło nogą

25.10.2007

Albo sprzedaż browaru inwestorowi, albo licytacja zabytku za długi wobec gminy - postawił warunek urząd Miasta. Właścicielowi zostało kilka tygodni na decyzję. Magistrat chce uratować browar za wszelką cenę.

Urząd miasta stracił cierpliwość wiosną. Jako wierzyciel browaru zwrócił się do skarbówki o wyznaczenie terminu licytacji zabytkowej fabryki. Od momentu zakupu obiektu w 2000 roku aż do teraz łódzka spółka LCC nie zapłaciła gminie grosza podatku od nieruchomości. Zalega też Skarbowi Państwa za użytkowanie wieczyste gruntu.

- O rozłożeniu należności na raty decydował już zarząd miasta pięć lat temu - mówi Ireneusz Leśnikowski, rzecznik magistratu. - Nie zgodzimy się na kolejne lata zabawy w chowanego i ciągłe odraczanie spłat. Tym bardziej że właściciel wbrew obietnicom nie inwestuje w browar, a każdy kolejny rok zbliża zabytek do ruiny.

Miasto nie chce zdradzić wysokości długu, ale twierdzi, że to znaczna kwota. Niewykluczone, że przekracza nawet milion złotych. Tymczasem browar został wyceniony na blisko 3,5 mln zł.

Licytację wyznaczono na 20 listopada. Cenę wywoławczą ustalono na ponad 2,5 mln zł. Właściciel browaru twierdzi jednak, że fabryka nie pójdzie pod młotek. W maju poprosił miasto o ostatnią szansę i zgodę na sprzedaż nieruchomości bez licytacji, bo pozwoli ona na spłatę wszystkich długów.

- Urząd zgodził się na sprzedaż pod warunkiem, że odbędzie się ona pod nadzorem komornika skarbowego - tłumaczy Leśnikowski. - LCC na zawarcie transakcji ma czas do dnia licytacji. Z całej sytuacji płyną same korzyści. Groźba licytacji zmobilizowała właściciela fabryki do działania. Przy okazji przekonaliśmy się, że są przynajmniej cztery firmy zainteresowane browarem. Zatem tak czy inaczej fabryka znajdzie inwestora, który zmieni charakter tego miejsca i przyczyni się do rozwoju tego fragmentu miasta.

Właściciel firmy LCC Jan Lus zapewnia, że ma już inwestora i zdąży z nim zawrzeć umowę w wyznaczonym przez miasto terminie. Nadal wiąże swoją firmę z browarem.

- W sierpniu uzyskaliśmy warunki zabudowy i zagospodarowania dla tego terenu - mówi Lus. - Chcemy większą część browaru przeznaczyć na mieszkania, a zabytkową resztę na użytek publiczny. Mam nadzieję, że prace ruszą już w czerwcu przyszłego roku.

Koncepcje wykorzystania browaru przez LCC w ciągu siedmiu lat ewoluowały. Były pomysły utworzenia w zabytkowej części minibrowaru, w którym by serwowano kmicica i bohuna i "Pielgrzyma", oraz centrum kongresowego z salami konferencyjnymi, miejscami hotelowymi, a w najpiękniejszej piwnicy słodowni - gastronomii.

Częstochowski browar

Ma historię dłuższą niż huta, zapałczarnia czy zakłady włókiennicze. Za datę jego powstania przyjmuje się rok 1840, choć tradycje piwowarskie w Częstochowie sięgają XVI w. Browar przy ul. Ogrodowej postawił niemiecki kolonista Lamprecht. Na przełomie XIX i XX w. rozbudował go warszawski przemysłowiec Karol Szwede. Z tego czasu pochodzą słodownia, suszarnia i charakterystyczna wieża ciśnień. Częstochowskie piwo pito w mieście i najbliższej okolicy, a w przededniu II wojny światowej przymierzano się do eksportu trunku do Palestyny. W PRL-u browar upaństwowiono, po czym przyłączono do większych zakładów w Zabrzu. W latach 70. XX wieku na rynek weszło znane do dziś piwo Kmicic. W latach 90. wprowadzono Bohuna. W 2000 r. browar kupiła łódzka spółka LCC, zajmująca się inwestycjami hotelowymi, konsultingiem i obrotem nieruchomościami. Cztery lata temu zagrożone wyburzeniem najstarsze budynki zakładu wpisano - dzięki kampanii "Gazety Wyborczej" - do rejestru zabytków. Od 2005 r. piwa przy Ogrodowej już się nie produkuje. Kmicic i Bohun powstają w Zduńskiej Woli.


Eliza Kwiatkowska, Gazeta Wyborcza Częstochowa