Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Urząd nie pozwala nam... Usiąść

13.04.2005

Browar sponsorujący Dni Opola żąda wyłączności na sprzedaż piwa podczas tej imprezy. I ją od miasta dostaje. Poza tym podczas święta miasta nie będzie na rynku miejsca na tradycyjne ogródki piwne.
Rynek i sąsiadujące z nim uliczki mają mieć średniowieczny klimat podczas Dni Opola, zaplanowanych na 22-24 kwietnia. Jarmark ze stoiskami rzemieślników, karczma rycerska, historyczne inscenizacje w wykonaniu bractw rycerskich - to ma tworzyć atmosferę. Opolanie będą mogli powalczyć drewnianymi mieczami, posłuchać towarzyszącej imprezie muzyki (nie będzie sceny, zespoły będą przygrywały na schodach z tyłu ratusza). Ludzie z założenia mają krążyć pomiędzy widowiskami a straganami, nie będą mogli usiąść sobie przy piwie.

- W tych dniach rynek nie ma służyć temu, żeby posiedzieć i się napić - wyjaśnia Janusz Sidor, naczelnik wydziału kultury urzędu miasta. - Piwo będzie jedynie elementem dodatkowym. Znaczenie pierwszoplanowe ma historia miasta, którą ludzie będą mogli poznać.
Na rynku ma się dziać mnóstwo interesujących rzeczy, nie będzie wolnej przestrzeni - to jedna z przyczyn, dla których restauratorzy nie mogą postawić ogródków piwnych.
O drugiej przyczynie pisaliśmy tydzień temu: to warunek sponsora - jednego z browarów, który nie chce mieć w tych dniach konkurencji w sprzedaży piwa. W zamian przekaże kilkanaście tysięcy złotych na organizację imprezy. Z piwem w ręce nigdzie nie przysiądziemy, bo nie będzie ani ogródków, ani większej ilości rozstawianych krzeseł (kilka znajdziemy jedynie przy karczmie rycerskiej).

Tymczasem opolscy restauratorzy od półtora tygodnia dobijają się do ratusza i Miejskiego Zarządu Dróg: chcą, aby im pozwolono wystawić po kilka stolików i krzeseł na zewnątrz lokali chociażby przed Dniami Opola.
- Klienci nas o to proszą - stwierdził na łamach "NTO" Grzegorz Szymela, najemca "Melby".
Restauratorzy rozumieją umowę sponsorską i są skłonni schować stoliczki na czas Dni Opola. Podkreślają, że teraz nie żądają pozwoleń na duże, tradycyjne ogródki letnie i że z ich otwarciem spokojnie poczekają do wyznaczonego przez prezydenta dnia 28 kwietnia.
W poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej" wiceprezydent Karbowiak powiedział, że restauratorzy mogą dostać od MZD pozwolenie na wystawienie kilku stolików przed kawiarniami "Melba" i "Pod Arkadami" do 21 kwietnia. Niestety, wiceprezydent chyba nie wiedział, że ratuszowe przepisy nie pozwalają załatwić sprawy jednym telefonem.
Sebastian Brandys z "Pod Arkadami" dowiedział się w MZD, że na postawienie 5 stolików musi mieć taki sam plik opinii i pozwoleń (m.in. ze straży pożarnej, wydziału architektury i wydziału... zarządzania kryzysowego), jak gdyby stawiał profesjonalny ogródek letni. Z kolei Grzegorz Szymela woli nie stawiać nawet jednego krzesła przed "Melbą" bez pisemnego zaświadczenia z MZD, a takiego nie dostał.

Po naszej interwencji Jerzy Bradecki, dyrektor MZD, przejrzał wczoraj raz jeszcze podania obydwu restauratorów.
- Chodzi o zgodę tymczasową, więc rezygnujemy z zezwolenia z wydziału architektury - powiedział. - Jeśli te osoby dostarczą zaświadczenia ze straży miejskiej i straży pożarnej, że te kilka stoliczków nie stworzy niebezpieczeństwa, załatwimy sprawę od ręki.
Sebastian Brandys wcale się nie ucieszył, kiedy mu o tym wczoraj powiedzieliśmy. Jest zmęczony zabieganiem o tak prostą rzecz, jak tymczasowe wystawienie kilku stolików przed własnym lokalem. Poza tym musi załatwić wszystkie formalności związane w uruchomieniem dużego, letniego ogródka.
- Dla zasady, jak będzie pogoda, to przed 21 kwietnia stoliki postawię - mówi zrezygnowany Brandys.

Komentarz

Wielkie zamieszanie wokół wiosennego otwarcia i jesiennego zamknięcia ogródków piwnych stało się tak tradycyjne jak one same w opolskim Śródmieściu. Po co to ustalać administracyjnie? Mamy demokrację, wolny rynek - jak restaurator chce i ma wymagane pozwolenia, to niech stawia ogródki choćby w lutym. Jak klienci chcą, to niech tam siedzą choćby w deszczu. Ważne jednak, abyśmy mieli wybór. Aby urzędnicy przestali nam mówić, czy mamy siedzieć, czy stać. Stoliki i płotki, zajmujące chodnik na rynku, czy na ul. Krakowskiej, nie powinny stwarzać niebezpieczeństwa, choćby w razie pożaru. Tylko dlaczego co roku trzeba do tego tony dokumentów z różnych ratuszowych wydziałów? Przecież rynek swoich gabarytów nie zmienia. Nie komplikujmy prostych spraw.
Nowa Trybuna Opolska

Agata Jop