Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Udany początek roku polskich piwowarów

21.04.2004

W pierwszym kwartale browary sprzedały o 6,2 proc. więcej piwa niż przed rokiem. Ale 1 maja wzrośnie konkurencja zza zachodniej i południowej granicy...
Piwowarzy zrzeszeni w Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego Browary Polskie (łącznie kontrolują 95 proc. rynku) rozpoczęli rok od mocnego uderzenia sprzedając 5,068 mln hektolitrów piwa. Najlepiej sprzedawało się piwo w butelkach (53 proc. wolumenu) i puszce (36 proc.), a outsiderem były beczki (11 proc.).

Dynamika sprzedaży jest wyższa od średniej zeszłorocznej, gdy rynek urósł o 4,6 proc. W efekcie spożycie na głowę podskoczyło w Polsce do blisko 74 litrów, co nadal plasuje nas daleko za europejskimi liderami: Niemcami (122 litry), Czechami (159) czy Irlandczykami (125), ale pozwala równać się np. z Węgrami.

Z trójki czołowych graczy na rynku - Kompania Piwowarska, Grupa Żywiec, Carlsberg Okocim - kontrolującej w sumie 85 proc. rynku, najlepiej radził sobie Okocim, zwiększając sprzedaż o blisko 9 proc. Prezes Grupy Żywiec Nico Nusmeier podał, że sprzedaż jego browaru pokrywa się z grubsza z tempem wzrostu całego rynku. Z kolei Kompania Piwowarska poinformowała o dynamice rzędu nieco ponad 4 proc.

Szefowie browarów jednym głosem mówią, że mogą być to "miłe złego początki". Od 1 maja, gdy po wejściu Polski do Unii znikną bariery celne, na nasz rynek mogą trafić duże ilości tańszego piwa z tzw. prywatnego importu. Ma być to opłacalne, bo piwna akcyza w Niemczech czy Czechach jest o połowę niższa niż w Polsce. Nasze "piwne mrówki" będą mogły od 1 maja przewozić do kraju na własne potrzeby jednorazowo 110 litrów piwa (obecnie tylko 5). Dlatego, zdaniem piwowarów, o ile pewne jest, że nadal będzie rosła u nas konsumpcja, to wcale nie jest przesądzone, że pójdzie z nią w parze wzrost sprzedaży polskich browarów. Jako najbliższy przykład podają Węgry, gdzie także akcyza jest wyśrubowana i już teraz z ok. 7,5 mln hl pitego rocznie piwa około miliona przyjeżdża w puszkach z Niemiec.

W zeszłym tygodniu resort finansów poluzował nieco podatkowy gorset jedynie małym browarom, warzącym do 200 tys. hl rocznie (ok. 40 zakładów zlokalizowanych głównie blisko zachodniej i południowej granicy, kontrolujących 5 proc. rynku). Zwiększono im ulgę w akcyzie o 25 proc., co oznacza, że średnio półlitrowa butelka piwa z małego browaru będzie tańsza na półce sklepowej o ok. 5 groszy. Małe browary są zadowolone, ale liczyły na więcej.

- Gdyby ministerstwu zależało na regionalnych browarach, to akcyza byłaby porównywalna z tą z krajów ościennych - uważa Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich. Wcześniej resort finansów, mimo rozpaczliwych apeli browarów, nie zgodził się obniżyć akcyzy przed 1 maja. Ma zamiar zareagować tylko wtedy, gdyby krajowe browary rzeczywiście wpadły w kłopoty.

Piwowarzy wydali pracownikom zajmującym się sprzedażą polecenia kontrolowania pasa przygranicznego i informowania o tym, czy np. w lokalnych sklepach nie pojawia się importowane piwo po okazyjnych cenach. Nieoficjalnie mówią, że mają sposób na ratowanie sprzedaży. Otóż wystarczy, że legalnie wyeksportują swoje piwo do Niemiec, zapłacą tam na miejscu niższą akcyzę i wstawią np. Żywca czy Tyskie do sklepów po zachodniej stronie granicy dla polskich klientów. Według przedstawionych w środę szacunków, uwarzona w Polsce półlitrowa butelka sprzedana za granicą byłaby tańsza o 25-30 groszy. Wtedy akcyza wpływałaby do niemieckiego budżetu, bo płaci się ją nie w kraju producenta, lecz tam, gdzie piwo trafia do sprzedaży.
Gazeta Wyborcza

Tomasz Prusek