Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Trwają negocjacje między spadkobiercami rodziny Saskich i władzami Ostrowca

11.09.2006

Czy dojdzie do porozumienia między spadkobiercami rodziny Saskich z władzami Ostrowca? Właściciele dawnego browaru chcą przekazać miastu cześć budynku. gdzie znajdują się obecnie Miejskie Centrum Kultury i Biuro Wystaw Artystycznych. W zamian chcą zgody na budowę supermarketu w centrum Ostrowca.
Chodzi o obszar w obrębie ulic Siennieńskiej, Wardyńskiego i Polnej, gdzie oprócz siedzib MCK i BWA znajduje się też zabytkowy młyn. Jego kupnem zainteresowana jest sieć Kaufland. Jednak rada miejska już dwa razy odrzuciła forsowane przez prezydenta Jana Szostaka porozumienie.

Spadkobiercy rodziny Saskich powoli tracą cierpliwość. - Browar i teren to nasza własność i nie rozumiem, dlaczego mamy się tłumaczyć z faktu, że chcemy nią gospodarować - mówi Jacek Wyciszkiewicz, jeden ze spadkobierców. - Oskarża się nas, że szantażujemy radnych groźbą zburzenia ruin zabytkowego browaru. Wycofaliśmy się z tej decyzji i nie złożyliśmy w starostwie odpowiednich wniosków. Chcemy się dogadać z gminąi - dodaje.

Wyciszkiewicz podkreśla, że ich oferta jest dla miasta bardzo korzystna. - Po wybudowaniu sklepu rocznie do budżetu będzie trafiać około 700-800 tys. zł tzw. opłaty planistycznej. Dojdą też nowe miejsca pracy - mówi.

Przewodniczący ostrowieckiej rady miejskiej Wojciech Kotasiak nie ukrywa, że radni w tej sprawie są podzieleni. - Wybory blisko i nie chcą podejmować niepopularnych decyzji. Moim zdaniem to błąd, bo umowa na takich warunkach jest dla miasta korzystna - uważa Kotasiak. - Za darmo dostaniemy MCK i BWA, z supermarketu będzie do budżetu wpływał dochód. Poza tym to ma być obiekt powyżej 2 tys. m kw., więc zgodnie z przepisami mamy prawo ingerować w jego architekturę. I najważniejsze: Sascy są właścicielami i browaru, i działek. A prawo własności jest święte. - dodaje.

Być może konflikt rozwiąże się podczas sesji rady zwołanej na 26 września. Radny Marek Potocki jeszcze nie wie, jak zagłosuje. - Mamy dylemat. Zdaję sobie sprawę, że rodzina Saskich najpierw cierpiała w czasach wojny, potem za komuny i nie dziwię im się, że walczą o swoje. Z drugiej strony martwię się, że market w samym centrum popsuje nam obraz miasta - argumentuje.

Gazeta Wyborcza

Paweł Słupski