Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Studenci piją za mało

30.12.2005

Żeby zarezerwować stolik w BrowArmi, trzeba obiecać, że wyda się minimum 35 zł. Lokal walczy w ten sposób ze studentami. - Nie ubierają się elegancko, zamawiają jedno piwo. A my chcemy, by przychodzili do nas inni ludzie - mówi Grzegorz Tomczyk, kierownik lokalu.
Prof. Andrzej Rychard z kolegami z uczelni postanowił przed świętami pójść na piwo. Wybrał lokal położony tuż obok Uniwersytetu - BrowArmię Królewską na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Królewskiej. - Kiedy zadzwoniłem, by zarezerwować stolik, musiałem zadeklarować, że wydamy co najmniej 35 zł na osobę. W przeciwnym razie stolika nie będzie - mówi.

Bareja by się uśmiał

Prof. Rychard opowiada, że gdy w kilkanaście osób zasiedli już w lokalu, kelnerka jeszcze przed przyjęciem zamówienia poprosiła ich o zadatek. Zdziwiony, poprosił o rozmowę z kierownikiem. - Usłyszałem, że zostali zmuszeni do takich praktyk przez studentów, którzy w swej bezczelności nie dość, że zachodzą do lokalu, to jeszcze siadają w ośmiu przy jednym piwie i siedzą po kilka godzin - relacjonuje.

Zbulwersowany tą sytuacją prof. Rychard przysłał do "Gazety" list. Napisał w nim m.in.: "Większość z nas pamięta realsocjalizm z wymogami obowiązkowej konsumpcji koreczków serowych do piwa, co najwyżej więc naszła nas refleksja o trwałości kultury wobec nikłości przemian podobno ustrojowych. W niektórych miejscach jeszcze daleka droga do III RP, a co dopiero myśleć o czwartej. (...) Zapytany, kierownik potwierdził znajomość filmów Barei. Cóż, trzeba przyznać, ze stosowane zapory są skuteczne. W dużej sali byliśmy jedynymi klientami. Gdy wychodziliśmy po piątej, w sali na górze było troszkę osób, ale ogólnie pusto. System więc działa."

Kto śmierdzi obsłudze

Dawniej w tym samym miejscu było kasyno wojskowe popularne wśród studentów. Tuż obok jest Uniwersytet Warszawski i Akademia Sztuk Pięknych. - Było tam tanie jedzenie i tani alkohol - mówi Andrzej, absolwent wydziału prawa.

BrowArmia Królewska powstała w tym miejscu w sierpniu tego roku. Ma dwa poziomy i własny browar.

Wraz z nowym właścicielem i wystrojem zmienić ma się też klientela. - Chcemy, by przychodzili do nas inni ludzie i zamawiali także jedzenie. Poza tym młodzi ludzie zachowują się głośną i płoszą starsze osoby - mówi Grzegorz Tomczyk, kierownik BowArmii.

Twierdzi, że wypraszanie studentów to nie segregacja, ale marketing. Dodaje, że gdyby nie zabiegi mające na celu zniechęcenie studentów do BrowArmii, to lokal zmieniłby się w zwykły pub. A to ma być elegancki lokal dla kasy średniej.

Przekonał się o tym Kamil, student UW. Ma dredy i ubiera się w stylu rastafariańskim: kolorowy wełniany beret, szerokie spodnie, kurtka z naszywkami. - Kilka tygodni temu ze znajomymi chcieliśmy tam skoczyć na piwo. Obsługa powiedziała nam, że nie zabraniają nam wejść do środka, ale powinniśmy się zastanowić, czy chcemy. Bo to lokal dla innej klienteli - mówi. - Poszliśmy wydać pieniądze w miejscu, gdzie nie będziemy obsłudze śmierdzieć.

Gazeta Wyborcza

Marcin Zieliński