Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Strategia odwrotu

01.11.2004

Historia obecności Carlsberg Okocim na GPW to scenariusz charakterystyczny dla wielu giełdowych debiutantów. Wchodzą jako małe firmy potrzebujące kapitału, szybko rosną i wtedy stają się atrakcyjnym kąskiem dla inwestora strategicznego. A gdy ich płynność zbliża się do zera, opuszczają parkiet, bo nie ma już sensu sztucznie utrzymywać ich w publicznym obrocie.
Marcin Piróg ma na pieńku z szefami GPW - wycofał z obrotu publicznego już dwie spółki. Najpierw jako członek
zarządu E. Wedel, teraz jako prezes Carlsberg Okocim. Powód za każdym razem był ten sam. Po wejściu inwestora strategicznego, płynność tych spólek była tak niska, że handel nimi praktycznie zamierał. - Przy dziennych obrotach rzędu 50 tyś. zł, nawet środkami z mojego portfela mógłbym wpływać na kurs giełdowy Carlsberg Okocim w ostatnim okresie - mówi Marcin Piróg. Wiadomo też, że obecność na giełdzie niesie za sobą obowiązki informacyjne, które mogą być kłopotliwe, zwłaszcza w branży, gdzie nie wszyscy konkurenci ujawniają dane finansowe. Na dodatek, oznacza konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów, sięgających w przypadku Carlsberg Okocim l mln zł rocznie.

Wchodzą, wychodzą

- Podstawowym celem obecności na giełdzie jest zdobycie kapitału. Jeżeli możemy go pozyskać bezpośrednio od inwestora, bez dodatkowych kosztów wynikających z uczestnictwa w parkiecie i bez ujawniania strategicznych informacji o firmie, to decyzja jest oczywista - mówi Marcin Piróg. Okocim wycofuje się z giełdy po 14 latach od
emisji pierwotnej, dołączając do grona sześciu spółek, które w tym roku wykonały podobny ruch. Scenariusz tego procesu w większości wypadków był taki sam: inwestor strategiczny powoli obejmuje większościowe udziały w spółce, a gdy jej płynność zbliża się do zera, decyduje o wycofaniu firmy z parkietu. W tym roku tak właśnie postąpił
Michelin, kontrolujący Stomil Olsztyn, czy francuski Eiffage, który wycofał Mitex. Jednak nie ma co wylewać krokodylich łez, ten proces jest całkiem naturalny dla rynków kapitałowych.
- Lepiej jest wycofać spółkę, na której nie ma płynności, niż na siłę utrzymywać ją na parkiecie, ponieważ w takim wypadku jej obecność na giełdzie jest fikcją - mówi Piotr Zarębski, zarządzający funduszem akcji w Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych PZU.
Okocim, który był jedną z pierwszych spółek notowanych na GPW, odzwierciedla trend z początku lat 90. Wczesne lata transformacji, gdy rynek kapitałowy praktycznie nie istniał, zmusiły rząd do prywatyzacji wielu firm przez giełdę.
Kilka lat później z powodów politycznych prywatyzacja stanęła, Ministerstwo Skarbu powstrzymało dopływ świeżej krwi na giełdę. Ponieważ zbiegło się to z okresem dekoniunktury gospodarczej, giełda zaczęła gwałtownie się kurczyć.
Mnóstwo spółek chciało z niej się wycofać, a nie przybywało kandydatów na ich miejsce. Szczytem były lata 2002-2003, gdy z parkietu wycofało się 38 spółek, a debiutowało 11. Teraz na szczęście ten problem się zmniejszył, głównie
dlatego, że mamy do czynienia z ogromnym zainteresowaniem emisją ze strony prywatnych podmiotów, ale niska kapitalizacja warszawskiej giełdy wciąż budzi zaniepokojenie - bez odpowiednio wysokich obrotów jesteśmy skazani na marginalizację.
- Problem polega na tym, że wycofują się spółki o większej kapitalizacji, a wchodzą firmy mniejsze. Ale mam nadzieję, ęe one będą rosły i zwiększały kapitalizację - mówi Piotr Zarębski.
Rzeczywiście powiało optymizmem. Ten rok to prawdziwy wysyp debiutów giełdowych – na GPW pojawiło się do początków października 17 nowych spółek, prawie 40 kolejnych czeka na akceptację Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG), a do tego trzeba jeszcze dołączyć debiuty dwóch państwowych gigantów - banku PKO BP i Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych (WSiP).
Jednak jest jeszcze inna strona medalu – wycofywanie spółek z giełdy przez inwestora strategicznego sygnalizuje postępujące uzależnienie od właściciela. W wypadku brzeskiego browaru jest to o tyle istotne, że teoretycznie może doprowadzić do zniknięcia marki Okocim. Strategiczni udziałowcy coraz częściej zastępują marki lokalne swoimi brandami, zwłaszcza jeśli są to udziałowcy międzynarodowi. Trzy lata temu do nazwy korporacyjnej Okocimia dodano słowo Carlsberg. Prezes Piróg przekonuje jednak, że pomysł ze zniknięciem marki to zupełna bzdura.
- Marki Carlsberg i Okocim są adresowane do różnych grup konsumentów i zaspokajają różne potrzeby. W krajach zachodnioeuropejskich marki międzynarodowe mają 10-15% udziałów w rynku. W Polsce segment marek międzynarodowych jest dużo mniejszy i rośnie, ale nigdy nie zastąpi marek lokalnych - mówi Marcin Piróg.
A analitycy pozytywnie odbierają te zapewnienia, gdyż głównym atutem grupy Carlsberga w Polsce jest właśnie marka Okocim.

Piwo lepsze, a browarów mniej

Historia brzeskiego browaru i jego gwałtowna modernizacja w ciągu ostatnich kilkunastu lat świetnie obrazuje losy branży piwowarskiej w Polsce. Piwo, które pijemy dzisiaj, jest o kilka klas lepsze niż to, które piliśmy jeszcze 15 lat temu. Na początku lat 90. większość browarów miała otwarte kadzie, sterowane ręcznie; teraz większość procesu produkcji jest monitorowana przez komputer. Pazerny fiskus, trudny rynek i wejście inwestorów zagranicznych zmusiły browary do szybkiej modernizacji istniejących zakładów lub po prostu budowy nowych, opartych na nowoczesnej technologii. Dzięki temu branża jest jedną z najnowocześniejszych w Europie, a piwo jednym z najlepszych.
- Największe z działających obecnie browarów zostały niedawno wybudowane od podstaw. Dlatego przemysł browarniczy jest bardzo nowoczesny, czasem bardziej niż w Europie Zachodniej - mówi Andrzej Szymański, analityk CA IB Securities. Mamy lepsze piwo, ale nie za darmo. Tak szybki proces budowania branży oznacza też zwalnianie pracowników i zamykanie mniejszych browarów, z powodu ich przestarzałych metod produkcji i niższej efektywnoœci. Grupa Żywiec zamknęła browary w Gdańsku, Łańcucie i Braniewie, a Carlsberg Okocim niedawno poinformował o zamiarze zamknięcia Browarów Piast.
- Zamykanie małych browarów wymusza rynek. Jeżeli koszty są za duże, a ceny spadają, jedynym wyjściem jest ścinać koszty. Dlatego przenosi się produkcję tam, gdzie można to robić najtaniej, czyli do większych browarów - mówi
Marcin Piróg. Jednak likwidacja zakładu nie jest taka prosta.
- Zamykanie browaru ma duże skutki społeczne, więc nie można tego zrobić jednym strzałem. Właściciele chcieliby zamknąć dany browar, ale nie mogą, co świetnie widać na przykładzie Żywca, który odcina działalność zamykanych browarów kawałek po kawałku - mówi Andrzej Szymański. Jednak dane dotyczące efektywności produkcji robią wrażenie i mówią same za siebie. W 2000 r. Okocim produkował w trzech browarach 1,5 mln hl, a teraz również w trzech, choć nie tych samych, 4 mln hl. Koszty produkcji jednego hektolitra zmalały w ciągu ostatnich czterech lat o połowę.
- Obniżka kosztów była konieczna. W ciągu ostatnich 5 lat średnia cena piwa spadła o 30% w cenach realnych - mówi Marcin Piróg. - Konsekwencją ostrej konkurencji jest coraz lepsze piwo za coraz niższą cenę. Konsument na tym zyskuje, ale dla branży jest to jednak pewien problem. Trudności na rynku wymusiły konsolidację. Obecnie jest on zdominowany przez dwóch graczy - kontrolowaną przez Heinekena Grupę Żywiec i Kompanię Piwowarską, należącą do SABMiller - posiadających grubo ponad 30% udziałów rynkowych każdy. Także Carlsberg Okocim poddał się temu trendowi. W 2001 roku kupił od Bitburgera browary Bosman i Kasztelan, co razem z przejętym wcześniej przez koncern Piastem dało mu ok. 14% udziału w rynku. Zwiększone portfolio marek to jednak dla Carlsberg Okocim kukułcze jajo. Koncern od zawsze nie może sobie poradzić z uporządkowaniem marek, od lat stara się zmniejszyć ilość brandów, ujednolicić przekaz marketingowy, co ma ułatwić dystrybucję. Ale wykonuje przy tym wiele chaotycznych ruchów, kilkakrotnie zmieniając strategię marketingową i rozmywając ąprzekaz. Wydaje się, że w końcu szefom firmy w miarę udało się opanować sytuację, koncentrując się na markach Carlsberg, Okocim, Harnaś i brandach regionalnych. Koncern cały czas ambitnie planuje zwiększać udziały rynkowe. - Przechodzimy z fazy szybkiego wzrostu we wzrost zyskowny. Mamy ambicje, aby być pierwszoplanowym graczem na rynku, nie planujemy jednak kolejnych przejęć, stawiamy na rozwój naszych marek. Nasza przyszła pozycja na polskim rynku zależy też od ewentualnych przejęć lub fuzji międzynarodowych korporacji - mówi Marcin Piróg. W Europie Zachodniej istnieje zwykle jeden, dwóch producentów w danym kraju, posiadających większościowe udziały rynkowe. Dlatego na polskim rynku jest jeszcze pole do dalszej konsolidacji.
- Polski rynek teoretycznie może się skonsolidować, ale odbędzie się to już na wyższym poziomie i będzie efektem fuzji międzynarodowych korporacji - mówi Andrzej Szymański. Rynek piwa na pewno może jeszcze rosnąć. Mimo zimnego lata, Okocim chce w tym roku sprzedać 4 mln hektolitrów, czyli ponad 4% więcej niż w roku ubiegłym. W pierwszym półroczu tego roku cały rynek wzrósł prawie 0,6%, co nie jest złym wynikiem w obliczu złej pogody i niekorzystnych dla branży zjawisk związanych z wejściem do Unii Europejskiej. Prezes Carlsberg Okocim nie ma wątpliwości, że najbliższe lata przyniosł dalszy wzrost w dość szybkim tempie. - Pijemy dużo mniej piwa niż nasi sąsiedzi i cały czas mamy ogromne możliwości rozwoju. Myślę że za 5 - 10 lat konsumpcja może wzrosnąć z obecnych 72 litrów do blisko 100 litrów na głowę mieszkańca rocznie - mówi Marcin Piróg. Analitycy jednak mówią o wzrostach rzędu kilku procent w tym okresie. Kto ma rację?
To już będzie zależeć od nas...

KRZYSZTOF RUT
dyrektor ds. korporacyjnych Grupy Żywiec

Na sukces branży piwowarskiej ztożyło się wiele czynników. Browary zostaty bardzo szybko sprywatyzowane. Rzucone na głęboką wodę, nie mogły liczyć na pomoc państwa. Dlatego większość browarów musiała podjąć bardzo trudne, ale konieczne decyzje. Te najtrudniejsze to oczywiście zwolnienia, ale firmy chcące utrzymać się na rynku nie mogły zachować struktury zatrudnienia rodem z czasów gospodarki centralnie planowanej. Obecnie o wiele mniej osób pracuje przy produkcji piwa, za to o wiele więcej w działach zajmujących się sprzedażą, dystrybucją i marketingiem. Dzięki takiej restrukturyzacji byliśmy w stanie zwiększyć zatrudnienie - pod koniec 1998 r. Grupa Żywiec miała 5 tyś. pracowników, a obecnie pracuje u nas ponad 6 tyś. osób. Następny krok to modernizacja zakładów i poprawienie jakości piwa, co często było możliwe dzięki pomocy inwestora, posiadającego odpowiedni kapitał i know-how. Zachodni udziałowcy zainwestowali miliardy euro w polskie browary, zarówno w technologie, jak i szkolenia pracowników. Heineken zainwestował ponad 1 mld euro tylko w ulepszenie technologii warzenia piwa w Browarze w Żywcu.
Co więcej, dzięki olbrzymim inwestycjom polskie browary są nowocześniejsze i mają większe moce produkcyjne niż naszych zachodnich sąsiadów. Bardzo ważnym aspektem był też marketing. Jednymi z pierwszych naprawdę profesjonalnych reklam, które pojawiły się w III Rzeczpospolitej, były reklamy piwa. Browary jako pierwsze z firm branży alkoholowej odnalazły się w nowej rzeczywistości ekonomicznej, zrozumiały potrzebę zmian. Kilkanaście lat spotów z młodymi ludźmi delektującymi się zimnym piwem na łonie natury zmniejszyło spożycie czystego alkoholu z 11 litrów do niespełna 6,8 litra czystego spirytusu
na głowę statystycznego Polaka. Stało się tak mimo zabiegów pazernego fiskusa, wciąż podnoszącego cenę piwa za pomocą akcyzy i innych podatków. Twórcy reklamówek nie tylko nauczyli Polaków, jak się bawić z klasą, ale „odtworzyli" w Polsce kulturę piwną.

STANISŁAW KLUZA
główny ekonomista BGŻ

Pierwsza fala prywatyzacji na początku lat 90. wręcz stworzyła rynek kapitałowy
w Polsce, a późniejsze spowolnienie prywatyzacji przyczyniło się do zahamowania rozwoju giełdy. Jednak docelowo jakikolwiek rynek kapitałowy nie powinien stawiać sobie za długoterminowy cel roli instytucji sprawczej dla procesów prywatyzacyjnych. W pewnym momencie era prywatyzacji przeminie. Niemniej dziś warto wykorzystać ten moment do zwiększenia potencjału rynku kapitałowego w Polsce. Może to mieć kolosalne znaczenie w kolejnych etapach jego rozwoju, gdy tylko odpowiednio duże rynki będą atrakcyjne dla firm i inwestorów. Warto tu przypomnieć, że giełdy mają za zadanie tworzenie przedsiębiorstwom warunków do pozyskiwania kapitałów na swoją działalność i rozwój. Czy to się dzieje w Polsce? Niestety w bardzo małym stopniu. Prywatyzacja to jedynie sprzedaż własności państwa, a nie dokapitalizowanie spółki. Polskie przedsiębiorstwa absolutnie za rzadko sięgają po finansowanie za pośrednictwem giełdy. Rynek kapitałowy w Polsce jest zdecydowanie słabiej rozwinięty niż przeciętnie w krajach OECD, nawet na tle tzw. państw o systemie kontynentalnym.

Businessman

MAGDALENA WIERZCHOWSKA