Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Rodzina Tarnowskich walczy o odszkodowanie

09.02.2008
Rodzina Tarnowskich walczy o odszkodowanie Rodzina Tarnowskich walczy o odszkodowanie

Tarnobrzeg. W budynkach, o które starają się Tarnowscy, mieszczą się ważne dla Tarnobrzega instytucje. Będą nadal, tylko pod czyim zarządem?

Rodzina Tarnowskich chce wykazać, że po wojnie państwo bezprawnie przejęło ich rodowy majątek w Tarnobrzegu. Wojewoda podkarpacki ma teraz dwie możliwości - przyznać spadkobiercom rację lub odmówić. Tak czy inaczej, sądowy proces jest nieunikniony. 

Stawka w sporze to na razie jedenaście nieruchomości, położonych w Tarnobrzegu. Ich dawni właściciele czują się ofiarami reformy rolnej. Od siedemnastu lat próbują dowieść, że zabrano im nie tylko majątek kojarzony z gospodarstwem rolnym, ale także nieruchomości, które nie podlegały przepisom dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego o reformie rolnej z 1944 roku.

CO MA PAŁAC DO ROLI?

- Co ma wspólnego mieszkanie w pałacu z uprawianiem ziemi? - pyta Jan Tarnowski. Pałac był przecież domem jego rodziców. Tu skupiało się życie rodzinne i towarzyskie. - To idiotyzm, żeby zamek podpadał pod reformę rolną. Albo kamienica w mieście - wylicza Tarnowski.

- Celom rolniczym - dowodzi Tarnowski - nie służyły też inne znacjonalizowane budynki, między innymi przemysłowe, jak browar przy ulicy Jachowicza czy fabryka wódek na Wymysłowie oraz budynek starego sądu przy ulicy Sandomierskiej, stary budynek szpitala przy ulicy Mickiewicza, budynek Urzędu Miar i Wag oraz kamienice w rynku.

Dzisiaj nieruchomości są własnością skarbu państwa, są w użytkowaniu wieczystym, a dawne przedsiębiorstwa państwowe, jak na przykład browar, dawno temu trafiły w prywatne ręce. Na miejscu fabryki wódek stoi market.

 


CIĘŻKO O SPRAWIEDLIWOŚĆ

- Tarnowscy upomnieli się o swoje już w 1990 roku - mówi Stanisław Nieradka, kierownik Oddziału Geodezji i Nieruchomości tarnobrzeskiej delegatury Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego. - Bez powodzenia. Potem już różnie interpretowano przepisy. W postępowaniu z 1996 roku uznano, że budynki w mieście nie podlegały reformie. Kilka lat później, że podlegały wszystkie, za wyjątkiem jednego - informuje Nieradka.

Tarnowscy ponowili wniosek. Ale śmierć ostatniej dziedziczki Dzikowa - Róży Tarnowskiej - wstrzymała te starania na trzy lata. Nowym pełnomocnikiem w sprawie został syn Róży, Jan Tarnowski. W imieniu swoim i rodzeństwa wystąpił do wojewody podkarpackiego z wnioskiem o stwierdzenie, że wymienione już miejskie nieruchomości nie podlegały dekretowi i zostały rodzinie bezprawnie odebrane.

Stanisław Nieradka nie może jeszcze przesądzać, jaką odpowiedź prawnicy wydadzą Tarnowskim. Na razie musi uspokajać użytkowników nieruchomości, których urząd musiał powiadomić o toczącym się postępowaniu. Są zasmuceni. Nie wiedzą, czego się spodziewać.

LEPIEJ BEZ EMOCJI

Podczas gdy jedni właściciele gorączkują się, inni nie okazują wzruszenia, tylko z zaciekawieniem czekają na rozwój wydarzeń.

Tak jak Roman Osmala, właściciel restauracji Stary Browar, mieszczącej się w dawnym browarze: - Nie mam dreszczyku emocji - informuje.

Część przemysłowej zabudowy wykupił od skarbu państwa, za ciężkie miliony doprowadził do świetności i jest pewien, że tak po prostu nikt nie może go pozbawić prawa własności. No, chyba że skarb państwa wypłaci mu odpowiednią sumę odszkodowania.

- Kiedy wszedłem w te ruiny, nie wiedziałem, od czego zacząć. Architekci kręcili głowami - wspomina sytuację z 1994 roku Osmala.

Absolutny spokój zachowuje Maria Orzeł-Łysiak, dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego, które mieści się w dawnym budynku sądu. To skarb państwa oddał szkole budynek na własność za symboliczną kwotę. - Użytkujemy go zgodnie z prawem i czekamy na finał sprawy. Moim zdaniem, państwo powinno wypłacić Tarnowskim odszkodowanie - stwierdza dyrektor.

Samorząd też czeka. - To spór między rodziną Tarnowskich a skarbem państwa - odpiera Józef Michalik, rzecznik prasowy magistratu. - Niech państwo zwróci rodzinie pieniądze.

CHCEMY ODSZKODOWANIA

Czy budynki wrócą w zarząd Tarnowskich, jak to miało miejsce na przykład w Dukli na Podkarpaciu, gdzie po 14 latach, wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, odzyskali kamienice?

Przedstawiciele jednego z najznamienitszych rodów w Polsce chcą sprawiedliwości dziejowej także w rodzinnym gnieździe, Tarnobrzegu. Ma ona polegać na zadośćuczynieniu, czyli wypłacie odszkodowania przez skarb państwa za zajęcie nieruchomości lub zwrocie w naturze, czyli uznania Tarnowskich za prawnych właścicieli budynków.

- Jeśli tak się stanie, nie będziemy nikogo wyrzucać, tylko zawierać umowy z obecnymi użytkownikami nieruchomości. Dla nich nic się nie zmieni. Zamiast komuś, będą nam płacić czynsz - mówi Jan Tarnowski.

Największe wątpliwości mieszkańców dotyczą zamku. Miasto pompuje w niego pieniądze, by ocalić zabytek. Zgodnie z wolą ostatniego dziedzica Dzikowa, będzie mieścić się tu muzeum rodu. Jan Tarnowski na pewno w zamku nie zamieszka. - Nie stać mnie na to - informuje.

 

Wioletta Wojtkowiak, Echo Dnia