Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Reklama piwa tak, ale...

20.03.2001

Na liście narodów najwięcej pijących znaleźliśmy się pod koniec trzeciej dziesiątki, daleko w tyle za Niemcami, Francją, krajami skandynawskimi.Radykalnie zmieniła się struktura spożywanego alkoholu, Polacy piją coraz mniej wódki, coraz więcej piwa i wina (był to jeden z dwóch głównych celów ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, wprowadzonej w mrocznym roku 1982, gdy piliśmy na potęgę).
Z Andrzejem Długoszem, rzecznikiem branży piwowarskiej, rozmawia Piotr Partul.

- Sejm uchwalił zmiany do ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Podtrzymano zakaz reklamy alkoholu, ale wyłączono z tego zakazu reklamę piwa. Pan twierdzi, że zapisy, którymi to obwarowano, są bardzo restrykcyjne.

- Owszem, bo piwo w tv i radiu tak, ale między godziną 23 a 6, w czasopismach tak, ale nie na okładkach, na billboardach nie, tylko wewnątrz sklepów monopolowych i lokali gastronomicznych. Poza tym reklama nie może się kojarzyć z sukcesem zawodowym, wypoczynkiem, seksem, zdrowiem, czyli praktycznie żadnych pozytywnych skojarzeń. Ustawodawca pozwala producentom piwa na sponsoring, ale zabronione jest informowanie o tym, kto dał pieniądze. Uzasadnieniem dla restrykcji w sprawie reklamy jest przekonanie, że przyczynia się ona do alkoholizmu wśród młodzieży. Do przeciwników nie trafia argument, że najpierw trzeba postawić tamę tam, gdzie alkohol faktycznie dostaje się w ręce młodych ludzi - w sklepach, pubach, restauracjach. To tysiące sprzedawców i właścicieli tych punktów mogą pomóc rozwiązać ten palący problem. Zrzucanie odpowiedzialności na nas, producentów, jest być może wygodne, ale nie rozwiąże żadnego problemu.
- Wolałby pan zrzucić odpowiedzialność z producentów na sprzedawców...
- Jako producenci alkoholu, bo przecież piwo to też alkohol, nie chcemy udawać, że nie ma problemu, jednak jestem przekonany, że tylko wspólne działania różnych środowisk, instytucji i organów państwa mogą dać efekty. W Stanach Zjednoczonych 8 lat wspólnych kampanii edukacyjnych i informacyjnych spowodowało, że liczba wypadków z udziałem młodych kierowców będących pod wpływem alkoholu zmniejszyła się o ponad 50 proc. Tam dziecko lub młody człowiek poniżej 21. roku życia nie kupi "dla tatusia" piwa lub wódki. Zostanie odprawiony z kwitkiem. A w naszym kraju? Jeżeli zdarzy się, że sprzedawca odmówi sprzedania, to na pewno znajdzie się ktoś dorosły, kto pomoże i kupi. Apele i propozycje branży piwnej, aby podjąć wspólną akcję edukacyjną skierowaną i do społeczeństwa, i do sprzedawców, ale także o zmianę przepisów o koncesjonowaniu sprzedaży tak, aby naruszenie zakazu sprzedaży alkoholu osobom poniżej 18. roku życia było karane utratą koncesji, pozostają bez odpowiedzi. Zmiana ustawy wprowadziła prawo legitymowania osób chcących kupić alkohol, prawo nie obowiązek, a to nie wystarczy. Musimy zmienić podejście nas wszystkich do tej sprawy.

- Uważa pan zatem, że przepisy w sposób szczególnie ostry traktują tylko jeden z podmiotów łańcucha "od producenta do konsumenta"?

- Zdecydowanie tak. Zasady przegłosowane w Sejmie są krokiem w dobrą stronę, ale krokiem niekonsekwentnym. Polski system prawny regulujący zasady reklamy alkoholu uważany jest powszechnie za jeden z najbardziej restrykcyjnych w tym względzie. Podobne do naszych regulacje istnieją tylko w krajach skandynawskich i we Francji, a zatem jeżeli ustawa wejdzie w tym kształcie w życie, to znikną reklamy polskich marek, ale w 4 milionach polskich domów nadal będzie można oglądać reklamy marek alkoholi niemieckich, włoskich, angielskich i to w programach nadawanych po polsku i oglądanych głównie przez młodzież, np. Eurosport czy MTV. Niestety, posłowie nie chcą wysłuchać naszych racji. Nie chcą rozmawiać z pracodawcami, nie chcą też ze związkowcami. Jak już powiedziałem, nie uchylamy się od współpracy, ale kolejny raz dyskutowano o reklamie bez naszego udziału. Chcieliśmy powiedzieć, że wprowadzone zmiany mają też drugą stronę medalu, mogą oznaczać utratę kilku tysięcy miejsc pracy w firmach wyklejających plakaty (nie wolno już będzie tego robić), w browarach, w agencjach reklamowych. I nie trafia do nas argument użyty przez przedstawicieli Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, że są to ludzie dobrze wykształceni i szybko znajdą jakas inną pracę. Naszym zdaniem, można pogodzić ochronę młodzieży przed negatywnymi skutkami spożywania alkoholu z ochroną tych miejsc pracy. W wyniku zmian przepisów stracą także kluby sportowe, bo chyba nikt nie wierzy, że ktoś da pieniądze (i to niemałe - łączne nakłady browarów na polski sport to ponad 20 mln dolarów), godząc się z faktem, że nikt o tym nie będzie wiedział.

- Polacy uchodzą za ludzi, którzy piją zbyt dużo. Rozwiązania prawne, podobne do tych, które zastosowano w przytoczonych przez pana krajach, pewnie biorą to właśnie pod uwagę?

- W ostatnich 6-8 latach spożycie alkoholu spadło z 11 litrów na statystyczną głowę Polaka do 7 litrów, czyli o 30 proc. Na liście najwięcej pijących znaleźliśmy się pod koniec trzeciej dziesiątki, daleko w tyle za Niemcami, Francją, krajami skandynawskimi. Radykalnie zmieniła się struktura spożywanego alkoholu, Polacy piją coraz mniej wódki, coraz więcej piwa i wina (był to jeden z dwóch głównych celów ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, wprowadzonej w mrocznym roku 1982, gdy piliśmy na potęgę). Co prawda nadal codziennie 2-3 mln ludzi jest w stanie - uznanym przez naukowców - za "nietrzeźwość", czyli ma więcej niż 0,5 promila alkoholu we krwi, jednak w Niemczech bariera ta to 0,8 promila, a w wielu stanach USA nawet 1 promil. Natomiast liczba osób uzależnionych utrzymuje się niezmiennie na podobnym poziomie od wielu lat (ok. 800 tys. osób) i nie odbiega od proporcji w innych krajach. Zdaniem specjalistów 15-20 proc. ludzi w każdej populacji jest wrażliwych na alkohol. Przy niesprzyjających warunkach (utrata pracy, kłopoty rodzinne, problemy zdrowotne, nadmiar stresu) mogą oni stać się alkoholikami. W Polsce choroba alkoholowa dotyka 2-3 proc. populacji. Nie chcę bagatelizować bolesnego zjawiska, jakim jest alkoholizm, nie zgadzam się jednak na uproszczenia czy wręcz fałszowanie rzeczywistości. Jak wynika ze statystyk, najwięcej alkoholu piliśmy na początku lat 80., gdy na ulicach nie było plakatów reklamowych łódki Bols, książki o prohibicji w Stanach Zjednoczonych, na okładce której pojawia się marka Smirnoff, a filmy nie były przerywane reklamą piwa bezalkoholowego. Więcej, piwa nie można było kupić w prawie żadnym sklepie, a wódkę sprzedawano po godzinie 13 i to przez wiele lat na kartki. I co? Nic, bo przyczyny alkoholizmu były (i są nadal) zupełnie inne.

- Pańskim zdaniem, posłowie nie znają tych liczb, statystyk i wyników badań naukowych?

- W dobie Internetu, telewizji satelitarnych, dostępu do prasy z całego świata, wprowadzanie zakazu reklamy na terytorium jednego państwa jest pozbawione jakiegokolwiek sensu i ma na celu wyłącznie uspokojenie sumień walecznych przeciwników. Po zakazie będą mogli powiedzieć - nie ma reklamy, nie ma problemu. Pod pustymi tablicami reklamowymi nadal jednak młodzi ludzie z małych miast, bezrobotni z wielkich osiedli, w piątkowy (niestety, nie tylko) wieczór będą sięgali po wino marki wino. Będzie się tak działo dopóty, dopóki nie zaczniemy rozwiązywać przyczyn problemów, a nie koncentrować się na usuwaniu wyłącznie skutków.

Tygodnik Solidarność

PIOTR PARTUL