Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Radni kontra szyldy na placu Nowym

22.11.2008

Radni dzielnicy I (Stare Miasto) podejrzewają, że większość właścicieli pubów i restauracji na placu Nowym nielegalnie zawiesza szyldy. A te, w efekcie, szpecą to miejsce. Radni chcą sprawdzić, którzy właściciele lokali postępują niezgodnie z prawem. Przygotowali uchwałę, w której zwracają się do plastyka miejskiego o zbadanie sprawy.

Według Jacka Balcewicza, radnego "jedynki", sprawa jest poważna. - Na moje oko większość właścicieli lokali zrobiła szyldy według własnego uznania, niczego z nikim nie konsultując - ocenia. - Bardzo często nie korespondują one z charakterem i klimatem zabytkowej dzielnicy. A przecież Kazimierz to ikona miasta i powinien świecić przykładem - dodaje.

Okazuje się, że podejrzenia radnych są jak najbardziej zasadne. Skąd ta pewność? Wszystkie szyldy muszą być przed zawieszeniem skonsultowane z miejskim plastykiem i otrzymać jego akceptację. Tymczasem większość z tych, które znajdują się w obrębie placu Nowego, takiego wymogu nie spełnia. - Szyldy, które opiniowałem w obrębie placu Nowego, można policzyć na palcach jednej ręki - mówi Jacek Stokłosa, plastyk miejski. - Nie znaczy to, że wszystkie one są nieprawidłowe i powinny zostać zdjęte. Ale nie zmienia to faktu, że zostały zawieszone bez zezwolenia i ta sprawa powinna zostać uporządkowana - dodaje.

Nielegalne szyldy to problem nie tylko placu Nowego i Kazimierza, ale całego Krakowa. Zbyt liberalne przepisy utrudniają samorządowi dbanie o porządek w mieście. - Mogę nakazać usunięcie szyldu, ale wtedy właścicieli lokalu przeważnie się odwołuje i sprawa ciągnie się miesiącami - wyjaśnia Jan Janczykowski, wojewódzki konserwator zabytków. - Jednak o tym, czy szyld pasuje czy nie, ostatecznie wypowiada się sędzia. Opinia konserwatora ma płynny charakter - nie ma bowiem przepisów sztywno ustalających kryteria w tej dziedzinie - dodaje.

Wojewódzki konserwator ocenia, że w całym mieście o pozwolenie na zawieszenie szyldów występuje najwyżej połowa właścicieli lokali. Brzydkie szyldy poza Kazimierzem wiszą m.in. przy ul. Pijarskiej, która obfituje w reklamy różnych marek piwa (podczas gdy wieszanie ich na Starym Mieście jest zakazane). Nie lepiej wygląda ul Szewska, czy Floriańska.

Problem rozwiązałby plan miejscowy, szczegółowo regulujący kwestie reklam na budynkach. Stanowiłby on podstawę do egzekwowania przepisów. Jednak droga do jego opracowania jest jeszcze daleka.
Ściganiem osób wywieszających nielegalne szyldy zajmuje się Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Problem w tym, że ma do tego celu zbyt mało ludzi. - Właściciele lokali wiedzą o swojej bezkarności - ocenia Jacek Bartlewicz, rzecznik ZIKiT. - Kiedy przychodzi do zapłacenia kary, są bardzo zdziwieni - dodaje.

Anna Górska - POLSKA Gazeta Krakowska