Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Przewodnik po ziemskim raju

11.09.2003

"Piwnym szlakiem po Europie Środka"Dla piwosza Europa Środkowa, do której zwykło się zaliczać ziemie niegdysiejszego cesarstwa austrowęgierskiego i niekiedy również Śląsk oraz Bawarię, jest niemal niczym ziemski raj albo Kukania czy inny Schlaraffenland. Co krok bowiem tryskają tu źródełka piwa, często bardzo dobrego lub wręcz wyśmienitego.
Porównanie zaczyna kuleć, kiedy przypomnimy, że za piwo to trzeba zapłacić, ale na obszarach Słowacji i Republiki Czeskiej (już oczywiście nie w Austrii, Bawarii czy Polsce) jego ceny są na razie nawet dla nas Polaków tak niskie, że zwykliśmy mawiać: "Panie, toż to za darmo!". Kiedy słyszę słowa czeskiego hymnu, którym stała się pieśń autorstwa Josefa Kajetána Tyla z jego dramatu "Szewskie święto" (1834), "jednym rajem tutaj świat" (przekład Zenona Przesmyckiego-Miriama) - nie znajduję w nich wielkiej przesady.

Busola i kompas
Nawet po prawdziwym raju niebiańskim Dante potrzebował przewodnika czy raczej przewodniczki. Współcześni wędrowcy korzystają na ogół z głosu przewodnika zapośredniczonego przez druk. "Piwnym szlakiem po Europie Środka" Aleksandra Strojnego jest przewodnikiem, jakiego w Polsce jeszcze nie mieliśmy. Wypada zgodzić się ze słowami naszego bodaj najbardziej znanego krytyka kulinarnego Roberta Makłowicza, że dzieło owo dla człowieka kochającego szynk jest jak "busola dla żeglarza, kompas dla harcerza i wajcha dla motorniczego".

Sporą część opisanego przez Strojnego obszaru znam dość dobrze i niejednego piwa w różnych knajpach próbowałem, a jednak i o tej części dowiaduję się z przewodnika sporo nowego. A kiedy wreszcie wybiorę się poznawać szczegółowo piwa austriackie i pogłębiać znajomość z bawarskimi, pierwszą rzeczą, jaką wrzucę do walizki, będzie ta właśnie książka.

Sporo też można się z przewodnika dowiedzieć o historii piwa w Europie Środka. Autor cytuje liczne źródła, choćby Galla Anonima czy Długosza: "Ma jednak kraj polski napój warzony z pszenicy, chmielu i wody, po polsku piwem zwany; a gdy nic nadeń lepszego do pokrzepienia ciała, jest nie tylko rozkoszą mieszkańców, lecz i cudzoziemców wybornym smakiem". Jak stąd wynika, naszą specjalnością było dawniej piwo pszeniczne, czyli białe. Potwierdza to niejaki Johannes Colero, który w rozprawie "Aeconomia ruralis et domestica" (Moguncja 1665) z polskich piw wymienia szczególnie Weissbier. Przemysław Wiśniewski ("Piwa historie niezwykłe", Warszawa 1993) podaje, że w 1573 r. wojewoda Firlej zakazał używania do wyrobu piwa innego ziarna prócz pszenicznego. Szkoda, że nie szanujemy pod tym względem tradycji i że żaden z naszych wielkich producentów nie wpadł na pomysł wprowadzenia na rynek piwa białego. Weissbier naszego wyrobu znaleźć można tylko w niektórych minibrowarach.

Omówienie wielu minibrowarów uważam za jedną z największych zalet przewodnika, zakłady te bowiem znane są na ogół jedynie w swojej okolicy, a piwa w nich produkowane niejednokrotnie odznaczają się szczególnymi walorami, by wspomnieć choćby jak najsłuszniej chwalony przez Strojnego wrocławski Spiż.

Można się zastanawiać nad obszarem omówionym w przewodniku. Wszak imperium Habsburgów obejmowało też Węgry, kawałek północnych Włoch, sporą część dawnej Jugosławii i zachodnią Ukrainę. Oczywiście Włochy czy Węgry to kraje nade wszystko winne, ale i tam piwo się warzy i pije. Jeśli chodzi o Ukrainę, znajdujemy tylko ramkę poświęconą Lwowowi. Wielką radość sprawiła mi informacja, że w 1999 r. browary lwowskie kupiła skandynawska grupa Baltic Bewerages Holding i że obecnie produkują one "świetne piwo". Kilka lat temu we lwowskich knajpach można się było napić dobrego piwa tylko pod warunkiem, że pochodziło ono ze Słowacji, Czech lub Polski. A jak się obecnie przedstawia sytuacja w Stanisławowie (Iwano-Frankiwsku) czy Tarnopolu? Wszak wielu ukraińskich pisarzy z tych terenów (a istnieje w literaturze ukraińskiej coś takiego, jak "fenomen stanisławowski") podkreśla swoją świadomość środkowoeuropejską...

Diabeł w szczegółach
Jak wiadomo, do raju chętnie wślizguje się wąż, czyli diabeł. Tak jest i w tym przypadku. Ten diabeł tkwi w szczegółach. Oto kilka przykładów. Strojny pisze, że od Celtów sztukę warzenia piwa przejęły m.in. plemiona Bretanii, Anglii i Irlandii, ale przecież wiele z tych plemion to też Celtowie, więc zdanie nie bardzo ma sens. "Kalewala" ma podawać "sporo szczegółów dotyczących wyrobu ówczesnego piwa (...), opiewając jego zalety ponoć aż w 23 tys. wersów". Tylko że całość fińskiego eposu liczy trochę ponad 22 tys. wersów, a piwo bynajmniej nie jest jego głównym tematem. To wspaniale, że przewodnik przy okazji omawiania Litomyšla i Hradca KralovĂ© wspomina o jednym z najosobliwszych artystów czeskich, tyle tylko, że nazywał się on Josef Váchal, a nie Váchala (nawiasem mówiąc to nie tylko malarz, ale również drzeworytnik oraz ciekawy pisarz, którego książki należałoby zacząć przyswajać polszczyźnie).

Wymienione na mapce Ołomuńca kolumny Cezara, i wszystkie inne z wyjątkiem morowej, to w istocie nie żadne kolumny, tylko fontanny. Na tej samej mapce pojawia się dziwaczna polsko-czeska nazwa: Teatr Hudby (powinno być albo Divadlo Hudby, albo Teatr Muzyki). W ogóle z nazwami własnymi jest w przewodniku trochę bałaganu. Na s. 221 mamy Nowy JiÄŤĂ­n (albo Nowy Jiczyn, albo NovĂ˝ JiÄŤĂ­n). Na s. 274 czytamy o rogu ulicy PiaristickĂ© i ÄŚeskĂ©: odmiana taka jest poprawna, ale po czesku. Powinno być: Piaristickiej i ÄŚeskiej albo Pijarskiej i Czeskiej. Parę linijek dalej dowiadujemy się, że piwo wolno było warzyć od św. Havla do św. Jerzego. Imiona świętych winno się podawać zawsze po polsku, więc nie Havla, tylko Gawła.

Oczywiście wszystkie te błędy łatwo usunąć z następnych wydań, które z pewnością będą, jako że przewodnik ze swej natury wymaga nieustannej aktualizacji (już teraz nieaktualna jest informacja o browarze ołomunieckim, który całkiem niedawno przestał produkować piwo, co zresztą wobec jego jakości nie napełnia mnie specjalnym smutkiem).

Można by też przemyśleć dobór wymienianych lokali gastronomicznych (dział "Gdzie piwo smakuje najlepiej?"). W opisie Bratysławy brakuje mi słynnego Mamuta. Stara sladovňa, zwana Mamutem właśnie, znajduje się lub znajdowała na Cmentarnej (CintorĂ­nská) 32. Jak powiada przewodnik Pascala (Rob Humphreys, "Czechy i Słowacja. Praktyczny przewodnik", Bielsko-Biała 1994), jest ona "chyba najbardziej znanym lokalem gastronomicznym w Bratysławie". Lokal ten służył do 1976 jako browar miejski, "kiedy to przekształcono go w podobno drugą co do wielkości restaurację w Europie (1600 miejsc)". Cytowany przewodnik nie jest najnowszy, a ja dość długo nie byłem w stolicy Słowacji, więc Mamut być może już nie istnieje. Nawet jednak gdyby tak było, wart jest wspomnienia. Nieistniejące knajpy to także historia piwa i historia kultury.

W Ołomuńcu, w którym wychyliłem niejeden kufel, piwiarnie i restauracje dobrałbym inaczej. Na pewno wspomniałbym o słynnej Ponorce (Łódź Podwodna) zwanej też gospodą U musea (Przy Muzeum), lokalu kultowym, w którym odbywają się koncerty rockowe i jazzowe, jak również imprezy literackie, i w którym w dodatku piwo (Staropramen) podawane jest bardzo dobrze. Nawiasem mówiąc, trudno zaakceptować stwierdzenie Strojnego, że ołomunieckie zabytki "nikną w szarej architekturze miasta". Stare części grodu nie są porozrywane nową zabudową (wyjątek stanowi nieszczęsny dom towarowy koło kościoła św. Maurycego), brzydkie blokowiska znajdują się poza obszarem staromiejskim.

Warto by też wspomnieć o sieci gospód Potrefená husa (Ustrzelona gęś), firmowanej przez browary praskie, już choćby dlatego, że w każdym z lokali, mieszczących się w większych czeskich miastach, wybrać można jedno z sześciu piw i że świetne są w nich doskonale pasujące do piwa jadła. Jedyną wadą są dość wysokie jak na Czechy ceny.

"Knajpiana gadanina"
Przewodnik ożywiłyby jakieś cytaty z literatury, na przykład ze "Szwejka", mówiące o Pilznerze lub Wielkopopowickim Koźle (nb. w powieści Haška wymienione są tylko te dwa piwa). Można by też wspomnieć o bodaj najlepszej jednoaktówce Václava Havla "Audiencja", której akcja toczy się w browarze, zapewne tym samym (to znaczy w Trutnovie), w którym niedawny prezydent i znakomity dramaturg przez pewien czas zmuszony był za czasów komunistycznych pracować fizycznie.

Na pochwałę zasługuje umieszczenie w przewodniku sylwetki jednego z największych pisarzy czeskich, Bohumila Hrabala. Czeski krytyk Emanuel Frynta mówił w związku z Hrabalem o gatunku literackim, któremu nadał nazwę "knajpiana historyjka", a wybitny literaturoznawca Václav ÄŚernĂ˝ za główny element jego poetyki uznał knajpianą gadaninę, co zresztą sam pisarz skomentował w znanym i u nas tekście "Kim jestem", broniąc się przed deprecjonującym brzmieniem tego terminu: "czasem, panie Václavie ÄŚernĂ˝, taka rozkrzyczana knajpa jest małym uniwersytetem, gdzie pod wpływem piwa ludzie opowiadają sobie historie i zdarzenia, które ranią dusze, a nad głową, niczym dym z papierosów, unosi się wielki znak zapytania absurdu i dziwności życia..." (przekład Andrzeja Jagodzińskiego).

Strojny wspomina Nymburk, gdzie w miejscowym browarze, w którym ojczym Hrabala był administratorem, przyszły pisarz spędził część dzieciństwa i młodość, ale nie pisze, że browar istnieje nadal i nawet nadał jednemu ze swoich produktów nazwę związaną ze znanymi z ekranizacji Menzla "Postrzyżynami". O Hrabalu należałoby też wspomnieć w związku z praską piwiarnią Pod Złotym Tygrysem, gdzie w późnych latach życia pisarz był stałym bywalcem i gdzie do dziś zbierają się jego przyjaciele. Strojny pisze, że w knajpie tej spotkali się Bill Clinton z Václavem Havlem, ale Clinton spotkał się tam również z Hrabalem, czego rezultatem było zabawne opowiadanie "Partnerstwo dla pokoju", które wywołało pewien skandal.

Nie ma w przewodniku nie tylko piwa nymburskiego, ale i kilku innych marek. Na przykład Browaru Górnośląskiego w Zabrzu, gdzie piwo warzy się ciągle z użyciem starej technologii. Brakuje mi wzmianki o humpoleckim Bernardzie, pierwszym po "aksamitnej rewolucji" browarze rodzinnym, warzącym piwa o bardzo specyficznym smaku, niepasteryzowane, dzięki czemu ich walory zdrowotne są szczególnie wysokie.

Smetana, syn piwowara
Przy okazji trasy piątej (przewodnik podzielony jest na trasy) wspomniany jest Przerów (PĹ™erov), ale ani słowem nie mówi się o miejscowym browarze, gdzie warzy się jasne piwa Zubr (nie mylić z Żubrem z polskiego browaru Dojlidy) i Ĺ eknyĹ™. Dodałbym też informację o położonej niedaleko Litomyšla PoliÄŤce. Nie jest to miasto równie bogate w zabytki jak Litomyšl, ale na przykład kolumna morowa na rynku według znawców nie ma sobie równej. Z Litomyšla pochodził BedĹ™ich Smetana, w PoliÄŤce przyszedł na świat inny wielki czeski kompozytor: Bohuslav MartinĹŻ. Nie urodził się wprawdzie na terenie browaru (jak Smetana, syn piwowara), tylko w wieżyczce strażaka przy neogotyckim kościele św. Jakuba, ale za to zakład w Litomyšlu od dawna nie istnieje, a założony w 1517 M욏anskĂ˝ pivovar w PoliÄŤce ma się całkiem dobrze. Produkuje jasną jedenastkę o nazwie Otakar i takąż dwunastkę (Zaviš) oraz HradebnĂ­ tmavĂ© (ciemne) i w 1998 roku został uznany za najlepszy browar regionalny.

O dobór opisanych w przewodniku zabytków trudno się spierać, na ogół Strojny wybrał istotnie najciekawsze, czasem wykazując się chwalebną oryginalnością (Portmoneum w Litomyšlu). Można by się upomnieć o Hradisko w Ołomuńcu, jeden z najstarszych klasztorów na ziemiach czeskich, założony w 1078 r., od czasów reform Józefa II szpital wojskowy; z dwu ogródków piwnych jest w lecie dobry widok na ten zabytek. Jeśli pisze się o Zlinie, powinno chyba paść nazwisko BaŹa (chodzi o rodzinę słynnych producentów obuwia) i informacja o międzywojennym eksperymencie, jakim było stworzenie idealnego miasta wokół zakładów obuwniczych. Ale w "piwnym" przewodniku nie może być wszystkiego...

Bardzo przydatne są zawarte w przewodniku informacje praktyczne. Autor liczy się z kieszenią czytelnika i nastawia się raczej na hotele i kempingi tanie, szkoda, że nie zawsze podaje ceny. Piwosza zapewne interesowałyby też ceny kufelka w danym lokalu, zwłaszcza jeśli jest to lokal drogi. Tak czy inaczej, z przyjemnością przeczytałbym takie przewodniki piwne dotyczące Beneluksu, Wielkiej Brytanii oraz Irlandii, a także całych Niemiec. Może wydawnictwo Bezdroża o tym pomyśli?
Tygodnik Powszechny

Leszek Engelking