Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Powstanie kibiców. www.bojkotkp.com

19.09.2005

Żeby w końcu Lech w butelce przestał się podpierać Lechem piłkarskim. Odmówiłem sobie już 30 piw.
Nocą na rondzie Kaponiera w Poznaniu zbiera się kilkunastu kibiców Lecha.

Rozlewają do wiaderek klej do tapet (komuś został po remoncie). Dzielą materiały propagandowe.

Maciek Opala (23 lata, student politologii) z kolegą biorą z 500 ulotek i ponad setkę plakatów. Idą w miasto dwójkami, w różne strony. Ulotki za wycieraczki. Plakaty na słupy. Szybko, szybko, bo św. Marcin to ulica z monitoringiem. Nie ma mowy, żeby nie wychwyciła ich któraś z kamer. Nie są więc zdziwieni, kiedy podjeżdża polonez straży miejskiej.

- Co robicie, chłopaki?

- Informujemy społeczeństwo o bojkocie.

- Mandat po sto złotych będzie za za-śmiecanie miasta.

- Ale my przecież nie robimy tego dla pieniędzy, tylko dla sprawy - i zaczynają tłumaczyć, dlaczego prawdziwy poznaniak powinien bojkotować piwa Kompanii Piwowarskiej.

Dostają po 20 złotych kary.

- To najniższy mandat. Nie możemy was puścić, bo zdarzenie zostało już zarejestrowane kamerą - tłumaczą się strażnicy. I biorą garść ulotek. Dadzą znajomym, żeby wiedzieli, o co chodzi.

A o co chodzi?

O pieniądze?

Miesiąc wcześniej.

27 lipca, 7.26 rano. Czambalaja (nikt nie wie, kim jest) na internetowym forum kibiców Lecha Poznań pisze post, który wstrząśnie Wielkopolską.

Ma przecieki, że Kompania Piwowarska w najbliższym czasie zainwestuje w drużynę Wisły Kraków. A przecież Kompania to firma rodem z Wielkopolski, z siedzibą w Poznaniu, w jednej trzeciej należąca do tamtejszego magnata Jana Kulczyka.

Kompania powinna - uważa Czambalaja - wspierać swoich, czyli Lecha Poznań. Wobec tego Czambalaja zapowiada, że nie będzie pił ośmiu marek piwa produkowanych przez Kompanię, główne to Lech, Żubr i Tyskie.

W internecie zaczyna się dyskusja. Wkrótce jest ponad dwa tysiące głosów! - W dzisiejszym szumie tak mało rzeczy ludzi rusza, a tu taki odzew. Warto się w to włączyć - myśli Jarosław Kiliński, prezes stowarzyszenia Wiara Lecha (33 lata, przedstawiciel handlowy, z wykształcenia historyk, gra czasem w piłkę nożną, ale głównie kibicuje).

9 sierpnia Wisła rzeczywiście wychodzi na mecz z Panathinaikosem z jadowitym napisem na koszulce: "Tyskie". Kibice Lecha już wiedzą, że Wisła dostanie za to przynajmniej 2,2 mln złotych, a gdyby weszła do Ligi Mistrzów (a nie weszła), to drugie tyle. I wiedzą, że Lech Poznań dostaje od Kompanii tylko 500 tys. złotych.

10 sierpnia stowarzyszenie Wiara Lecha ogłasza oficjalny bojkot. Będzie to cywilizowany protest konsumencki przy użyciu nowoczesnych technologii.

Informatycy błyskawicznie tworzą stronę internetową www.bojkotkp.com (na amerykańskim serwerze za równowartość 70 złotych). Po miesiącu będą mieli 50 tys. odwiedzin na stronie!

Spece od reklamy wymyślają hasła.

"Piwo w złym smaku" (bo - jak tłumaczy mi autor - odnosi się nie tylko do niesmacznego zachowania Kompanii, ale też do smaku piwa, czyli goryczy, a kibice są teraz mocno rozgoryczeni).

"Tyskie, trudno dostępne w Lidze Mistrzów" (wariacja na temat reklamówki Tyskiego; powstanie, kiedy Wisła przegra dwumecz z Panathinaikosem).

Ze składek członkowskich kupują materiał na bannery (10 złotych za metr kwadratowy, najdłuższy banner ma 40 metrów na półtora). Zawisną na Lechu oraz na stadionach zaprzyjaźnionych drużyn - Arki Gdynia, Zagłębia Lubin, Cracovii i KSZO Ostrowiec (ci wykonali banner sami w ramach sportowej solidarności).

Graficy projektują plakaty.

Można je ściągnąć z internetu i samemu wydrukować. Przymocować na klej z mąki ryżowej. Przepis podała mama Adama Horbowskiego, jednego z głównodowodzących bojkotu (25 lat, studiuje politologię, pracuje w studiu poligraficznym, uprawia windsurfing).

Ulotek powstało ze 100 tysięcy; to szacunki, bo ludzie ściągają sami wzory i kserują.

- Wczoraj poszedłem do krajacza u mnie w pracy i pociął mi 10 tys. ulotek - mówi Horbowski. - Tak, możesz to napisać, mój szef też jest kibicem, sponsoruje jednego piłkarza Lecha.

A biegli w słowie przygotowują ideologiczne oświadczenie.

Wymowa jest mniej więcej taka: kibice doceniają, że Kompania wspiera futbol, rozumieją ruch marketingowy, jakim jest kontrakt z mistrzem Polski. Ale do cholery, skoro dają tyle kasy na Wisłę, to niech dołożą trochę rodzimemu Lechowi! Jakaś solidarność lokalna w końcu obowiązuje, także w kwestii pieniędzy.

Prezes Wiary Lecha Jarosław Kiliński: - To jakby pierworodny nagle dowiedział się, że został wydziedziczony przez ojca.

O pierwszeństwo?

- Rozumiem, że reakcja kibiców jest spontaniczna, z głębi serca. Poczuli się potraktowani po macoszemu - Paweł Kwiatkowski, rzecznik Kompanii Piwowarskiej, jest pełen zrozumienia.

Siedziba Kompanii na obrzeżach Poznania to jak wielkie kufle zielone silosy i biurowce ze szkła. Czysto, elegancko, w Wielkopolsce powiedzieliby: porzundek.

Konsument marki Lech jest młodszy niż dawniej, tłumaczy Kwiatkowski, bardziej interesuje się muzyką niż sportem. A jeśli sport, to raczej nie futbol, tylko windsurfing albo beach soccer. To ostatnie to po polsku plażowa piłka nożna, ale konsument marki Lech nazywa tę rozrywkę po angielsku.

Na dobrą sprawę pakowanie pieniędzy w Lecha Poznań nie leży w interesie marki Lech.

To co robi marka Tyskie w Wiśle?

Tyskie to co innego, odpowiada Kwiatkowski, to piwo numer jeden w Polsce, w dodatku to jedna z największych marek w Europie. Potrzebuje powiązania z prestiżowym klubem z europejskimi aspiracjami.

Każda złotówka wydana na Lecha Poznań to, zdaniem Kwiatkowskiego, żaden biznes. Jedynie wyraz lokalnego patriotyzmu.

Rzecznik nie chce mówić o szczegółach umów sponsorskich, ale powie jedno: za taki sam pakiet reklamowy (bannery na stadionach i logo w sali konferencyjnej), jaki Kompania ma w Lechu, w Wiśle zapłaciłaby dwa razy mniej.

Więcej można usłyszeć od ludzi z Kompanii wieczorem przy piwie: - Kibice wciskają nam dziecko w brzuch! Klub ma długi, a nie ma mocnego właściciela. Oni by chcieli, żebyśmy my przejęli klub. Tylko wtedy trzeba by spłacić 13 milionów długu i drugie tyle dołożyć, żeby zrobić drużynę na poziomie. Dlaczego mamy to zrobić? Bo mamy prawie 500 mln rocznego zysku? To nie jest powód. My jesteśmy firmą, która ma generować zyski, a nie ratować źle zarządzane kluby piłkarskie.

Kibice kontratakują.

Już na początku bojkotu wpadają na pomysł: stwórzmy nową markę piwa Lech Poznań, niech produkuje je Heineken (właściciel m.in. Żywca). Albo zmieńmy nazwę klubu na niegdysiejszą - Kolejorz. Żeby w końcu Lech w butelce przestał się podpierać Lechem piłkarskim. W internetowej dyskusji pomysły zostają odrzucone.

Kenji pisze na forum: "Kompania nie musi nic płacić na klub, bo i tak reklamę ma za darmo". Jest w tym sporo racji, wyobraźmy sobie klub, który nazywałby się ot, tak, po prostu, Telekomunikacja Wronki albo Durex Grodzisk Wielkopolski.

Tu dochodzimy do sporu, co było pierwsze: jajko czy kura.

Browar Wielkopolski powstał w 1980 roku. Produkował początkowo piwo Eksportowe Specjalne oraz Jasne Pełne. W październiku 1982 roku ówczesny dyrektor browaru Tadeusz Kaczorowski wymyślił nazwę: - Znalazłem w domu książkę do czwartej klasy szkoły powszechnej, w której Lech podany był jako założyciel państwa polskiego.

Kibice nie wierzą w tę opowieść. Uważają, że piwo wzięło nazwę od Lecha Poznań. Klub istnieje od 1922 roku, pod nazwą Lech gra od 1957, a akurat w 1982 roku zdobył Puchar Polski. I że Lech cały czas się na tej darmowej reklamie wiezie.

- Przecież wtedy nie musieliśmy się podpierać piłką - oponuje rzecznik Kompanii. - Nie było nawet w zakładach działu marketingu, tylko dział zbytu, a przed bramą stała kolejka odbiorców.

Ale teraz już nie stoi. Dziś piwo podpiera się klubem i - zdaniem kibiców - browar powinien płacić.

Kiedy kibice walczą o pieniądze dla klubu, zarząd Lecha Poznań wydaje - 25 sierpnia - oświadczenie przeciwnej treści: o "znacznych środkach", jakie Kompania daje klubowi, o "przyjaźni i wzajemnej lojalności" oraz że "nie powinniśmy bojkotować produktów firmy, która jest naszym wiernym opiekunem i wspierała Klub w trudnych chwilach!".

Pod oświadczeniem dwa podpisy: zarządu klubu i Kompanii.

Pod koniec sierpnia konflikt się zaostrza. Podczas meczu ligowego kibice wieszają banner przeciw Kompanii. Przedstawiciel firmy żąda, żeby go ściągnęli. Liderzy kibiców odpowiadają, że wtedy mogą mieć przeciw sobie 9 tys. ludzi. Rzecznik Kompanii komentuje to w radiu: terroryści.

O konspirację?

- Jest trochę jak na wojnie - uśmiecha się Adam Horbowski. - A przynajmniej jak w podziemiu w stanie wojennym.

Stoimy pod budynkiem klubu, jest sobota. O wyznaczonych godzinach przychodzą nastolatki odebrać partie ulotek. Ci idą o 12 pod Stary Browar, tamci o 15 pod Tesco.

Jeszcze tydzień wcześniej mieli stały punkt kontaktowy, zaprzyjaźniony sklep. Ale ze względów konspiracyjnych (nie mogę napisać, jakich) właśnie go zlikwidowali.

Psycholog społeczny Mirosława Marody nie jest zdziwiona tą aktywnością: - Żyjemy w zindywidualizowanym społeczeństwie, mamy deficyt przynależności. Takie grupy coraz częściej będą się tworzyć wokół stylów życia, konkretnych upodobań. Na podobnej zasadzie działa ruch rowerzystów walczących o ścieżki. Coraz częściej ludzie będą organizować się wokół spraw, a nie poglądów wyrażanych przez partie polityczne.

Zasady konspiracji dotyczą też internetu. Informacji o nowych akcjach nie ogłasza się teraz na forum, tylko przesyła mailem. Żeby Kompania nie wiedziała wcześniej, co szykują.

- Odmówiłem sobie już 30 piw i opowiedziałem o bojkocie więcej niż 300 osobom - szacuje Adam Horbowski. Jego zdaniem w bojkocie działa już czynnie około tysiąca osób, nie tylko kibiców.

Dużo ludzi. Na Ukrainie powiedzieliby: razom nas bahato. W Wielkopolsce: wuchta wiary, tej.

O ojczyznę?

- To nie jest sprawa kibiców, tylko urażonej dumy Wielkopolan - mówi Jarek Kiliński ze stowarzyszenia Wiara Lecha.

Dla Mirosławy Marody bojkot to idealne działanie jak z podręcznikowego opisu społeczeństwa obywatelskiego. Tyle że uczestnicy czują się obywatelami nie państwa, lecz regionu (tak będzie coraz częściej, prorokuje Marody).

Poznaniak jest dumny ze swojej małej ojczyzny. Z poznańskiego porzundku. Kupuje wielkopolskie produkty.

Maciek Opala, kiedy mieszkał w Świnoujściu (ojciec był wojskowym), był nauczony, żeby kupować mąkę poznańską, mleko z Kościana, a serek z Naramowic. A wyborową na imprezy zawsze z Polmosu w Poznaniu. Bo wtedy daje się zarobić swoim ziomkom.

Legenda mówi nawet, że "prawdziwy Poznaniak", jak kupuje w sklepie cztery heinekeny, to dorzuci do koszyka jednego lecha.

Wielkopolska mentalność to też realizm i skłonność do kompromisu.

- Prosto jest zwalczać wroga, a osiągnąć kompromis to sztuka - wyjaśnia Jarosław Kiliński z Wiary Lecha. - Kompromis to nie jest porażka, tylko dobre rozwiązanie dla wszystkich stron konfliktu.

Siedzimy w kawiarni nieopodal siedziby Kompanii, jest 9 września. To tu dwie godziny wcześniej doszło do pierwszego spotkania przedstawicieli firmy i kibiców.

Dlaczego nie spotkaliśmy się w pubie? Bo pracownicy Kompanii Piwowarskiej chodzą tylko do pubów, gdzie jest ich piwo, a tego nie mogą pić uczestnicy bojkotu.

W kawiarni pojawił się pomysł: Kompania zrobi promocję Lecha Pils i z każdej puszki np. 10 groszy pójdzie na inwestycję w klub (może w boisko treningowe, może w siłownię). I bojkot się skończy.

Kibicom się to podoba, mają nawet unikalny pomysł na "promocję" - podniesienie ceny.

11 września Mecowhy pisze na forum: "Dobrym rozwiązaniem byłoby podwyższenie ceny Lecha Pilsa o 10 groszy. Kwota z każdej sprzedanej butelki/puszki przekazywana na klub wynosiłaby 20 groszy".

Kompanii też się podoba.

Kwiatkowski: - Teraz są modne plastikowe bransoletki. Można by zrobić dwukolorowe: zielony to kolor marki Lech, a niebieski kolor klubu.

O piwo?

Na www.bojkotkp.com można wyczytać, że sprzedaż piwa Lech w Wielkopolsce spada: w sierpniu w porównaniu z lipcem prawie o jedną trzecią.

- Ależ skąd! Sierpień to rekordowy miesiąc. Sprzedaż naszych piw w sierpniu w porównaniu z lipcem wzrosła w Wielkopolsce o 11 procent - odpowiada Paweł Kwiatkowski z Kompanii.

Pytam więc Adama Horbowskiego, skąd mają dane. Przysłał je księgowy jednego z poznańskich supermarketów, mailem z prywatnego adresu. Próbowali się z nim skontaktować, ale nie odpowiadał.

Pytałem o to w sklepie spożywczym nieopodal stadionu. Piwa Kompanii sprzedają się gorzej tylko w dniu meczu na Lechu. W pozostałe dni idą jak woda. Klienci masowo nie przestawią się na Żywca choćby dlatego, że jest o 40 groszy droższy. I dlatego, że Poznań kocha smak Lecha Pilsa, marki dostępnej tylko w Wielkopolsce.

Mariusz Kaczmarek, jeden z liderów bojkotu, ma teraz w domu ciche dni. Zanim mi powie, dlaczego, muszę obiecać zmianę nazwiska.

Bo Kaczmarek pomaga żonie w prowadzeniu pubu. W pubie jest pięć gatunków piwa. Najlepiej sprzedają się dwa: Lech i Tyskie. Oba z Kompanii.

- Kochanie, wiesz, że jestem zaangażowany w bojkot. Powinniśmy wycofać te piwa z naszej knajpy.

- Nie ma mowy. Stracilibyśmy klientów.

Więc teraz Kaczmarek (też popijamy niedobre niemieckie piwo) wzdycha: - To proza życia, sytuacja, w której trudno być idealistą. Łatwiej będzie znaleźć kompromis z Kompanią niż z żoną.

Gazeta Wyborcza

Wojciech Staszewski