Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Potentia Vaticana

14.09.2002

Nazwa Wadowickie Jasne nie występuje w przewodnikach browarniczych. To nie znaczy, że występować nie będzie. Piwo w mieście warzono setki lat temu, dlaczego miałyby nie wrócić do łask lokalne browary, twierdzi młody naukowiec z Uniwersytetu Jagiellońskiego - Aleksander Strojny.
Moc Watykanu

Jego zdaniem Wadowice spełniają wszystkie warunki potrzebne do założenia tutaj miejscowego minibrowaru, który mógłby być uzupełnieniem tutejszej oferty turystycznej.
- W Czechach liczne minibrowary fukcjonują nawet w małych wioskach - mówi Aleksander Strojny, autor "Przewodnika po browarach Europy Środkowej", który ukaże się nakładem wydawnictwa Bezdroża.
- Słowo Wadowice jest dzisiaj marką, którą niejedna firma wpisuje sobie do nazwy. Wyobraźmy sobie, że browar nazywać się będzie np. Wadowita. Powinien warzyć co najmniej trzy gatunki piwa np. Jasne Pełne Lolek, Wadowita Ciemne i Jego Emilencja specjalne imbirowe. Nazwy nawiązują do trzech najsłynniejszych postaci pochodzących z Wadowic, tj. Karola Wojtyły, XVII-wiecznego teologa Marcina Wadowity i pisarza Emila Zegadłowicza. Specjalnością firmy dla podkreślenia papieskości trunku będzie piwo o nazwie Potentia Vaticana czyli w wolnym tłumaczeniu Moc Watykanu.

A lało się przed wiekami

Przeszłość browarnictwa sięga w Polsce średniowiecza. Od zamierzchłych czasów niemal każda miejscowość miała swoje braxeatorium, czyli browar. Trudno sobie wyobrazić, że przodkowie wadowiczan obywali się bez tego dającego krzepę trunku, zwanego płynnym chlebem. W XVII-wiecznych księgach miejskich zachowały się opisy wadowickich festynów piwnych, tzw. dni piwa, które organizowano zwykle w lecie, a trunek rozdawany był za darmo.
Wadowiczanie w czasach potopu szwedzkiego też nie mogli obyć się bez złotego napoju. W 1656 r. proboszcz Choczni, by uczcić ucieczkę wojsk Karola Gustawa z Wadowic, zamówił u krakowskich piwowarów 36 wielkich beczek piwa. Podczas przeprawy przez Wisłę w okolicach Łączan transport utonął w rzece. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że tamtejsi chłopi nie gardzili w trudnych czasach zbójowaniem, a piwo lubili.
Nieszczęsny proboszcz z Choczni długo jeszcze procesował się z krakowskimi piwowarami, kto ma zapłacić za zatopiony ładunek. Jeżeli więc piwa nie wypili zbóje, to prawdopodobnie do dzisiaj leży na dnie Wisły w Łączanach.
Myliłby się ten, kto sądzi, że pito w Wadowicach jedynie ku czczej uciesze. W 1908 roku Franciszek Opydo wykorzystał utrwalone tradycje na potrzeby lokalnego samorządu. Piwo tym razem pełniło rolę oręża w politycznej walce. Franciszek Opydo startował wówczas z listy PSL do parlamentu. Obficie serwowane piwo miało mu pomóc w kampanii wyborczej. Stanął więc pewnego ciepłego dnia na wadowickim rynku długi na 20 metrów stół zastawiony kiełbasą i piwem. Zasiedli przy nim wąsaci chłopi z okolicznych wiosek. Warto może powrócić do tych przedwyborczych tradycji, bo jak śpiewano niegdyś w Piwnicy pod Baranami: "Wódka naród gubi, małe piwko nie". A na dodatek Opydo wybory wygrał.
W czasach staropolskich prawo do prowadzenia gorzelni i browarów miała miejscowa szlachta. W Wadowicach parał się browarnictwem Mikołaj Komorowski. Niewykluczone, iż nazwa Gorzeń pochodzi od działającej tam w przeszłości gorzelni, a być może i browaru. Gorzelnia na pewno istniała na terenie Zespołu Szkół Mechanicznych, a w okolicy dzisiejszego dworu Zegadłowicza istniała karczma. Niektórzy mówią, że sam dwór kilkaset lat temu był zajazdem. Oferował skromny nocleg i wyszynk, ale to pewnie tylko legenda.
Przed wojną browarów w mieście nie było. Przy ulicy Trybunalskiej piwo z browaru arcyksiążęcego w Żywcu rozlewał Antoni Lisko. Dzisiaj po rozlewni Liski nie ma śladu. Przy ulicy Sienkiewicza zachował się malowany na tynku szyld rozlewni piwa i wód gazowanych, a kto był jej właścicielem, trudno dzisiaj dociec.
Przeciętny browar w małych Czechach, gdzie niemal każde średnie i duże miasta mają swoje zakłady piwowarskie, produkuje kilkaset hektolitrów piwa rocznie. Nowoczesne linie do butelkowania piwa mają wydajność do 40 tysięcy butelek na godzinę. Większość z tych masowo produkowanych piw to tzw. lagery niewiele różniące się tak naprawdę smakiem od siebie. Piwa o indywidualnym smaku i aromacie można spotkać właśnie w małych browarach, produkujących metodami tradycyjnymi, bez zbędnej technologii, trunek do bezpośredniego spożycia. Piwo to jest niepasteryzowane i niefiltrowane, przez to badziej zawiesiste.
Koszt domowego zestawu do produkcji piwa nie przekracza 300 złotych, ale wyposażenia minibrowaru z prawdziwego zdarzenia sięga 1 miliona dolarów, jak informuje nas Krzysztof Rut, rzecznik browaru Żywiec S.A. - Tego rodzaju browary działają już w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu. Myślę, że wcześniej czy później zaczną powstawać w mniejszach miastach - dodaje.
Podsumowując. Wadowice mają co prawda zapomnianą, ale jednak tradycję festynów piwnych, dobrą markę, ruch turystyczny, kremówki, najsłynniejsze flaczki w kraju, hymn, miłośników piwa, a do pełni szczęścia brakuje tylko browaru.



Gazeta Krakowska

Grzegorz SPISAK