Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Podziemna Warszawa

28.11.2008

Mamy w stolicy podziemne miasto. Pod naszymi nogami ciągną się kilometry tuneli. I wcale nie chodzi o metro. Skarbem Warszawy są podziemia zbudowane w XVIII i XIX wieku. Niestety, nie dbamy o nie.

Artura najbardziej zawiodły podziemia pałacu Ostrogskich, a raczej ich brak. Przecież to tam powinna pływać Złota Kaczka ze starej legendy. - Tymczasem wszystko wskazuje na to, że nigdy żadnych piwnic w pałacu nie było - mówi Artur Ponikiewski i nie potrafi tego zawodu ukryć. Z zawodu leśnik, z zamiłowania speleolog, przewodnik PTTK, który wraz z kolegami spenetrował większość warszawskich podziemi, lochów i tuneli. Łącznie 170 obiektów.

Miasto skarb

- Mamy w stolicy podziemne miasto, skarb, o który wcale nie dbamy - denerwuje się Zbigniew Rekuć. W podziemiach siedzi "od zawsze". Od lat szczenięcych. Mówi, że można zrozumieć, że po wojnie, gdy trzeba było szybko odbudować Warszawę, nikt się nie przejmował starymi podziemiami. Zasypywano je, nie umieszczano na żadnych planach. Później o nich zapomniano. Ponoć robotnicy pracujący przy budowie metra w pewnym momencie przebili się do piwnicy, której istnienia nikt nie przewidywał. Na półkach stały jeszcze butelki. Ale tego braku dbałości o Warszawę podziemną teraz, w XXI wieku, Rekuć zrozumieć nie może. - Istnieje stary podziemny tunel, którym od metra na placu Wilsona można było przechodzić do Cytadeli. I co? I nic. Miasto nie było zainteresowane taką atrakcją - zżyma się.

Dlatego podziemia stolicy zna przede wszystkim grono zapaleńców takich jak on czy Artur.
W sobotni ranek Zbigniew wraz z przyjaciółmi odkopuje tunel wychodzący z Fortu Legionów. Ma 50 na 70 cm. Praca jest ciężka: jedna osoba usuwa ziemię, kolejne wyciągają ją na zewnątrz. Od maja, pracując tylko przez kilka weekendowych godzin, mają już 30 metrów urobku. - Dochodzi do Cytadeli? - pytam. Rekuć uśmiecha się. - Raczej nie. Pewnie kończy się tam - wskazuje ręką w dal. - W dawnym korycie Beczącej Nalewki, rzeki która wyschła w połowie XIX stulecia.

Artur i jego koledzy do badania warszawskich podziemi używają tego samego sprzętu co do eksploracji jaskiń (to ich inna pasja). Hełm, buty tzw. techniczne. Niezastąpione nie tylko w wodzie czy w piasku, ale także wtedy, gdy w opuszczonych tunelach natkną się na resztki libacji: potłuczone szkło, zużyte igły i strzykawki. Sprzęt pewnie wiele razy ich uratował. Także tu, w Warszawie.


Lochy masońskie

Najstarsze stołeczne podziemia to tzw. Elizeum i park Gucica na Służewiu. Oba miejsca związane są z losami polskiej masonerii. Na skarpie położonej na północ od Książęcej w latach 70. XVIII wieku Kazimierz Poniatowski, podkomorzy i brat naszego ostatniego króla, założył ogród. W skarpie zbudowano groty i podziemne korytarze, w tym Elizeum mieszczące lożę masońską. Ówczesny angielski podróżnik William Coxe tak opisał to wnętrze: "...spacerując po ogrodzie, przybyliśmy wreszcie do groty, w sztucznych skałach wykutej, urozmaiconej źródłami i strumykami. (...) Droga wiodła przez kręty podziemny korytarz, w którym tu i ówdzie lampa słabe siała blaski. Wreszcie dotarliśmy do drzwi drewnianych, jakby wejścia do lichej chatki. Drzwi nagle otwarły się i ujrzeliśmy się we wspaniałej, przecudnie oświetlonej sali. Był to rondel z przepyszną kopułą wedle najpiękniejszej symetrii.

Dookoła, wśród kolumn ze sztucznego marmuru, widziałeś cztery otwarte gabinety, a w nich sofy wygodne i malowidła al fresco. (...) Wtem wśród ogólnego podziwu olśnił uszy nasze koncert niewidzialnej orkiestry. Szukaliśmy daremnie, skąd pochodziły tony (...)". W latach 90. poprzedniego stulecia planowano odnowienie Elizeum. Ale do dzisiaj nic się tam nie dzieje. Zabytek jest w fatalnym stanie. Trudno odszukać nawet zejście do podziemi. To małe drzwiczki za pomnikiem Elizy Orzeszkowej w parku obok. ul. Książęcej.

Jeszcze trudniej jest wejść do starej Lodowni na Służewcu - opowiada Artur. Teren jest bowiem prywatny i ogrodzony. Na szczęście, jak twierdzą zdobywcy warszawskich podziemi, bo próba eksploracji przez amatorów mogłaby się skończyć tragicznie. Wejście jest zalane wodą. Trzeba się porządnie zmoczyć, żeby pójść dalej. W niektórych miejscach doszło już do zawału, w innych może on nastąpić w każdej chwili. - Ze zdokumentowania jednego z chodników musieliśmy zrezygnować, było zbyt niebezpiecznie - tłumaczy eksplorator.

Źródła historyczne mówią, że podziemny Gucin zbudowany przez arystoktratów Potockich miał być miejscem pochówku członków loży masońskiej, którzy skłócili się z Kościołem. Czy to prawda, nie wiadomo. Ceglane wnęki i półki mogły służyć zarówno jako miejsca na urny, jak i miejsce przechowywania łatwo psującej się żywności. Co zresztą sugeruje nazwa - Lodownia.

Podziemia przemysłowe

W klasyfikacji warszawskich podziemi sporządzonej przez Ponikiewskiego i jego kolegów Elizeum i Lodownia to obiekty sentymentalno-historyczne. Kolejną grupę stanowią przemysłowe. I tych w stolicy jest najwięcej. Wspaniałe są wielopoziomowe piwnice Browarów Warszawskich. Dostępne dla wszystkich warszawiaków, w ramach dni otwartych, są także zabytkowe Filtry. Kilkanaście połączonych komór, granitowe filary dźwigające ceglane sklepienia. Przypominają raczej podziemną świątynię niż przemysłowe wnętrze. Wszystko lekko połyskuje. Choć od ich powstania minęło 120 lat, obiekt sprawia wrażenie, jakby wczoraj oddano je do użytku. Efektu dopełnia huk spadającej wody. Obejrzeć można też podziemia Pałacu Kultury zamieszkane przez bandę uroczych kocurów. Ale już np. do podziemi praskiej stalowni amator nie wejdzie.

Stalownię eksplorował Rekuć w latach 90. XX w. i jeszcze wtedy nie było to zadanie ekstremalne. Ale po kolejnych przebudowach... - Już dawno nauczyliśmy się nie ufać planom - mówi Artur Ponikiewski. - Ale tym razem nie zgadzało się nic. Krążyliśmy wiele godzin, szukając przysłowiowej dziury w ziemi. Stare branżowe powiedzenie amatorów odkrywców głosi, że jak się szuka, to zawsze się znajdzie.

Cały teren stalowni, a potem elektrowni i zbrojowni, ma sieć kanałów instalacyjnych i transportowych pochodzących z czasów budowy oraz późniejszych. Transport produktów i przesyłanie pary odbywały się właśnie pod ziemią. Potem instalacje te wykorzystywano do montowania kabli energetycznych, dodając szereg nowych kanałów. Najdłuższe odcinki podziemi używane były do przestrzeliwania naprawianej i produkowanej broni, głównie prototypów. Przebadane dotychczas obie­k­ty na Pradze mają łączną długość około dwóch kilometrów. Wiele kanałów jest zasypanych gruzem lub zawalonych.

Artur przy okazji eksploracji podziemi oddaje się swojej drugiej pasji: liczeniu nietoperzy. - Te ssaki nie kochają stolicy - mówi. - Jest ich niewiele i raptem kilka gatunków. Chyba ten wszechogarniający hałas w War­­szawie dociera nawet do podziemi. A nietoperze mają delikatny słuch.

Szczęśliwy Fort Legionów

Jednak to, co w dzieciństwie rozpalało wyobraźnię Zygmunta Rekucia, a dwadzieścia lat potem chłopięcą imaginację Artura i jego kolegów, to przede wszystkim podziemia wojskowe. W stolicy - Twierdza Warszawa.To zespół fortów i fortyfikacji wzniesionych przez władze carskie w XIX wieku. Najbardziej znanym właściwie wszystkim warszawiakom obiek­tem jest Cytadela. Służyła także za więzienie i miejsce straceń. Ale o istnieniu siedmiu okalających ją fortów mało kto słyszał, a o łączących poszczególne obiekty podziemnych korytarzach prawie nikt. W niektórych fortach mieszczą się dziś różne instytucje (restauracja, wytwórnia filmowa czy skład celny), a niektóre niszczeją niezagospodarowane. - Sytuację komplikuje fakt, że obiekty podziemne mają często zagmatwany status prawny - tłumaczy Artur.

Ulubionym miejscem Zygmunta Rekucia jest Fort Legionów, dawniej Władimira. Wybudowany w latach 1851-1853 i do 1874 r. ciągle rozbudowywany. Jest to trzykondygnacyjna baszta artyleryjska z fosą. - Posiada system chodników kontrminowych, połączony poternami i galeriami skarpowymi, przeciwskarpowymi i kaponierami grodzowymi, podziemną (zasypaną) skazamatowaną działobitnię, takąż wartownię oraz tunel wejściowy z bocznym dwukomorowym magazynem amunicyjnym i szybem windy amunicyjnej - tłumaczy fachowo Rekuć. Całość budowli podziemnych rozmieszczona jest na dwóch poziomach. W 1920 roku zasypano ujście tunelu na powierzchnię, a podziemia i znajdujący się tam magazyn częściowo zalano wodą.

Fort Legionów ma szczęście. Aktualnemu właścicielowi zależy, by zachować jego podziemia i historyczny charakter. Jest przychylny społecznikom, którzy odkopują fortyfikacje.- Gdy oczyszczaliśmy fosę i tunele, znaleźliśmy mnóstwo "skarbów" - opowiada Rekuć, mrużąc oczy. Bo skarb to tak naprawdę marzenie każdego eksploratora. Artur ubolewa, że on tyle lat chodzi po podziemiach. - I nic, nawet starego guzika nie znalazłem - mówi.

Z przedmiotów odnalezionych przez Rekucia i jego współpracowników powstała ekspozycja historyczna w Forcie Legionów: stara szabla, carskie dokumenty, łuski po amunicji. Czasami za zgodą właściciela i przy współpracy jednego z biur turystycznych pan Zygmunt oprowadza po podziemiach wycieczki. Na taką okoliczność gotów jest nawet przebrać się za ducha.

Luiza Łuniewska - POLSKA