Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Podatkowa wojna piwa z wódką

07.09.2006

Nieoczekiwana 10-proc. podwyżka akcyzy na piwo w projekcie budżetu na 2007 r. zaszokowała browary. Piwo podrożeje i spadnie sprzedaż - alarmują piwowarzy. Z rządowego pomysłu cieszą się szefowie Polmosów, bo akcyza na wódkę ani drgnie. - Może to pomóc zahamować spadek sprzedaży wódki - mówią.
Jeśli projekt budżetu w tej postaci przejdzie przez Sejm, to przeciętnie półlitrowa butelka jasnego piwa podrożeje o ok. 5 groszy. Wypijający ją piwosz będzie wspomagać budżet państwa już kwotą ok. 50 groszy. Fiskus dodatkowo dostanie od browarów ok. 250 mln zł. W zeszłym roku branża zapłaciła 2,6 mld zł akcyzy, było to o 200 mln zł więcej niż w 2005 r.

Browary są kompletnie zaskoczone pomysłem ministra finansów, bo w poprzednich latach panował zwyczaj, że resort konsultował zmiany podatkowe z branżą piwowarską. Ale nie ma w tym nic dziwnego - według naszych informacji decyzje dotyczące akcyzy zapadły na najwyższym szczeblu, między premierem, szefem Komitetu Rady Ministrów i ministrem finansów.

Wyższa akcyza, wyższe ceny na półkach

- W projekcie budżetu podwyżka znalazła się ku naszemu wielkiemu zdziwieniu - mówi prezes Grupy Żywiec Hans van Zon. Browary rozsierdziła nie tylko sama podwyżka, ale również jej uzasadnienie. We wtorek rząd na swej stronie internetowej tłumaczył ten krok wymogami Unii. - To wprowadzanie w błąd. Jeśli politycy chcieliby dostosować wysokość akcyzy do poziomu unijnego, to powinni zaproponować jej obniżkę, a nie podwyżkę - mówi prezes Żywca. Dlaczego? Przedstawiciele Żywca wyjaśniają, że Unia wyznacza jedynie minimalny poziom akcyzy naliczany w euro od zawartości ekstraktu w piwie, czyli np. 12,5 proc. w zwyczajowej butelce trunku. Obecnie stawka obowiązująca w Polsce - jeszcze przed podwyżką - jest z grubsza dwa razy wyższa niż minimum unijne.

W efekcie polski piwosz oddaje rządowi ok. 44 groszy z każdej butelki, a niemiecki, czeski czy litewski w przeliczeniu z grubsza o połowę mniej. Dlatego piwo jest tam tańsze niż w Polsce.

Zdziwieni argumentacją rządu byli też niektórzy jego członkowie. - To chyba modny ostatnio "skrót myślowy" - mówi z przekąsem wysoki urzędnik. W środę zdanie o "dostosowaniu stawek do minimalnych norm obowiązujących w Unii Europejskiej" wciąż znajdowało się na stronie internetowej rządu.

Przedstawiciele branży przewidują, że podwyżkę podatku trzeba będzie przerzucić na konsumentów, bo - jak twierdzą - w poprzednich latach ceny nie nadążały za wzrostem inflacji.

Branża piwowarska ma świetną passę: w zeszłym roku rynek piwny urósł aż 5 proc. i w pierwszym półroczu tego roku rósł w podobnym tempie. W efekcie zyski browarów pęcznieją.

Ale ostrzegają: poprzednia podwyżka akcyzy na piwo była w 2001 r. zaowocowała prawie zupełnym zahamowaniem wzrostu rynku - urósł ledwie o 0,4 proc., podczas gdy rok wcześniej - aż 6,2 proc.

Decyzje rządu zmartwią piwoszy, ale ucieszą pewnie większość kobiet oraz właścicieli psów. Fiskus zyska na podwyżce 250 mln zł, więc są szanse na zapowiadane jeszcze w minionym roku zniesienie akcyzy na kosmetyki. Polska jest jedynym krajem UE, który pobiera akcyzę na cienie do powiek, szminki i szampony dla psów. Fiskus straci na tym ok. 100 mln zł, co odbije sobie z nawiązką na piwie. Podwyżka przyniesie budżetowi ok. 250 mln zł, o ile zaakceptują ją posłowie. Mechanizm ustalania stawek akcyzy jest bowiem taki: maksymalna stawka jest zapisana w ustawie, a poniżej tego pułapu minister finansów może sobie dowolnie ją ustalać. Ale akcyza na piwo wynosi dziś właśnie tyle, ile zapisano w ustawie.

Takich kłopotów nie będzie z akcyzą na papierosy i benzynę, które minister podniesie, podpisując rozporządzenie. Na papierosy o 13 proc. na benzynę o 25 gr na litr. Obie branże nie zostawiają złudzeń - w ślad za podwyżką podatku pójdą w górę ceny.

Wódka złapie oddech?

To, co zaszokowało piwowarów, wprawiło w radość producentów wódki, którzy w ostatnim czasie wyjątkowo cienko przędą, narzekając na rosnącą konkurencję właśnie ze strony piwa.

Na początku 2005 r. sytuacja była odwrotna, bo o 3,4 proc. podskoczyła akcyza na wódkę, a na piwo podatek stał w miejscu. Właśnie cena decyduje o popycie na wódkę. Jeśli ona rośnie, to mniej zamożni konsumenci przerzucają się na tańsze alkohole np. mocne piwa czy popularne "jabole".

Według informacji z branży w 2005 r., kiedy wzrosła akcyza na wódkę, rynek spirytusowy skurczył się ok. 7 proc. W tym roku prognoza branży mówi o dalszym spadku rzędu 6-7 proc.

- Na pozostawienie akcyzy na wódkę na niezmienionym poziomie mogła mieć wpływ pogarszająca się kondycja branży spirytusowej - powiedział nam prezes Marek Glogaza, prezes Polmosu Bielsko-Biała produkującego np. Advocaata i Ekstra Żytnią i mającego 5,5 proc. udziału w krajowym rynku wódki. - Patrzymy teraz w przyszłość z mniejszym niepokojem. Wyższa akcyza na piwo może spowodować zmianę w strukturze konsumpcji alkoholu na korzyść wódek - dodał prezes Glogaza. Podobnie myślą piwowarzy.

Piwo stanowi już ponad 60 proc. spożycia alkoholu w Polsce i jak na razie systematycznie powiększa przewagę nad wódką, która utraciła prymat w drugiej połowie lat 90.

- To krok w dobrą stronę - komentuje projekt resortu finansów Waldemar Rudnik wiceprezes kontrolującej ok. 33 proc. polskiego rynku spółki Sobieski i szef organizacji producenckiej Polski Przemysł Spirytusowy. Im mniej daje się szans na legalną produkcje wódki, tym więcej szarej strefy - dodaje.

Gdy w 2002 r. ostro ścięto akcyzę na wódkę, rynek zaczął dynamicznie rosnąć i skurczyła się szara strefa. Według zeszłorocznego raportu CASE-Doradcy "Analiza rynku spirytusowego w Polsce" w ciągu zaledwie dwóch lat (2002-04) spożycie legalnych wyrobów spirytusowych wzrosło aż o 39 proc. Gdy w 2005 r. znów podwyższono akcyzę o 3,5 proc., dochody budżetu spadły o ok. 200 mln zł.
Gazeta Wyborcza

Tomasz Prusek, Rafał Zasuń