Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Po piwo na Piwną

21.07.2005

(Łódź) Budowa Manufaktury trwa, a ręce mogą zacierać... sprzedawcy. - Piwo na miejscu proszę - słychać co chwila w pobliskim sklepie.
Godz. 10. O drogę do spożywczego przy ul. Piwnej nie trzeba pytać, bo co kilka kroków mija nas kolejny mężczyzna w stroju roboczym. Wraca z zakupów, a w reklamówkach pobrzękują często butelki z piwem.

Większość klientów sklepu to właśnie budowlańcy. Panowie w firmowych ogrodniczkach idą z piwem do bramy tuż obok sklepu. Tam siedząc wprost na murku albo na trawie delektują się napojem i wygrzewają w słońcu. Potem wracają do pracy. W ciągu dwóch godzin po piwko na Piwną przyszło blisko dwudziestu klientów.

Nasze obserwacje potwierdzają mieszkańcy pobliskich domów. - A piją tu ciągle - przyznaje starszy mężczyzna z kamienicy naprzeciwko sklepu. - Jedno piwo to pewnie dobre, tak na zachętę do pracy. Ale czasem się boję, że jak przesadzą, to może jakiś wypadek być na budowie.

Okazuje się, że to miejsce jest doskonale znane łódzkim strażnikom miejskim. - Nie ma dnia, żeby robotnicy Manufaktury nie pojawiali się masowo na piwo w tym sklepie - mówi Radosław Kluska, kierownik referatu dzielnicowego łódzkiej straży miejskiej. - Kontrolujemy to miejsce, ale piwosze są dość cwani i piją w bramie. A za to karać nie możemy, bo to już nie jest miejsce publiczne. Poza tym na widok munduru bywalcy sklepu po prostu uciekają.

Radosław Kluska zapewnia, że strażnicy dotarli nawet do kierowników na budowie z informacją o piciu alkoholu przez ekipę. - Nie zareagowali - mówi.

Właściciel uwielbianego przez robotników sklepu przyznaje, że stanowią oni większość jego klientów. - Ale nie mają na głowach kasków, nazwy firm zakrywają. To niby dlaczego mam im nie sprzedawać piwa? Przecież to nie dzieci - mówi. - Wielu tu już o szóstej rano przychodzi pijanych. A jeden mi powiedział, że jak się nie napije, to się boi wejść na rusztowanie.

W pewnej chwili właściciel sklepu przestaje być sympatyczny. Zakazuje dziennikarzom robienia zdjęć jego klientów w bramie kamienicy, która jest jego własnością. Wzywa policję, grozi sądem. Głośno wtóruje mu sprzedawczyni, która krzyczy: - Sensacji taniej szukacie! Tu nic złego się nie dzieje.

Firma Apsys, właściciel Manufaktury, zatrudniła do jej budowy kilkunastu podwykonawców. Gdy Nicolas Roques, który odpowiada za marketing w firmie, usłyszał o naszych obserwacjach, obiecał skontaktować się z ekipą budowlaną. - Kierownicy nie potwierdzili informacji o piciu alkoholu przez robotników - odpowiedział nam dzień później. - Zobowiązałem ich jednak, żeby uczulili agencję ochrony. Robotnicy będą teraz bardziej kontrolowani. Bezpieczeństwo na budowie to dla nas sprawa bardzo ważna.
Gazeta Wyborcza

Agnieszka Urazińska