Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Piwo z listkiem (...ciąg dalszy)

09.06.2004

W Polsce pojawiło się piwo z marihuaną - legalne tak jak w Unii.Pierwsze zezwolenie na wejście do Polski spośród unijnych produktów dostało piwo z marihuaną. W uzasadnieniu zgody było mniej więcej tak, że dopuszcza się je, bo brakuje podstaw, by dalej zabraniać.
Co do konkretów, Dupetit miał obawy. W Grecji stowarzyszenie przeciwdziałania narkomanii zaskarżyło etykietę: promując symbol zielonego listka, dowodzili, promuje się narkotyki. Proces ciągnął się dwa lata. Alfredo wygrał, ale dużym kosztem.

– Postanowiłam być mądrzejsza – opowiada Dorota. – Mama mojego przyjaciela, która jest mecenasem, poleciła mi uroczą panią prawnik w średnim wieku. Pani prawnik nie zdziwiła się, że piwo ma wsad z tych konopi co marihuana. Skoro coś jest legalne w Europie, mówiła, to i w Polsce. Obiecała, że formalności nie potrwają dłużej niż miesiąc.

Tymczasem Dorota, z jedną jedyną butelką, jaka jej jeszcze została, zaczęła obchodzić kluby i hurtownie. W kolejnych hurtowniach zastanawiali się, spisywali numery atestów. I w końcu prawie zawsze odmawiali. A parę dni później przychodził e-mail od Dupetita – kopia odpowiedzi na e-mail z hurtowni: „W odpowiedzi na propozycję odpowiadam, że mam już reprezentanta w Polsce i jest nim pani Dorota, taki a taki numer telefonu”. Na dole czasem był dopisek: „Dorota, co to za ludzie, co to za kraj ta Polska”. Dorota te same hurtownie odwiedzała więc po raz drugi.

W lutym 2004 r. wszystko było gotowe. Lista zainteresowanych hurtowni oraz klubów czekających niecierpliwie na pierwszą partię piwa wydłużała się. Alfredo miał pomysł, żeby w Polsce otworzyć fabrykę piwa i może, w przyszłości, koło niej założyć uprawę konopi indyjskich, gdyby się okazało, że da się to w Polsce jakoś zorganizować (czytaj zalegalizować).

Ale nie mogli ruszyć. W Instytucie Żywienia i Żywności się wlokło. Pod koniec marca Alfredo zadał Dorocie fundamentalne pytanie: „Tak właściwie, to po co się upierać przy tym zaświadczeniu? Może poczekać na Unię?”. I dostał na to odpowiedź, której nie mógł zrozumieć: że trzeba na wszelki wypadek. – Czyli dla dobra tych, którzy będą tym piwem handlować – tłumaczy Dorota. Bo jak do klubu przyjdzie inspekcja handlowa albo policjanci i będą chcieli piwo rekwirować, to certyfikat po niemiecku plus właściwa ustawa może im wcale nie trafić do przekonania.

Urzędnicy Instytutu Żywienia i Żywności także podchodzili do certyfikatów Unii z nieufnością. – Są takie przypadki, w których mamy wątpliwości – tłumaczy dyrektor Lucjan Szponar. – A ten do nich należał. Zamówiliśmy więc wiele ekspertyz od różnych instytucji, włączając Monar. I stąd ten półroczny okres czekania na decyzję.

Jak dotąd żaden konopny biznes jeszcze się w Polsce się nie udał. Zapewne nie wyjdzie też nic z fabryczki Dupetita. Buduje się, owszem, ale na Słowacji.

Polityka

MARTYNA BUNDA