Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Piwo wylewa

27.01.2003

Braniewo bez browaru.W Braniewie wielu rozmyśla o Ożarowie. Właściciel zamyka bowiem browar. Bez browaru na miasto można założyć pokrowce. Ludzie patrzą w przeszłość i żałują: trzeba było strajkować, a może nawet bić się jak w Ożarowie.
Przed Bożym Narodzeniem Krzysztof Ziętek, elektryk z wydziału obciągu butelkowego, słyszał rozmowy o browarze w domach pracowników i kilku nieprzytulnych pubach w mieście. Robotnicy na przestoju lojalnie pili miejscowe wyroby narzekając, że za drogo. Klęli na kapitalistów, a nawet na francuskiego aktora Jeana Reno, który trzy lata temu wystąpił w telewizyjnej reklamówce EB.

– Poskakał po hotelu, wziął pieniądze i na nic się to zdało – mówi Ziętek. – Nasze piwo w sklepach spożywczych schodziło na coraz niższe półki.

Krzysztof Ziętek, 31 lat, ma żonę i siedmioletnią córkę. Urodził się w Braniewie i już jako dziecko nie myślał o innej pracy, tylko w browarze. Większość chłopaków z miasta chciała do browaru. Ziętek załapał się na chwałę początku lat 90., kiedy ludzie tu czuli się światowi, bo reklamy ich piwa leciały w MTV. Browar przestał być państwowy, czyli niepewny. Stał się prywatny, czyli wzrosły pensje.

Polska mówiła, że to piwo kultowe. W Piwowary, czyli braniewskie święto piwa, kapele grały w amfiteatrze pośrodku fosy, a goście tańczyli po pas w wodzie. Ostatniego lata Piwowary zbiegły się ze 130-leciem browaru. Teraz w fosie dzieci mają ślizgawkę. Amfiteatr z wielką reklamą EB na dachu stoi pusty. Z powodu końca browaru Boże Narodzenie u Ziętków nie było wesołe.

Inkubator

Browar, największy zakład w powiecie, ma przetrwać jeszcze do września. Pertraktacje związków zawodowych z pracodawcą zakończyły się 18 grudnia 2002 r. Już wiadomo: produkują co drugi tydzień, od marca przechodzą na pół etatu. We wrześniu dostają od 25 do 80 tys. zł odprawy, zależy, ile kto przepracował. I koniec z browarem.

– Cały proces zamykania browaru został celowo rozłożony w czasie, aby każdy z pracowników miał szansę na znalezienie nowego miejsca pracy – tłumaczy Krzysztof Rut, dyrektor ds. korporacyjnych Grupy Żywiec. Grupa Żywiec SA, należąca do holenderskiego Heinekena, w 1998 r. przejęła firmę Elbrewery Co Ltd, producenta piwa EB, a wraz z nim browary w Gdańsku, Elblągu i Braniewie.

Do września browar będzie inkubatorem bezrobotnych, którzy mają szukać sobie pracy. Człowieka bez pracy trzeba w Braniewie liczyć poczwórnie, bo z niepracującą rodziną. Stanie się kłopotem banku, bo wziął kredyt. Jako kiepski klient zaniży obroty i spowoduje zwolnienia w innych branżach. Poszedłby mrówkować na niedaleką granicę z Kaliningradem, ale od lipca Braniewo stanie się przedmurzem Unii Europejskiej. Wprowadzą obowiązkowe wizy i granica zamknie się jak browar. Brakuje jeszcze, żeby z miasta wyniósł się Pomorski Pułk Artylerii. Parę lat temu były przypadki wycofywania jednostek z granic w głąb kraju. Burmistrz Henryk Mroziński odpukuje w biurko – wojsko zostaje, niedawno zainwestowało w myjnię czołgową.

Tulipany

Mroziński, zanim go wybrano na burmistrza, siedem lat był wójtem gminy Braniewo i wie z doświadczenia, że nawet najlepsza myjnia czołgowa niewiele pomoże. Przed rokiem nikt nie myślał, że padnie przedsiębiorstwo budowlane Budirol, drugi największy zakład w Braniewie, a od stycznia pod numerem telefonu zgłasza się syndyk. W ubiegłym roku właściciel zrobił w browarze generalny remont dachu warzelni i kupił ciężarówki, a dziś browar jest na sprzedaż.
– Browar jest dla Braniewa tym, czym tulipany dla Królestwa Holandii – przemawiał burmistrz do serca prezesa Nico Nusmeiera, Holendra, prezesa Grupy Żywiec SA. Prezes Nusmeier zapowiedział wizytę w braniewskim ratuszu na 15 listopada 2002 r., dwa dni po zaprzysiężeniu burmistrza Mrozińskiego. Burmistrz był zachwycony – największy pracodawca powiatu przyjeżdża. Zaprosił na obiad. A potem dowiedział się, o co chodzi i zaczął mówić o tulipanach. Właściciel wolał o pieniądzach: za wysoka akcyza; bliskość wejścia do Unii otworzy rynek na piwa z Europy; niewielkie zapotrzebowanie na piwo EB. Słowem: Braniewo przynosi 15 mln zł strat rocznie, żyje na koszt innych browarów Grupy Żywiec SA. Produkcja jednej butelki piwa wychodzi tu sto procent za drogo.

– Proponowałem, że zwolnię browar z podatku od nieruchomości – mówi Henryk Mroziński. – Porozmawiam z załogą o obniżkach płac, byle tylko miasto dalej robiło piwo. Ludzie z Grupy Żywiec przyznali, że od trzech lat przymierzali się do zamknięcia Braniewa.

Dym

Bohdan Lewkowicz, 39 lat, maszynista chłodniczy, solidarnościowiec – od razu był za dymem. Należało wykorzystać zainteresowanie mediów, pokazać niezadowolenie – strajk, może głodówka. Bo nagle 15 listopada ludzi nie dopuszcza się do taśmy produkcyjnej, tylko każe im się zebrać w świetlicy zwanej pubem. Zarząd z Warszawy tłumaczy, że browar jest do zamknięcia. Szok nastąpił.

– Z jednej strony to niespodzianka, ale krzywa EB systematycznie szła w dół – opowiada Radosław Litwin ze Związku Zawodowego Inżynierów i Techników. – Pracowaliśmy z przerwami, a mieliśmy płacone za cały etat. Chyba nikt normalny nie myślał, że tak mogło trwać do emerytury.

Jednak 15 listopada 2002 r. w pubie każdy myślał o milionie stu hektolitrach jasnego piwa, które wprost z produkcji zjeżdżało na ciężarówki w dobrych czasach.

Kolega Lewkowicza myślał o poświadczeniu stałego zatrudnienia, jakie tydzień wcześniej dostał z kadr, bo było potrzebne w banku do kredytu na mieszkanie. Inny zastanawiał się, po cholerę zakład wysyłał go na kurs podnoszący umiejętności, z którego wrócił wczoraj. Lewkowicz myślał o żonie na rencie, synu, który chce studiować informatykę, o kredycie na nadmorską działkę i o potrzebie dymu.

– Ale nie było kim strajkować – opowiada. – Na 142 osoby załogi 30 było za. Poza tym nie posiadamy związkowych flag. Delegacja z elbląskiego browaru też żadnej nie przywiozła.

Związki proponowały, że ludzie zgodzą się na obniżkę pensji, a niektórzy nawet odejdą z pracy. Bez browaru całe miasto pójdzie na zasiłek, więc rozumieją potrzebę redukcji. Ale zarząd zapewnił, że tragedia się nie zdarzy – będą sowite odprawy dla każdego. To rozluźniło zebranych w pubie. Większość nawet nie była zainteresowana radami, jak najlepiej zainwestować te pieniądze. Młodsi pracownicy najchętniej od razu wzięliby, co się należy, zamknęli za sobą bramy browaru i nie wracali.

– To było trochę jak łapówka – mówi burmistrz.

Więc sprejowy napis „battle of Braniewo” na świeżo odnowionym murze browaru powstał raczej z innej okazji. Żadnej bitwy o miasteczko ostatnio nie było.

Klienci

Teraz wypada narzekać na utraconą robotę. Warzelnia i wydział obciągu butelkowego stoją puste. Przy taśmociągu i między piramidami skrzynek paru ludzi zamiata podłogę. Łażą wzdłuż gablotek z wzorami etykiet piw na eksport i na kraj.

Najwięcej narzekają ci, którzy nie odróżniają netto od brutto. Odprawa 25 tys. dla młodego, nieobłożonego kredytami człowieka to majątek. Starczy na dobry, używany samochód. Ale pomniejszona o podatek staje się sumą nieporęczną, spycha na poziom motocykla. Może trzeba było słuchać niektórych starszych pracowników i dymić jak w ożarowskich kablach? Prywatna firma ma prawo liczyć swoje pieniądze i zamykać fabryki. Ale dlaczego akurat tę? Szkoda marzyć o pracy w okolicy. Budzi się tęsknota za browarem.

– Z producentów zrobili nas w klientów, tylko za co klient w Braniewie kupi piwo, jeśli nie znajdzie pracy? – podsumowuje Mikołaj Smal, lat 46, operator wózka widłowego, od 22 lat w browarze. – Mieliśmy do strajku obiecanych ludzi ze stoczni, z Ożarowa, ze Śląska.

Krzysztofa Krawczyka, 44 lata, pracownika linii rozlewniczej, fabryka nagrodziła w 1999 r. Złotą Odznaką „w uznaniu szczególnych osiągnięć zawodowych”. Dla ludzi, którzy pół życia oddali produkcji piwa, złota odznaka stanowi dziś wzruszający wkład do szuflady regału. Krawczyk uważa, że zniknięcie słowa Braniewo z etykiet piwa 12 lat temu zapowiadało utratę tożsamości, co właśnie się dopełniło przed świętami. Był przeciwny strajkom.

– Z Ożarowa widać Pałac Kultury, łatwiej wywierać nacisk, łatwiej też o pracę w okolicy – mówi. – Dymu z Braniewa nikt nie zauważy, tylko przyjedzie policja z Elbląga i ludzie dostaną po głowach.

Najgorzej, że browar wylewa ojca, kiedy dzieci potrzebują jego wsparcia. Syn i córka kończą liceum, chcą do miasta na studia. Najbliższe miasta to Elbląg, Olsztyn i Gdańsk. W Braniewie są trzy neony, a jeden z nich to reklamowy kapsel na wieży browaru.

Rekord

– Przesrane – twierdzi Roman Ślifierz, dyrektor Wodociągów Miejskich w Braniewie. ­– Jedną szóstą wpływów mamy teraz z browaru. Zamknięcie browaru zwiększy grupę niewypłacalnych. Nie ma na browar żadnego przełożenia, bo to prywatna firma – liczą pieniądze. Czasy się zmieniły, telefon do szwagra ministra nic nie pomoże.

Przed siedmiu laty Braniewo zbudowało najdroższą na północy Polski oczyszczalnię ścieków. Było to w czasie zwycięstwa gospodarczego: społeczeństwo ewoluowało z wódczanego na piwne, rozpoczęła się odbudowa starówki wzdłuż głównej ulicy, zawód mrówki przygranicznej przeżywał rozkwit. Rada Miasta uznała Braniewo za rozwojowe. Dziś oczyszczalnia pracuje na jedną czwartą mocy, a ciągle nie jest spłacona. Po upadku Budirolu w styczniu i zamknięciu browaru we wrześniu popyt na wodę spadnie. A wodociągi będą największą firmą w mieście.
Powiatowemu Urzędowi Pracy w Braniewie przybędzie ponad 250 osób ze zwolnień grupowych, w zeszłym roku było 208. Do opieki społecznej zgłosiło się 280 nowych rodzin. Coś takiego nie zdarzyło się od upadku pegeeru. Województwo warmińsko-mazurskie ugruntuje pozycję rekordzisty w bezrobociu. Powiat braniewski awansuje z trzeciego miejsca. Urząd pracy przeżyje oblężenie, a sam zredukował kilku pracowników.

– Nie bardzo mamy co ludziom zaoferować – przyznaje Ewa Bartków, dyrektor PUP w Braniewie. – Przyjęliśmy zasadę, że nie ograniczamy limitów na szkolenia. Szkolimy pilarzy, kierowców i ochroniarzy.

Syn pani Bartków studiuje w Olsztynie i raczej tam zostanie. O zamknięciu browaru gadało się w pociągach do Olsztyna już pół roku wcześniej. W Braniewie jeszcze słuchy nie chodziły. Właściciel Budirolu już nie płacił pracownikom i nie zapłacił do końca. W tej sytuacji browar to elita – zwalniani dostaną pieniądze na do widzenia. Pani Bartków nie ma wątpliwości: przejedzą. Kolega z urzędu w Kwidzynie widział, jak to działa – kiedy zwalniano z Celulozy, nigdzie nie mógł kupić krzeseł. Bezrobotni za odprawy wyczyścili sklepy z mebli.

Przygnębienie wyszło na ulice Braniewa w sylwestra. Rok temu państwo Bartków wracali z balu nad ranem przez miasto pełne rozbawionych ludzi. W 2003 r. w drodze do domu minęli tylko jedną kobietę z psem.

Inwestor

Rankiem na bazarek nad rzeką, zwany w mieście rynkiem, przyjeżdżają mrówki graniczne. Te znaczniejsze rozkładają towar na straganach – asortyment jak na warszawskim Stadionie X-lecia, od ubrań po taniutkie miksery i podrabiane odtwarzacze samochodowe. To samo można kupić naprzeciwko braniewskiego ratusza, w specjalnym sklepie z kontrabandą zarekwirowaną przez celników. Babcie na bazarku noszą pod paltami naręcza pudełek z papierosami bez akcyzy. Dla bezpieczeństwa po kilka pudełek z każdej oferowanej marki. Hurtem odbiera się gdzie indziej. Na parkingu w samochodach na rosyjskich numerach pasażerowie grzeją się przy włączonych silnikach. Granica pusta, święta zmęczyły handlarzy. Braniewo mogłoby żyć z granicy, ale wygląda na to, że UE wytruje wszystkie mrówki.

Ludzie z browaru też próbowali zarabiać na granicy. Bohdan Lewkowicz pojechał raz: spędził w kolejce 17 godzin i prawie się spóźnił na nocną zmianę. Ma kolegów, którzy rzucili pracę w browarze, żeby mrówkować. Jeden wyrósł, zajął się ikonami, siedzi w więzieniu.

Lewkowicz i jego żona nie lubią Braniewa. Czekają na wrzesień, żeby zobaczyć, co się stanie. Odprawa z browaru pójdzie na spłatę działki nad morzem. Wchodzi w grę etat w innym zakładzie Grupy Żywiec. Jednak kiedy 15 listopada ktoś z zarządu tłumaczył, że na Zachodzie ludzie jeżdżą za pracą po kraju, Lewkowicz powiedział:

– Mniej filmów pan ogląda.
Krzysztof Ziętek też był na granicy. Tankował tanią benzynę do baku i sprzedawał ją w Braniewie. Ziętkowie niedawno wprowadzili się do jasnego mieszkania w kamieniczce. Krzysztof jeszcze nie wierzy, że nie będzie browaru. Czeka na wrzesień. Nie wyjadą z Braniewa.

Smalowie wyprowadzili się od teściów po 20 latach od ślubu. Mikołaj Smal wziął kredyt pod hipotekę. Córka jest kucharką, syn kelnerem, ale nie mają pracy. Smal będzie się do września inkubował i żałował dobrej roboty przy piwie. Nie wie, co zrobi po wrześniu.

Krzysztof Krawczyk kupił na spółkę z kolegą z browaru dom. Sam wyremontował swoją część na wysoki połysk. Ma rodzinę w Pionkach koło Radomia. Może pojedzie do Pionek zaczynać jeszcze raz.

Burmistrz Henryk Mroziński powołał komisję do ratowania Braniewa. Chce zrobić z miasteczka specjalną strefę ekonomiczną.

– Daj Panie Boże inwestora – mówi burmistrz.

Grupa Żywiec SA wynajęła znaną firmę do poszukiwania kupca na browar w Braniewie. Sprzeda taniej, jeśli chętny weźmie zakład z ludźmi.

Jest tylko jeden warunek: inwestor, który kupi browar z nowoczesną aparaturą do produkcji piwa, musi się zobowiązać, że nigdy więcej piwa w Braniewie nie wyprodukuje.

Minęła pora na EB.
Polsko-australijska spółka ELBREWERY COMPANY Ltd powstała w 1991 r.,
51 proc. akcji objęła w niej grupa kapitałowa Brewpole BV z Australii, a 49 proc. – Skarb Państwa. Dwa lata później należał do niej zmodernizowany browar w Braniewie, browar w Elblągu oraz trzy słodownie, a EB stało się najpopularniejszym piwem w kraju. W 1995 r. jako pierwsza firma działająca tylko w Polsce wyemitowała, bez gwarancji zewnętrznych, KWIT-y o wartości 170 mln zł (Komercyjne Weksle Inwestycyjno-Terminowe, atrakcyjnie oprocentowane obligacje), mające przynieść spółce środki na dalszy rozwój browaru w Elblągu.

W październiku 1998 r. Elbrewery – do której należały też browary w Gdańsku i w Leżajsku oraz firma J. I. Marketing zajmująca się sprzedażą i marketingiem wyrobów spółki – weszła w skład wielkiej spółki Żywiec SA; w sumie fuzja ta objęła 8 browarów. Wbrew zapowiedziom szefów Elbrewery fuzja nie wynikała jedynie z konieczności konsolidacji branży piwowarskiej, lecz ze słabej kondycji finansowej firmy, której udział w krajowym rynku piwa spadał
(z 18,1 proc. w 1996 r. do 12,9 proc. w 1999 r.). Elbrewery, która ponosiła
od 1997 r. duże koszty finansowe będące wynikiem jej dużego zadłużenia (przejęła m.in. gdańskiego Heweliusza wraz z jego zobowiązaniami), zmuszona była szukać silnego inwestora.

E.P.
NUMER 05/2003 (2386)

Polityka

MARCIN KOŁODZIEJCZYK