Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Piwo w pubie bez dymka?

12.01.2008

Palacze nie będą mieli łatwego życia. Jeśli Sejm przyjmie projekt, nie będą mogli puszczać dymka w miejscach publicznych, w tym na dworcach, przystankach, w pubach i... samochodach.

Ustawa jest dopiero w fazie projektu, ale znalazło się w niej wiele kontrowersyjnych zapisów, jak choćby zakaz palenia na ławce w parku, na balkonie czy w samochodzie.


- Palę od wielu lat, ale tylko w pomieszczeniach, nigdy na zewnątrz. Dlatego nie ogranicza mnie zakaz palenia, na przykład na przystankach. Nie palę także w samochodzie, głównie ze względu na dzieci. Trudno mi jednak wyobrazić sobie wypad do klubu i restauracji bez możliwości zapalenia do piwka czy po obiedzie. W takich miejscach powinna być jednak wydzielona przestrzeń dla palaczy. Dobrym pomysłem byłoby profilowanie knajpek - na te dla niepalących i dla palaczy - twierdzi pani Katarzyna - dziennikarka.


Pub bez unoszącej się w nim chmury papierosowego dymu - taki obrazek niektórym trudno sobie nawet wyobrazić. Właściciele już zastawiają się, jak będą wyglądały ich knajpki bez palaczy. - Jako osoba niepaląca, grająca w klubach i właściciel takiego przybytku - czekam na ustawę z utęsknieniem - wyznaje Józef Eljasz, właściciel bydgoskiego "Eljazzu", który jako jeden z pierwszych kilka lat temu jedną z klubowych sal przeznaczył dla niepalących. - Efekt był taki, że nikogo w niej nie było, a wszyscy, palący i niepalący, siedzieli razem w drugiej. Gdy w życie wejdzie ustawa o zakazie palenia, i tak wyznaczę dla palaczy jakieś miejsca. Pomysłów mam kilka, ale zdradzę tylko jeden - myślałem o ustawieniu angielskiej budki telefonicznej, która pełniłaby funkcję palarni - mówi.


Palący bydgoszczanie jedną z ogniowych prób przechodzą już od lipca ubiegłego roku, gdy w mieście wprowadzono zakaz palenia na przystankach. Za jego złamanie nałogowiec może zapłacić karę w wysokości od 20 do 500 złotych. Nie wszyscy, jak wynika z danych straży miejskiej, egzamin ten zdali. Przez pierwsze pół roku municypalni podjęli 768 interwencji, ale niemal połowa palaczy otrzymała od strażników jedynie pouczenie. 419 puszczenie dymka kosztowało mandacik, a 6 będzie się musiało tłumaczyć przed sądem. Dzięki nałogowcom do kasy miasta powinno wpłynąć ponad 21 tysięcy złotych.


Monika Żuchlińska - Express Bydgoski