Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Piwo się warzy

20.01.2000

Spadkobiercy właścicieli „Żywca” i „Okocimia” walczą o utracone browary.326 mln zł zażądał od Skarbu Państwa Kazimierz Badeni, jeden ze spadkobierców arcyksięcia Karola Olbrachta Habsburga – przedwojennego właściciela Browaru Żywiec. Następnego dnia, pod wrażeniem ogromu swych żądań, wycofał pozew z sądu. Nie oznacza to jednak rezygnacji Habsburgów z roszczeń do żywieckiego majątku. Spadkobiercy dwóch wielkich rodów piwowarskich – Habsburgów żywieckich i okocimskich Goetzów – prowadzą walkę o utracone browary.
„Wnoszę o zasądzenie na rzecz powoda od pozwanego Skarbu Państwa – Starosty Powiatowego w Żywcu łącznie kwoty 325.942.750 zł – czytamy w pozwie, jaki pełnomocnik Kazimierza Badeniego złożył w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej.

– Powód oświadcza, że kwotę zasądzonego przez Sąd odszkodowania zamierza w całości przeznaczyć na cele związane z zaspokajaniem potrzeb społeczności lokalnej w Żywcu, w tym Gminy Żywiec oraz zarządzanych przez inne podmioty, mających związek z życiem kulturalnym społeczności Żywca, na remonty zabytków Ziemi Żywieckiej, a także na cele charytatywne związane z budową domów dla ubogich, na cele kultu religijnego (budowę nowego klasztoru) oraz fundowanie stypendiów naukowych dla studentów”.

Dzień później ukazało się oświadczenie Kazimierza Badeniego o wycofaniu pozwu: „Z formalnego punktu widzenia moje roszczenie jest w pełni uzasadnione, a Skarb Państwa jest właściwym adresatem tego rodzaju roszczenia. Z drugiej jednak strony jest dla mnie niewyobrażalne, że mógłbym – zwłaszcza o tak znaczną sumę – skarżyć moje własne państwo. Poza argumentami czysto prawnymi istnieją jeszcze ważniejsze racje, a mówią one, że na rachunek odrodzonego państwa polskiego nie można bez ograniczeń i bez końca zapisywać sumy krzywd wyrządzonych w przeszłości ludziom przy okazji niszczenia polskiej niepodległości po II wojnie światowej”.

Odruch serca ojca Joachima

Kim jest człowiek miotany tak silnymi emocjami, który jednego dnia żąda fortuny, by drugiego z niej zrezygnować? To krakowski dominikanin, w zakonie znany jako ojciec Joachim. Ma blisko dziewięćdziesiąt lat i jest synem z pierwszego małżeństwa żony Karola Olbrachta Habsburga, przed wojną pana na żywieckim zamku. Ma trójkę przyrodniego rodzeństwa rozsypaną po całym świecie: brata Karola Stefana Habsburga mieszkającego w Szwecji i dwie siostry – Marię Krystynę Habsburg w Szwajcarii oraz Renatę Habsburg-Lorena de Zulueta w Hiszpanii. Cała czwórka od początku lat dziewięćdziesiątych zabiega o zwrot tej części majątku ich ojca, którą uważa za bezprawnie zabraną – o Browar Żywiec. Dotychczasowe starania nie przyniosły rezultatu, dlatego adwokaci, którzy przejęli prowadzenie spraw żywieckiej familii, przystąpili do zdecydowanych działań. Jednym z nich był pozew Kazimierza Badeniego o zapłatę 326 mln zł, czyli czwartą część wartości akcji sprzedanych przez Skarb Państwa w ramach prywatyzacji browaru w Żywcu.

Krzysztof Góralczyk, krakowski adwokat, jeden z pełnomocników spadkobierców Karola Olbrachta Habsburga, zapewnia, że wniesienie i wycofanie pozwu nie było ze strony rodziny demonstracją siły i zdecydowania ani adwokackim wybiegiem.

– Proszę mi wierzyć, to był autentyczny odruch serca – deklaruje mecenas Góralczyk w zastępstwie ojca Joachima, chwilowo złożonego chorobą. – Nie oznacza to jednak rezygnacji z roszczeń. Liczymy, że uda nam się z Ministerstwem Skarbu Państwa spór rozstrzygnąć polubownie.

Gdzie ta decyzja?

W resorcie skarbu hasło Habsburgowie wywołuje podenerwowanie. Biuro prasowe ministerstwa po krótkiej konsultacji z wiceministrem Krzysztofem Łaszkiewiczem, odpowiedzialnym za sprawy reprywatyzacji, komunikuje: „Nie będzie żadnych oficjalnych wypowiedzi do czasu rozstrzygnięcia sprawy”. Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że w tej sprawie toczą się pertraktacje. Ich przebieg i charakter otacza jednak tajemnica.

Spór dotyczy tego, czy browar został zgodnie z prawem znacjonalizowany w PRL, a więc czy w 1992 r. państwo miało prawo sprzedać akcje prywatyzowanych Zakładów Piwowarskich w Żywcu jako swoją własność? W prospekcie emisyjnym znajduje się deklaracja: „Podstawę prawną przejęcia na własność Skarbu Państwa browaru żywieckiego, uznanego za zakład leżący na nieruchomościach ziemskich i integralnie związanych z gospodarstwem rolnym, stanowił dekret z 6 września 1944 r. o reformie rolnej i decyzja Wojewódzkiego Urzędu Ziemskiego w Krakowie (PFZ LX/Przem/6/0/122/45) wydana w dniu 20 września 1945 roku”.

Habsburgowie wystąpili do ministra rolnictwa o stwierdzenie nieważności tej decyzji. Okazało się wówczas, że nie była to decyzja, tylko zaświadczenie, a tak w ogóle to... wcale jej nie było. „Pomimo usilnych poszukiwań (...) nie udało się odnaleźć jego oryginału ani też jego kopii”, stwierdził minister i umorzył postępowanie w sprawie „stwierdzenia nieważności nieistniejącej decyzji”.

Oddajcie browar

Adwokaci Habsburgów uważają to za dowód złej wiary Skarbu Państwa, skoro sprzedając browar powoływano się na nieistniejący dokument. Wystąpili więc do sądu o „uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym”. Domagają się wykreślenia Skarbu Państwa jako właściciela, zaś Zakładów Piwowarskich SA w Żywcu jako wieczystego użytkownika browaru i wpisania na ich miejsce spadkobierców Karola Olbrachta Habsburga.

– Kiedy sąd zmieni wpis w księgach wieczystych, wówczas wystąpimy o wydanie browaru – zapowiada mecenas Góralaczyk, który jest dobrej myśli co do ostatecznego rozstrzygnięcia. – Decyzji nacjonalizacyjnej przecież nie było, a potraktowanie browaru jako składnika gospodarstwa rolnego było niezgodne z przepisami obowiązującymi w latach czterdziestych.

Nie jest to jedyny proces, jaki Habsburgowie toczą przeciw „Żywcowi”. W innym postępowaniu domagają się, by piwowarska firma nie powoływała się na tradycje sprzed 1945 r. – nie używała określeń „Arcyksiążęcy Browar”, nie wymieniała nazwiska Habsburg i usunęła ze znaku firmowego koronę oraz datę założenia browaru „1856”. Twierdzą, że są to ich dobra osobiste bezprawnie zawłaszczone przez obecnych gospodarzy browaru.

Nie denerwować akcjonariuszy

W „Żywcu” konflikt z Habsburgami budzi pewien niepokój. Spółka jest notowana na giełdzie i o sporach z arcyksiążęcą rodziną musi informować swych akcjonariuszy. Stara się to robić w możliwie lakoniczny i uspokajający sposób, choć nigdy nie wiadomo, czy któreś z sądowych doniesień nie wywoła fatalnej w skutkach paniki.

– Nie czujemy się stroną w tym sporze, choć z formalnego punktu widzenia uczestniczymy w postępowaniu – deklaruje rzecznik spółki Grupa Żywiec SA Krzysztof Rut. Prawnicy firmy pocieszają się, że tak łatwo Habsburgom nie uda się podważyć decyzji nacjonalizacyjnych, a jeśli nawet zdołają to zrobić, to i tak zmartwienie spadnie na ministra skarbu. Janusz Lewandowski, w 1992 r. minister przekształceń własnościowych, własnym podpisem zagwarantował w prospekcie emisyjnym, że „Skarb Państwa odpowiada za ewentualne roszczenia osób trzecich”. Dlatego „Żywiec” nie zamierza podejmować z Habsburgami żadnych rozmów.

Niedostępny skarbiec

Podobne kłopoty jak „Żywiec” ma drugi słynny polski Browar Okocim. I on został po wojnie znacjonalizowany na podstawie dekretu o reformie rolnej, a spadkobiercy przedwojennych właścicieli zdołali doprowadzić do unieważnienia decyzji traktującej browar jako składnik majątku rolnego. Mimo to „Okocim” został sprywatyzowany, a jego akcje trafiły na giełdę. Dziś potomkowie barona Antoniego Jana Goetz-Okocimskiego, przedwojennego właściciela browaru, prowadzą walkę, by udowodnić swe prawa do zakładu. Sprawa nie jest jednak łatwa.

Problem polega na tym, że z formalnego punktu widzenia przedwojenny browar należał do spółki akcyjnej. Żeby ją wskrzesić, spadkobiercy muszą wybrać nowy zarząd i radę nadzorczą, a nowe władze wpisać do rejestru sądowego. Sąd musi jednak zobaczyć tytuł własności, czyli przedwojenne akcje „Okocimia”. Tych zaś właściciele nie mają, choć zdołali ustalić, gdzie się one znajdują: w skarbcu Narodowego Banku Polskiego. Przed wojną browar pod ich zastaw wziął kredyt i choć bank, który go udzielał, dawno nie istnieje, to akcje wędrując ze skarbca do skarbca przetrwały okupację i PRL. Minister finansów, w którego gestii znajdują się dziś przedwojenne papiery wartościowe zdeponowane w NBP, nie chce ich jednak wydać. Również minister skarbu nie kwapi się, by spadkobiercom przekazać pakiet akcji „Okocimia”, jaki zachował z myślą o roszczeniach reprywatyzacyjnych. W resorcie skarbu nikt oficjalnie nic nie wie o żądaniach spadkobierców Antoniego Goetz-Okocimskiego. Również pełnomocnik rodziny nie chce rozmawiać na ten temat.

– Za dwa miesiące będę miał interesujące wiadomości – zapowiada.

Choć władze „Żywca” i „Okocimia” dystansują się od sporów, jakie toczą byli spadkobiercy, to jednak wszyscy z nadzieją wyczekują na jakiś ruch właśnie ze strony władz obu spółek. Obie firmy należą do dwóch wielkich koncernów piwowarskich – „Żywiec” do Heinekena, „Okocim” do Carlsberga – które być może poczują się znużone stanem ciągłego oblężenia i zarzutów, że bogacą się na cudzej krzywdzie. Wszyscy przypominają przykład spadkobierców Emila Wedla, którym koncern PepsiCo, właściciel spółki Wedel SA, wypłacił odszkodowanie, by nie sprzedawać zakładu z ciągnącymi się procesami. Bo na rychłe pojawienie się ustawy reprywatyzacyjnej jakoś nikt nie liczy.
NUMER 04/2000 (2229)
Polityka

ADAM GRZESZAK