Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Piwo nawarzone

06.07.2004

Browary Górnośląskie popadły w stan jeszcze większej niepewności. Ostatecznie zapadła decyzja, że 12 sierpnia firma zostanie zlicytowana przez komornika. Choć od pięciu lat jest w stanie upadłości, nadal warzy piwo i przynosi zysk. Jednak jej dalsze losy trudno przewidzieć.
Przypomnijmy, że nie powiodły się próby sprzedaży zakładu w formie przetargu. Było ich w przeciągu ostatnich kilku lat w sumie dziesięć i choć cena przy każdym kolejnym spadała - z początkowych 30 mln zł do ostatecznych 15 mln zł - nie znalazł się nabywca, który chciałby go przejąć. Syndyk masy upadłościowej uważa, że licytacja jest dla browaru ostatnią szansą.

Upadłość z perspektywami
Firma popadła w stan upadłości w 1998 r. Przyczyną było przeinwestowanie. Wtedy do spółki wszedł syndyk, Zbigniew Suliga. Zachował się - jak na syndyka, którego rolą jest właściwie likwidacja zakładu - nietypowo. Rozwinął produkcję, rosła sprzedaż, pojawił się nawet zysk. Browar nadal produkuje piwo i sukcesywnie spłaca wierzycieli. W ciągu pięciu lat dług spółki zmniejszył się z 80 mln zł do 65 mln zł. Jej piwo cieszy się powodzeniem na Śląsku - w ub. roku sprzedaż wynosiła 235 tys. hektolitrów, utrzymując się na poziomie z 2002 r. Firma odnotowała też zysk, podliczony w 2003 r. na 2,3 mln zł netto. Reguluje swe bieżące zobowiązania, spłacając równocześnie 2,5 mln zaległych długów.

Próby ratunku i obietnice
Równocześnie podejmowane były próby znalezienia jak najlepszego rozwiązania na przetrwanie zakładu. Pracuje tu 180 osób, dla nich jest to kwestia być albo nie być. Zarówno syndyk, jak i przedstawiciele załogi zabiegali o to, by dochodowy już od kilku lat interes przetrwał. Wysunęli kilka różnych, bardzo konkretnych propozycji.

Opracowali koncepcję założenia spółki wierzycielskiej - niestety okazało się, że wyprzedzili prawo, gdyż dopiero później rozwiązanie takie zostało ustawowo usankcjonowane. Także spółka partnerska, udział w której zapowiedziało miasto, spełza na niczym, bo obietnice nie zostały spełnione. Z kolei na utworzenie spółki pracowniczej nie zgodziło się Ministerstwo Skarbu, do którego należy sto procent akcji obecnej spółki.

O ocalenie Browarów zabiegali również politycy różnego autoramentu, głównie w okresie przedwyborczym bądź w momentach istotnych dla ich kariery. Obietnice składał tu w czasie swej kampanii Jerzy Gołubowicz, potem Lechosław Jarzębski, a nawet - w czerwcu ub. roku, tuż przed referendum unijnym - Leszek Miller. Jednak na nic się one nie zdały.

Dwie części licytacji
Zapowiedziana na 12 sierpnia licytacja odbędzie się w dwóch etapach. O to też zabiegał syndyk, szukając do końca sposobu na przetrwanie zakładu. - Komornik nie może sprzedawać przedsiębiorstwa w całości, trzeba by więc browar zamknąć, a to oznaczać mogłoby, iż już do życia nie wróci - mówi Suliga.

- Dlatego rano w sądzie komornik licytować będzie nieruchomości - grunt i zabudowania, a ja tego samego dnia o godz. 15. przeprowadzę w browarze licytację ruchomości - linii rozlewczej, samochodów, piwa w toku produkcji itp. Takie rozwiązanie pozwala na zachowanie ciągłości produkcji. Za nieruchomości wyznaczono cenę 7,3 mln zł. By nabyć również ruchomości, trzeba dysponować łącznie kwotą około 14 mln zł.
Dziennik Zachodni

Romana Gozdek