Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Piwo na festynie z okazji Dnia Dziecka

04.06.2007

Na głównej imprezie dla zielonogórskich maluchów na miejskim stadionie sprzedawano alkohol. - To skandal - uważają oburzeni rodzice. Innego zdania są organizatorzy. - Nie wyobrażam sobie tej imprezy inaczej. Przecież nawet na przykościelnych festynach sprzedaje się piwo. Jeśli komuś to przeszkadza niech jedzie do krajów arabskich - komentuje sprawę Robert Dowhan, prezes klubu żużlowego i radny PO.

Festyn z okazji Dnia Dziecka odbył się 1 czerwca na stadionie Zielonogórskiego Klubu Żużlowego przy ul. Wrocławskiej. Główną atrakcją był koncert Kasi Kowalskiej. Wcześniej maluchom zaprezentowali się strażacy z grupy wysokościowej i policjanci z psami. Były konkursy, a na koniec pokaz sztucznych ogni. O imprezie napisał do nas oburzony rodzic. - Wybrałem się z czteroletnim synkiem oraz znajomymi i ich dziećmi na hucznie reklamowany przez Radio Zielona Góra oraz "Gazetę Lubuską" festyn. Na stadionie byliśmy punktualnie o godz. 17. Widziałem tam: sponsorów, pana prezydenta, żużlowców. Był punkt wydawania darmowych balonów, stoisko z kiełbaskami, hot-dogami oraz z lodami tylko na kupony. Dalej cztery wozy strażackie, cztery mercedesy, kilka miejsc z grami zręcznościowymi, show-mani i strong-mani. Na scenie przekrzykiwali się redaktorzy z Radia Zielona Góra. Wstrząsnął mną widok kilku całkiem nieźle nawalonych gości z plastikowymi kubkami z piwem! Organizator tego "wspaniałego" festynu dla dzieci zadbał o oczywiście o możliwość kupienia piwa na stadionie! Dlaczego? Kto na to pozwolił? Widok pijaków był ostatnią atrakcją tego festynu, jaką zapamiętał mój czteroletni syn. Może czas najwyższy organizację imprez dla dzieci zlecać profesjonalistom? - pyta Piotr z Zielonej Góry.

Podobne wrażenie ma pan Marcin, który na festyn przyprowadził 9-letnią chrześnicę. - Na imprezie były tylko dwie budki z żywnością dla dzieci: popcorn i watą cukrową. Ogonki kolejek sięgały szerokości całej murawy. Takie same były do pań, które malowały dzieciom buźki. Natomiast kiedy ludzie wyszli pozostało po nich na murawie mnóstwo pustych kubków po piwie. Nie brakowało nietrzeźwych osób. Część z nich stała potem za bramami stadionu i śpiewała falubazowe piosenki aż je echo niosło na całe miasto - opowiada. 
O opinię zapytaliśmy głównego organizatora Roberta Dowhana, prezesa klubu żużlowego i radnego PO. Obruszył się, że zapytaliśmy go o alkohol na imprezie dla dzieci. - Nie róbmy niepotrzebnej afery, w końcu piwo to nie spirytus. Poza tym sprzedali go bardzo mało. Pogoda była nieodpowiednia na picie - komentuje. - Gastronomia była u góry, a zabawa na dole. Co w tym złego, że jeden rodzic stał z dzieckiem w kolejce do malowania buzi a drugi spotkał w tym czasie kolegę i poszedł z nim na piwo? Nie widzę nic złego. Żyjemy w XXI wieku. Reklama piwa jest dopuszczalna nawet w telewizji. Na stadionie wiszą też banery i nie ściągaliśmy ich. Nie wyobrażam sobie tej imprezy inaczej. Przecież nawet na przykościelnych festynach sprzedaje się piwo. Jeśli komuś to przeszkadza niech wyjedzie do krajów arabskich. Żadne dziecko nie zginęło i żadne sygnały oprócz komplementów do nas nie dotarły. Dzieciom nie sprzedawaliśmy. Nikt też nie robił konkursu o puszkę piwa - dodaje Dowhan. Współorganizatorem odpowiedzialnym za stronę artystyczną przedsięwzięcia były Radio Zachód i Radio Zielona Góra. - Chcieliśmy uniknąć sytuacji wnoszenia alkoholu z pobliskiej stacji paliw. Wyraziliśmy zgodę ponieważ alkohol był sprzedawany tylko na koronie stadionu - komentuje Marek Jankowski, redaktor naczelny RZG. 

Problemu nie widzi też magistrat, który wydał pozwolenie na sprzedaż alkoholu i do organizacji święta dołożył 16 tys. zł. - Z formalnego punktu widzenia alkohol był tam dopuszczalny. Jednak jeśli na stadionie pojawili się pijani ludzie, to było to naganne. Wyciągniemy z tego wnioski na przyszłość. Prawdopodobnie w przyszłym roku na święcie dzieci alkoholu nie będzie - komentuje Tomasz Nesterowicz, kierownik biura prezydenta.. Możemy zapewnić o tym rodziców? - Impreza była adresowana dla dzieci, ale pojawili się na niej dorosłych i to oni mogli sobie wypić piwo. Trudno się zarzekać. Po prostu w tym kierunku będziemy zmierzać - wyjaśnia.

Sytuacją oburzona jest szefowa Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. - Został wysłany niebezpieczny przekaz. Okres dorastania to czas kiedy tworzą się wzory picia i postawy wobec alkoholu. Nie jest dobrze, aby każda zabawa kojarzyła się najmłodszym z piciem. Uważam, że decyzja organizatorów była nieprzemyślana i nieodpowiedzialna. Na takich imprezach nie powinno się promować alkoholu. Nie bez powodu apelujemy, aby takie radosne święto jak Dzień Dziecka obchodzić bez niego. To jest możliwe. Zdobycie innego sponosora niż browar jest realne. Organizujemy wiele imprez i to się naprawdę udaje - komentuje Katarzyna Łukowska, zastępca dyrektora PARPA.

 


Kalina Celińska, Gazeta Wyborcza Gorzów