Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Piwo jak zupa u mamusi

26.08.2008

Pierwszy w Zachodniopomorskiem pub z własnym minibrowarem powstanie w Koszalinie. Będzie się zwał Kowal.

Kowal, bo tak będzie się nazywał pub, znajduje się w Koszalinie przy ul. Grunwaldzkiej - w obrębie browaru produkującego m.in. piwo Brok. W tym samym miejscu jeszcze do niedawna działał pub Milton.
- Nazwa pochodzi trochę od nazwiska współwłaścicieli, a trochę chcieliśmy się odróżnić od innych tego typu lokali, które zawsze w nazwie mają jakąś pochodną słowa browar. A poza tym to tradycyjna, swojska i polska nazwa, która się dobrze kojarzy - wyjaśnia 24-letni Mikołaj Kowalczyk, syn jednego z trzech współwłaścicieli i główny piwowar Kowala. 

Gdy przyjechałem do Kowala, produkcja piwa była w toku. - Zrobiliśmy już pierwszą partię ok. tysiąca litrów piwa. W tej chwili robimy kolejną. Lokal otworzymy, gdy piwo będzie gotowe, czyli na przełomie września i października - zapowiada Mikołaj Kowalczyk.

Mikołaj przeszedł szkolenie w Bawarii, a przy uruchomieniu linii w Kowalu pomagają mu i doradzają Wolfgang Trautner z Amberga, jeden z najlepszych mistrzów browarnictwa na świecie, i Ralf Nestmann, inżynier browarnictwa z firmy Kaspar-Schultz (producent linii produkcyjnych dla minibrowarów).

- To najlepsza tego typu firma na świecie. Prawdziwy rolls-royce wśród browarów! - podkreśla Mikołaj Kowalczyk. - Taki sam browar jak nasz ta firma montowała niedawno księciu Monako.

Minibrowar to połączenie tradycji z nowoczesnością: tradycyjna receptura - pochodzi z 1516 r. - i naturalne produkty trafiają na sterowaną komputerem linię produkcyjną. W pomieszczeniu, gdzie piwo leżakuje, na specjalnej tablicy można sprawdzić, jaką temperaturę mają poszczególne zbiorniki. Żywot piwa rozpoczyna się od ważenia.

- Mieszanki zbóż, które kupujemy w Bawarii [przy kadziach stoi kilka worków wypełnionych grubo mielonym ziarnem - AK], mieszamy w taki sposób, żeby uzyskać odpowiednie piwo, np. ciemne lub jasne - wyjaśnia Mikołaj Kowalczyk. - Potem ziarno gotuje się w kadziach o pojemności 10 hektolitrów. Po 50 minutach dodajemy ok. 450 g chmielu i gotujemy przez kolejne 10 minut, po których dodajemy kolejne 450 g chmielu.

Następnie brzeczka płynie rurami do chłodzenia (chłodnica wygląda podobnie do samochodowej) i napełnia się nią zbiorniki fermentacyjne - w Kowalu są trzy takie. Na tym etapie dodawane są drożdże - na zbiornik jest ich ok. pięciu litrów.

- W zbiorniku fermentacyjnym piwo musi postać od pięciu do siedmiu dni. Później jest przepompowane do następnych zbiorników, w których leżakuje. W zależności od gatunku piwa, od czterech do sześciu tygodni - tłumaczy Mikołaj Kowalczyk. - Później rurami popłynie do baru.

W trakcie naszej rozmowy kolejna partia piwa została przetoczona z kadzi do fermentacji. Przez szklany fragment rury widać płynącą złotą ciecz, a chwilę później w szklanej rurze, która wskazuje poziom piwa w zbiorniku fermentacyjnym, złoty słupek zaczął się podnosić. W całym lokalu czuć przyjemny zapach piwa.

- Będziemy produkować piwo jasne typu lager, ciemne, czyli dunkel, i waisen, czyli pszeniczne - zapowiada główny piwowar Kowala. - Oprócz tego będziemy robić też piwa sezonowe, np. ciemne i słodkie typu bock. To, jaką będą miały moc, zależy od bardzo wielu czynników, m.in. długości leżakowania.

- Różnica między naszym piwem a tzw. firmowym będzie taka, jak między zupą mamy a zupą z torebki typu gorący kubek - zachwala Artur Piątek, drugi współwłaściciel Kowala. - My nie będziemy naszego pasteryzować, a przy produkcji będziemy stosować tylko cztery naturalne produkty: wodę, słód, chmiel i drożdże.

Piwo ma być podawane w pół- i litrowych kuflach.

A ile te cuda mają kosztować? - W granicach 6 zł za pół litra. - obiecuje Artur Piątek.

Pytam mistrza browarnictwa Wolfganga Trautnera, czy w Kowalu będzie dobre piwo?

- Piwo trzeba czuć i podchodzić do niego z sercem, a wtedy na pewno się uda. Ufam Mikołajowi, bo wiem, że zna się na tej pracy - mówi Wolfgang Trautner, który pracował już przy uruchomieniu pięciu minibrowarów w Polsce, m.in. w Gdańsku, Radomiu i Kaliszu. - Co do smaku, to będą korygować go sami klienci, którzy będą mówić, że jest za słabe, za mocne czy za słodkie. Dobry piwowar wsłuchuje się w te głosy i poprawia piwo tak, żeby smakowało klientom.

 

 

 


Andrzej Kulej, Koszalin, Gazeta Wyborcza Szczecin