Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Piwna awantura z morzem w tle

12.07.2007
Piwna awantura z morzem w tle Piwna awantura z morzem w tle

Komenda policji w Kamieniu o włos od okupacji zdesperowanych restauratorów. To skutek afery piwnej, która wybuchła w Dziwnowie.

Od wczorajszej nocy w policyjnym depozycie jest już kilkaset litrów piwa, kegi i nalewaki. Oddania "dowodów rzeczowych" domagają się miejscowi przedsiębiorcy. Po wieczornej awanturze na komendzie zamierzali nawet rozpocząć okupację budynku. Na razie zrezygnowali. Wczoraj wieczorem miało dojść do ostatecznej rozgrywki. 

- Piwo będziemy nadal sprzedawać, bo nie łamiemy prawa - zapewnia Andrzej Piotrowski, jeden z protestujących i szef knajpki "Bocianie Gniazdo" w Dziwnowie.

- To co robicie to omijanie prawa, a na to nie ma zgody - odpowiada szef kamieńskiej policji.

Nie ma kocesji? Jest koncesja!


Afera wybuchła kilka dni temu. "Bocianie gniazdo" to jeden z najbardziej znanych lokali w Dziwnowie. Znajduje się w samym centrum miasta. Poł roku temu właścicielom skończyła się zgoda na sprzedaż piwa w lokalu. Nowej do tej pory nie otrzymali.

Dlatego wpadli na przebiegły plan. Wynajęli firmę kateringową, która ma uprawnienia do sprzedaży piwa. Spółka organizuje w lokalu "zamknięte" przyjęcia na zaproszenia. Sęk w tym, że na przyjęcie może wejść każdy. Warunek: trzeba mieć zaproszenie. A z tym nie ma problemu. Zaproszenia są rozdawane w całym powiecie. To zwykły kawałek kartki z informacją o atrakcjach w lokalu. Wystarczy go pokazać przed wejściem i wstęp zapewniony. W środku serwowane jest m.in. piwo. Klientów nie brakuje.

- Przyznaję, że wykorzystaliśmy lukę w prawie, ale jako obywatelom wolno nam. Skoro urząd miasta robi problemy z zezwoleniem na alkohol, to znaleźliśmy inny sposób - tłumaczy Andrzej Piotrowski. - W takich małych miejscowościach burmistrzowi powinno zależeć na pomocy miejscowym przedsiębiorcom. Tajniacy przy stole

O niecodziennych imprezach szybko dowiedziała się policja. W środę wieczorem przystąpiła do działania. Wewnątrz, przy stoliku dwóch funkcjonariuszy w cywilu obserwowało jak działa "zamknięte przyjęcie".

- W pewnej chwili wstali i zarządali koncesji na sprzedaż alkoholu. Nie przyjmowali tłumaczeń, że wystarczy zgoda, którą posiada firma kateringowa. Zaczęli wynosić alkohol. Zrobili to mimo, że nie podpisałem żadnego protokołu - twierdzi Piotrowski.


Oddajcie nam piwo!


Do policyjnego busa trawił cały alkohol, który był akurat w lokalu. Razem kilkaset litrów. Właściciele zarekwirowanego piwa twierdzą, że policja ukradła im nektar bogów. Dlatego wieczorem poszli na komendę po odbiór swojej własności.

- Doszło do awantury, bo dyżurny udawał, że nie wie o co chodzi. Jesteśmy tak zdesperowani, że postanowiliśmy zacząć okupację komendy. Zrezygnowaliśmy z tego na razie nie było tam warunków. Ale nie zostawimy tak tej sprawy- mówi jedna z osób, która była na komendzie.

Właściciel firmy kateringowej napisał skargę na policjantów. Domaga się zwrotu alkoholu i przeprosin.


Co dalej, zdecyduje prokurator


Szef kamieńskiej policji odpiera zarzuty.

- W "Bocianim gnieździe" doszło do omijania prawa, a my nie możemy na to pozwolić- mówi podinsp. Krzysztof Targoński. - To, że firma kateringowa ma pozwolenie, nie oznacza, że może sprzedawać alkohol w lokalu bez koncesji. Jeśli się pomyliliśmy, to przeprosimy. Ale jestem przekonany, że to my mamy rację - zapewnia.

Dziś sprawie ma się przyjrzeć prokurator rejonowy w Kamieniu Pomorskim. Zdecyduje co zrobić z zatrzymanym piwem.

 

Mariusz Parkitny, Głos Szczeciński