Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Oktoberfest!

23.10.2008

Największe na świecie święto piwa, organizowane jest po raz 175. w Monachium. Niemcy jak każdy naród z pewnością lubią wiele miesięcy w roku, jednak wydaje mi się, że jednym z ich ulubionych - jest październik. Czy ktoś spyta dlaczego?

Odpowiedź jest jasna, kto choć raz był w tym kraju, musiał zorientować się co jest narodowym trunkiem Niemców. Oczywiście piwo! W październiku wiele osób korzysta z okazji i bierze w pracy dwutygodniowy urlop, po to aby spokojnie od świtu do zmierzchu świętować Oktoberfest, czyli święto piwa. Na te największe na świecie dożynki chmielowe do Bawarii docierają ludzie z całego świata. Wypijają tutaj 5 milionów litrów piwa.

Nie miałabym sumienia tego opuścić mieszkając parę kilometrów od centrum Monachium, gdzie na ogromnym placu odbywa się impreza. Musiałam dołączyć do grona sześciu milionów ludzi, którzy przyjeżdżają świętować. Z roku na rok ta liczba się zwiększa. Tak samo jak ilość spożywanego piwa. Wyprawę rozpoczynamy już pierwszego dnia, żeby nie opuścić rozpoczęcia. O godzinie 8 rano już jesteśmy na Theriesienwiese (placu, gdzie wszystko się odbywa).

Stoimy ściśnięci miedzy tysiącami już podchmielonych uczestników imprezy. Dostrzegamy młodą dziewczynę na koniu, która otwiera Oktoberfest. Za nią w powozie jedzie burmistrz miasta i gubernator Bawarii. Dalej ciągną barwnie ubrani właściciele browarów, kelnerzy i kelnerki oraz orkiestry i zespoły muzyczne. Burmistrz otwiera pierwszą beczkę piwa. Punktualnie o godzinie 12, wielkim młotem wbija kran do pierwszej beczki trunku. Wszyscy wokół nas się cieszą, śpiewają niemieckie szlagiery i obejmując się ramionami, kołyszą rytmicznie na boki i tańczą na ławkach. Wszystko wskazuje na to, że od tej chwili przez 16 dni tubylcy i przyjezdni będą pochłaniać niezmierzone ilości piwa i golonki.

Po całej fecie związanej z rozpoczęciem postanawiamy rozejrzeć się i troszkę pospacerować. Nie mogę napatrzeć się na kolorowe stroje kobiet sukienki-chłopki, z dopasowaną górą, marszczoną spódnicą i fartuszkiem. Młode dziewczyny noszą raczej krótkie przed kolano, natomiast starsze - dłuższe. Jednak wszystkie są bardzo kolorowe i przyciągają wzrok. Panowie natomiast noszą skórzane spodenki na szelkach. Według mnie też całkiem oryginalne, nie tak jednak jak stroje kobiece. Wszędzie porozstawiane są stragany, gdzie można dostać ciekawe pamiątki, pocztówki, bawarskie misie, kufle i wiele innych. Dla chętnych adrenaliny są mrożące krew w żyłach karuzele, domy strachu, kolejki górskie, Dla dzieci organizowane są ciekawe zabawy.

Jednak największa atrakcja to ogromne namioty z piwem. Każdy browar ma swój, który mieści kilka tysięcy ludzi. Żeby dostać się do środka musimy odczekać w kolejce dobrą godzinę. Wreszcie zwalnia się kilka miejsc i możemy wejść. Upatrzyliśmy sobie Paulanera, z prostej przyczyny: bo to moje ulubione piwo. Na samej górze jego namiotu kreci się gigantyczna imitacja napełnionego kufla oczywiście z pianą na dwa palce. W środku porozstawiane są duże ławy, przy których można się napić. Wesołe kelnerki roznoszą browary. Zastanawiam się jak one maja siłę unieść na raz 6 piw. Na Oktoberfest pije się z massow czyli kufli, które mieszczą w sobie jeden litr trunku. Jest już godzina 14, a ludzi ciągle przybywa, kolejki przed namiotami stają się coraz dłuższe. W środku naszego impreza trwa w najlepsze, orkiestra przygrywa biesiadna muzykę. Ludzie pija, rozmawiają, jedzą i bawią się. Wszyscy zadowoleni, wśród znajomych, z pewnością mile spędzają czas.

Gdy już nadchodzi wieczór zaczynamy być zmęczeni, powoli dopijamy ostatki piwa i zbieramy się. Na nasze miejsca już czekają następni, więc zwalniamy stolik. Pełni wrażeń opuszczamy plac i udajemy się spacerem w kierunku metra. Spędziliśmy na tej imprezie jeden dzień i na pewno starczy nam to na jakiś czas, niektórzy przyjeżdżają z bardzo daleka, żeby chociaż raz moc uczestniczyć w tym wydarzeniu. Myślę, ze miło jest przeczytać relacje z Oktoberfest jednak gorąco zapraszam do zobaczenia na własne oczy, z pewnością szybko tego nie zapomnicie...

Aneta Kluczewska, Wiadomości24.pl