Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Okruchy życia

03.02.2005

Niegdyś w Bydgoszczy było 5 browarów, dziś jest tylko jeden. Pośrednio kontynuuje on tradycję Browaru Bydgoskiego. Natomiast o odzyskanie Browaru Obywatelskiego w Myślęcinku stara się od lat rodzina Roszewskich.
Zgodnie z zapisem w książce adresowej z 1929 roku w Bydgoszczy istniało kilka browarów: braci Brauner (Zbożowy Rynek 8), który polecał: "swe znakomite piwa: "Jasne”, "Specjalne”, "Ciemne”, "Koźlak” oraz "Malta” piwo słodowe”, Browar Myślęcinek, Reprezentacja Browaru Okocimskiego (ul. Jackowskiego 37/39) z restauracją "Zagłoba” przy ul. Gdańskiej: "Właściciel Michał Grabowski - piwo okocimskie i różnych innych gatunków, restauracja i sala do śniadań, pierwszorzędna kuchnia, dobrze pielęgnowane trunki i zakąski. Koncert. Lokal otwarty dzień i noc. Piwa eksportowe, marcowe i porter” oraz Reprezentacja Browarów Chełmińskich Ryszarda Hanusza (ul. Pod Blankami 3). Natomiast Browar Bydgoski znajdował się przy ul. Ustronie 6 - w jego skład wchodziły też: słodownia i fabryka wód mineralnych.
Czternaście lat wcześniej,
w 1905 roku Stanisław Roszewski wyemigrował do Chile, potem przez kilka lat mieszkał we Francji, by wrócić do Bydgoszczy. Tu w 1927 r. kupił jeden z owych pięciu browarów. Wcześniej firma należała do Józefa Kierońskiego. Stanisław Roszewski zapłacił za nią 50 tys. marek. Po kapitalnym remoncie, 10 sierpnia 1931 roku ponownie rozpoczął warzenie piwa.
- W Myślęcinku ojciec produkował znakomite piwo - wspomina Rene Roszewski, syn Stanisława. - Mieliśmy bardzo dobrą wodę - ojciec wykopał trzy studnie artezyjskie i kupował najlepszej jakości słód. Obok browaru był ogródek piwny. Wielu bydgoszczan spacerkiem przychodziło do nas na piwo. Pamiętam, że tata wymyślił litrowe butelki. Nalewano w nie piwo jasne bądź ciemne. Chyba nazywało się "Matuś”, a firma Browar Obywatelski... Niedawno spotkałem pewnego pana, który pamiętał, że w naszym ogrodzie była papuga. Duża, zielona.

Ucieczka
Pan Rene pamięta też pierwsze dni wojny:
- Ojciec czekał do ostatniej chwili. Nie chciał opuścić browaru. Uciekaliśmy w "krwawą niedzielę”, wozem do rozwożenia piwa. Wszystko zostawiliśmy w browarze, więc pamiątek rodzinnych nie mam zbyt wielu. Zatrzymaliśmy się przy placu Kościeleckich. Widziałem jak Niemcy strzelali z kościelnej wieży do Polaków, tak jak do kaczek! - mówi Rene Roszewski. - W wozie mieliśmy materace z browaru, coś do spania. Jechaliśmy w kierunku Inowrocławia. W czasie ucieczki, nad drogą przelatywały niemieckie samoloty, z których żołnierze strzelali do uciekinierów. Chowaliśmy się w kartofliskach. Tak udało się nam dotrzeć do Kutna. Nie pamiętam, dlaczego ojciec postanowił, że wracamy. Podróżowaliśmy pod prąd. Pewnego dnia na drodze spotkaliśmy trzech Niemców, jechali na motocyklu, takim z przyczepą. Zatrzymali nas, zrewidowali. Na szczęście tata zdążył schować pistolet, wrzucił go do worka z obrokiem dla konia. Niemcy eskortowali nas do rogatek Bydgoszczy, pod obecne lotnisko. Potem okazało się, że Niemcy zajęli nasz dom i browar. Przenieśliśmy się więc do mieszkania w kamienicy przy Gdańskiej 135 (należała do ojca), jednak i stamtąd nasz wyrzucono.
Rene Roszewski wspominał również swoją pierwszą komunię: - Przyjęcie wyprawiono mi w naszym ogródku piwnym. Przypuszczam też, że w kościele w Osielsku do dziś jest dzwon, na którym znajduje się imię i nazwisko ojca. Byliśmy współfundatorami dzwonu.
Rodzina Roszewskich kilka razy próbowała odzyskać browar w Myślęcinku - bezskutecznie.
Pod koniec XIX wieku
stały już pierwsze budynki browaru przy ul. Ustronie 5/6 (Dorotheenstr. 5/6, 30) zaprojektowano je po 1850 r. W 1865 roku browar rozpoczął produkcję słodu i piwa. W 1924 r. ogrodzono teren firmy.
W "zgłoszeniu przemysłu” z 1930 r. Władysław Kordziński informował, że w pobliżu browaru zamierza uruchomić fabrykę dywanów, chodników i mat.
- Wytwórnia sąsiaduje z realnością T. Kiffa. Na realności znajduje się niezajęty spichlerz - oświadczył Władysław Kordziński. Pozwolenie na proponowaną działalność zostało wydane. Jednak, czy fabryka dywanów rzeczywiście istaniała?

Gazeta Pomorska

Hanna Walenczykowska