Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

O braku naszego piwa

19.06.2008

Gdy dobrych parę lat temu przebywałem w Poznaniu, a było to podczas rekordowych upałów, w osłupienie wprawiła mnie scena w osiedlowym "spożywczaku". W kolejce stał przede mną robotnik z pobliskiej budowy. Gdy przyszła jego kolej, poprosił sprzedawczynię o dwa piwa. Ta bez zmrużenia okiem odpowiedziała - nie ma. Zniesmaczony robotnik wyszedł, trzaskając drzwiami. Co w tym dziwnego? Ano to, że za ekspedientką rzędem stały butelki piwa. Ale nie było tam poznańskiego Lecha.

Potem wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, która wskazywała, że poznaniacy są niezwykle wrażliwi na punkcie tego, co "nasze" i tego, co "inne". "Nasze" jest najlepsze, jest hołubione, jest wyjątkowe. "Inne" - w najlepszym razie "może być". Taka postawa nie bierze się znikąd. Tamtejszy Urząd Marszałkowski, wraz z poznańską Akademią Rolniczą certyfikuje lokalne produkty. Po certyfikacji trafiają do sklepów i marketów, gdzie stawiane są na widocznym, honorowym miejscu. Tylko na takim prostym zabiegu towary te zyskują na prestiżu, a miejscowe marki stają się "trendy". Bydgoszczanom niestety jeszcze do tego daleko. Z jednej strony dlatego, że lokalne produkty są często słabo lub w ogóle promowane, więc trudno je znaleźć na półkach. Z drugiej, że nawet jeśli się tam znajdą, kuszeni reklamami, chętnie zamieniamy je na światowe marki. A potem słychać żale, że nie ma już bydgoskiego piwa, a browar z wiekowymi tradycjami padł. 


Padł, bo woleliśmy jasne z pianką, które widzieliśmy na szklanym ekranie. O czym tu jednak mówić, skoro nadal wielu bydgoskich piwoszy jest święcie przekonanych, że Kujawiak nadal produkowany jest nad Brdą, choć dzieje się to na drugim końcu Polski.


Sławomir Bobbe - Express Bydgoski