Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Nowy i stary Brok

22.01.2003

Koszaliński browar po zmianach. Rozmowa z Tomem Greskiem, prezesem Browarów Brok SA w Koszalinie.
- Kiedy rozmawialiśmy ostatnio Brok był w przeddzień zawarcia sądowego układu z wierzycielami. Proszę powiedzieć, jaki jest ostateczny kształt układu i jak przebiega jego realizacja?

- Układ nam się udał. Głosowało za nim 85 procent naszych wierzycieli, a - przypominam - było ich aż 206. Zadłużenie wobec nich wynosiło około 15 milionów złotych. Umówiliśmy się na redukcję 38 procent zaległości i całości odsetek. Pozostałą kwotę będziemy naszym wierzycielom spłacać przez 5 lat w ratach co 6 miesięcy.

- Wierzycieli drobnych planował pan spłacić od razu.

- I tak się stało. Wszystkich, którym byliśmy dłużni do 7 tysięcy złotych po redukcji, spłaciliśmy jednorazowo w ciągu 2 tygodni po uprawomocnieniu się układu sądowego. Z pozostałą setką rozliczymy się do końca 2007 roku.

- Co z długiem bankowym?

- I tu wszystko poszło po naszej myśli. Jak pani pamięta, Browary Brok były winne Bankowi Pekao SA 95 milionów złotych. Dług ten wykupiły od banku Browary Strzelec SA, związane z przewodniczącym Rady Nadzorczej Broka Adamem Brodowskim. Tym samym majątek przewłaszczony na rzecz Pekao SA został przejęty przez Strzelca.

- Czyli teraz właścicielem Broka jest pan Brodowski.

- No nie do końca. Dziś mamy do czynienia nie z jedną, a z dwiema spółkami. Wydzielony z Broka zakład produkcyjny w Koszalinie wszedł w skład spółki giełdowej o nazwie Browary Polskie Brok-Strzelec SA, który obejmuje trzy zakłady: w Koszalinie, Jędrzejowie i Rybniku. Siedziba spółki mieści się w Krakowie. Zakład koszaliński jest odziałem Broka-Strzelca i ma osobowość prawną, by można było tu, na miejscu, rozliczać podatki. Co do pana Adama Brodowskiego, to wraz z małżonką jest on głównym akcjonariuszem Browarów Polskich Brok-Strzelec. Państwo Brodowscy mają około 40 procent akcji spółki.

- A pan?

- Ja jestem tak zwanym małym akcjonariuszem.

- Co z Połczynem?

- Zakład w Połczynie nadal funkcjonuje pod nazwą Browarów Brok SA...

- i należy...

-... do mnie i Adama Brodowskiego w 85 procentach, w 15 procentach do Jana Toi. Tyle że nie jest już zadłużony i firma może bezpiecznie funkcjonować.

- Czy w obu zakładach będzie produkowane piwo?

- W Koszalinie tak. W Połczynie właśnie montujemy nową linię technologiczną do rozlewu wody gazowanej i niegazowanej w butelki typu PET pod nazwą "Połczyn Zdrój”. Będziemy też w Połczynie usługowo rozlewać piwo puszkowe dla Browarów Polskich Brok-Strzelec SA.

- Co z zatrudnieniem? Czy w związku z restrukturyzacją firmy zwolniliście ludzi?

- Jeżeli chodzi o Połczyn, to tu nic się nie zmieniło. Było i jest 80 miejsc pracy. Ale w sumie w "starym” Broku oficjalnie zatrudniamy 105 osób. 20 przed zmianami poszło na zwolnienia lekarskie i przebywa na nich do dziś, kilka osób jest na urlopach wychowawczych. W Koszalinie do nowo powstałej spółki przeszło 179 osób, czyli wszyscy dotąd tu zatrudnieni.

- Panie prezesie, minął rok, od kiedy kupił pan od Holstena spółkę Brok. Czy dziś już pan wie, jak doszło do tak ogromnych kłopotów finansowych tej firmy?

- Oczywiście. Spółkę położyły firmowe spółki dystrybucyjne oraz dwukrotna podwyżka podatku akcyzowego w latach 2000-2001oraz zakaz reklamy piwa. Co do spółek zależnych, to jak pani pamięta, Brok powołał w sumie 11 spółek do dystrybucji piwa w całym kraju. Sam pomysł nie był zły, tylko trzeba było je pilnować. Tymczasem koszty ich utrzymania były wysokie, na dodatek spółki, żeby się wykazać, często rzucały piwo na rynek bez zapłaty.

- Utworzenie spółek dystrybucyjnych to, o ile pamiętam, to był pana cel strategiczny i pierwsze z nich powstały jeszcze za pana rządów w Broku.

- Za moich czasów powstały 3-4 spółki wokół Koszalina. Były blisko, można je było kontrolować. W 2000 roku Brok utworzył spółki między innymi we Wrocławiu i Krakowie. Były daleko. Żeby je nadzorować, trzeba było zainwestować 5-10 milionów złotych w komputerowy system kontroli. Holsten się na to nie zgodził. Nie zgodził się także na sprzedaż spółek, chociaż to był jedyny sposób na pozbycie się kosztów i zachowanie sieci sprzedaży piwa. Dlatego postanowiłem z Broka odejść.

- A wie pan, co się mówi w Koszalinie? Że celowo doprowadził pan Broka do granicy bankructwa, po to, żeby go potem kupić tanio...

- Ha, ha, ha. W 2000 roku faktycznie nie wiodło się Brokowi najlepiej, ale też nie było źle. Była szansa na wybrnięcie z kłopotów, jeśli tylko właściciel spółki byłby elastyczniejszy i miał więcej doświadczenia w działalności poza Niemcami. Ale stanowczo zaprzeczam insynuacjom, że celowo doprowadziłem firmę do krachu. Po prostu nastąpił splot złych gospodarczo zdarzeń i tyle.

- Czy ani trochę nie czyje się pan odpowiedzialny za problemy Broka?

- Tego nie powiedziałem. W pewnym stopniu na pewno tak.
Rozmawiała: Jolanta Stempowska


Głos Pomorza

Jolanta Stempowska