Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Nowe zwycięstwo Jagiełły

13.02.2003

Znany chełmski przedsiębiorca Lucjan Jagiełło został krajowym wicemistrzem Agroligi 2003. Na ten sukces czekał 10 lat.
Podczas uroczystości rozdania agroligowych nagród zauważono, że konkurs ten ma tyle samo lat, co Browar "Jagiełło”. Jego właściciel doczekał się więc wspaniałego prezentu na jubileusz swojego przedsiębiorstwa.
- Dekadę temu był dobry czas na zakładanie małych browarów - mówi pan Lucjan. - Nie było jeszcze tak silnej konkurencji, jak dzisiaj. Browar rozwija się i z czasem udało mi się 15-krotnie zwiększyć wydajność. Dzięki temu stale powiększałem swój kawałek rynku.
W Browarze "Jagiełło” do produkcji piwa konsekwentnie używa się słodu z polskiego jęczmienia oraz chmielu z Lubelszczyzny. Słowem żadnych zachodnich wynalazków. Piwo warzone jest metodą tradycyjną, co zapewnia mu równie tradycyjny smak, a co za tym idzie coraz większą rzeszę zwolenników.
- Nasze piwo trafia przede wszystkim na południe Polski, do Krosna, Gorlic, Zakopanego, Nowego Targu - mówi Jagiełło. - Dużych odbiorców mam też w Częstochowie i całym województwie świętokrzyskim. Cieszę się też, że z roku na rok więcej piwa trafia na lokalny rynek, przez co - przynajmniej z mojej perspektywy - powiedzenie cudze chwalicie, swojego nie znacie traci sens.
Przez 10 lat Browar "Jagiełło” okrzepł i awansował z grupy małych zakładów do średnich. W tym czasie też wytrzymał konkurencję z europejskim gigantami, produkującymi w masowej skali piwo w Polsce. Rozbudowując przedsiębiorstwo Jagiełło dokupił też gorzelnię w Bończy i wydzierżawił w Wierzchowinach. Obie pracują, chociaż z około 900 gorzelni w kraju podobną aktywność wykazuje zaledwie 150. Szansą dla tej branży może być dopiero odwlekana w czasie ustawa o paliwach, która sprawi, że produkcja surówki spirytusowej stanie się opłacalna.
L. Jagiełło rozkładał swoje inwestycje na miarę sił i środków. Dzięki temu udało mu się omijać podatkowe i kredytowe rafy. W obecnej sytuacji gospodarczej kraju nie widzi możliwości dalszego rozwijania swojej firmy. Zbyt szybko zmieniają się przepisy i warunki prowadzenia biznesu. Liczy na stabilizację, która pozwoli mu realizować kolejne pomysły. Jednym z nich jest współpraca ze Wschodem, z której na obecnym etapie zrezygnował.
- To nie jest jeszcze rynek dla mojej branży - mówi pan Lucjan. - Na przykład na Ukrainie piwo z Niemiec jest tańsze niż z Polski. Nic dziwnego, skoro nasze, zanim tam trafi obkładane jest różnego rodzaju podatkami i granicznymi opłatami. Jeśli więc Ukrainiec chce się napić "Jagiełły” musi przyjechać do Chełma.

Dziennik Wschodni

Jacek Barczyński