Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Nowe tropy w zielonogórskiej aferze piwnej

13.01.2006

W leżącej w magistracie pękatej teczce z koncesjami na alkohol nie ma śladu po ogródkach, w których nalewano piwo podczas Winobrania. I to w sercu miasta, pod bokiem ratusza. Na ich trop trafiliśmy w sądzie, gdzie od dwóch lat trwa proces w tzw. zielonogórskiej aferze piwnej.
Wrzesień 2003 r. Adam Ruszczyński, od pół roku prezes miejskiej spółki Centrum Biznesu, debiutuje w roli organizatora Winobrania. Musi się liczyć ze zdaniem sądu, bo spółce grozi upadłość. Dziedziczy po swoim poprzedniku ok. 2 mln zł zadłużenia. W kolejce stoi blisko 100 wierzycieli.

Ruszczyński trzy dni przed Winobraniem odstępuje od kontraktu z koncernem piwnym Carlsberg-Okocim. Browar, producent popularnej na zachodzie Polski marki Bosman i Piast, miał w poprzednich latach wyłączność na winobraniowy handel piwem.

Ruszczyński rozgląda się za innym browarem - sponsorem Winobrania. Pojawia się Żywiec. Umowę podpisuje z browarem, przy udziale Sławomira Gowina, wówczas właściciela zielonogórskiej knajpy Nieboska Komedia, który przez wiele lat współpracował z Żywcem. Centrum Biznesu miało dostać za handel piwem 40 tys. zł.

Umową z browarem Żywiec do dziś zajmuje się Sąd Grodzki w Zielonej Górze. Otóż miało dojść do jej sfałszowania. Nigdy nie ustalono, kto ją podrobił. Natomiast o posłużenie się fałszywym dokumentem oskarżono Sławomira Gowina. Centrum Biznesu występuje w sądzie jako oskarżyciel posiłkowy.

Gowin twierdzi, że jest niewinny i ewentualna fałszywka kompletnie nie byłaby mu na rękę. - Ta umowa nie dawała mi absolutnie żadnych korzyści - mówi Gowin.

Podczas procesu o fałszywkę jak bumerang wrócił wrzesień 2003 r. I zupełnie inny wątek - nielegalnych ogródków piwnych.

Listowski pyta, Barczak odpowiada

- Kto tam handlował piwem i ile zapłacił? - pytał w ratuszu w listopadzie ub. roku podczas jesiennej sesji Rady Miejskiej radny SLD Zygmunt Listowski i żądał odpowiedzi na piśmie. Wskazał ogródki: na Starym Rynku (przy sklepie Rossmann), przy ul. dra Pieniężnego (obok PZU) i nieopodal popularnej księgarni przy ul. Żeromskiego.

Jego pytania znalazły się wkrótce na stole sędziego.

- Dostałem z Urzędu Miejskiego odpowiedź. Taką na okrągło, zagmatwaną. Jakby magistrat miał coś do ukrycia - mówi Listowski.

Wiceprezydent miasta Piotr Barczak twierdzi w odpowiedzi, że wszystkie ogródki miały koncesje na sprzedaż alkoholu. Także te, o które pyta Listowski. Według Barczaka dwa z nich prowadziła spółka Centrum Biznesu (organizator Winobrania), a jeden kupiec handlujący winem. Za koncesje alkoholowe zapłacono nieco ponad 1 tys. zł.

- Po prostu o co innego pytałem, na co innego odpowiadają - odpiera Listowski.

Zaginiony wyszynk

W Sądzie Grodzkim leży lista ogródków z 2003 r. Wśród nich trzy, jak twierdzą przeciwnicy Ruszczyńskiego, bezpańskie. - Nie wiadomo, kto je prowadził - dodaje Listowski.

- Ta lista przygotowana była pod ogródki Carlsberga. Umowa, jak wiadomo, nie doszła do skutku - mówi Hanna Pawlina, szefowa jarmarku winobraniowego. - Ale miejsca zostały do dyspozycji nowego sponsora z Żywca.

Czy mogły działać dzikie ogródki? - pytam prezesa Ruszczyńskiego.

- To bzdura - reaguje. - To znów wygląda na zamówienie na aferę. Cyklicznie, regularnie co roku, coś takiego wraca. A mało kto jest tak kontrolowany jak Centrum Biznesu, np. przez Regionalną Izbę Obrachunkową. I nawet mi to odpowiada. Co roku mamy też audyt firmy z zewnątrz. Jesteśmy przezroczyści.

- Zabawa z dzikim wyszynkiem jest ryzykowna. Kara wynosi minimum 50 tys. zł. Nikt na to nie pójdzie - twierdzi Zdzisław Strach, główny księgowy CB. - Poza tym przy tej ilości kontroli ogródków to po prostu niemożliwe. Sprawdzają je inspektorzy z komisji antyalkoholowej, urzędu skarbowego, a nawet urzędu celnego.

Podczas Winobrania 2003 trzy ogródki prowadzi Palmiarnia, podlegająca Centrum Biznesu: Bachusową Karczmę na parkingu przy Palmiarni, ogródek przy ratuszu oraz przy muzeum.
Powierzchnię na deptaku dla kilku innych ogródków CB sprzedało prywatnym kupcom (niektórzy figurują na sądowej liście, m.in. firma Krzak s.c.). Np. za 100 m kw. ogródka na deptaku trzeba było zapłacić 2,3 tys. zł. Trzy miejsca z listy nie mają wskazanego właściciela.

- Przy PZU? Tam nie było ogródka Centrum Biznesu. Stał naprzeciwko muzeum - przypomina sobie Zdzisław Strach.

Według organizatora Winobrania pod księgarnią przy ul. Żeromskiego (o co pytał Listowski) handlowano nie piwem, ale winem. Owszem, stał ogródek z piwem, ale nieco dalej - pod Hotelem Śródmiejskim. Lecz z tym, jak twierdzi Adam Ruszczyński, CB nie miało nic wspólnego.

Co z piwem pod Rossmanem, na zatłoczonym Starym Rynku? - Był tam ogródek sponsorski. Na sto procent - mówi Leszek Lewandowski, były pracownik CB. Lewandowski dobrze to pamięta. W winobraniową niedzielę z Piotrem Maksymczakiem z miesięcznika "Puls" gotował pod ogródkiem kocioł zupy w ramach promocyjnej akcji "Pulsu" - "Nakarmić Europę".

Kto handlował w tym ogródku?.

- Mógł go prowadzić Sławomir Gowin. W końcu zaopatrywał winobranie w Żywca - wskazuje Ruszczyński. - Miał prawo skorzystać z tych miejsc lub nie.

Mówi Gowin

- To nie mógł być Gowin - odpowiada Gowin. - W 2003 r. prowadziłem jak zwykle ogródek przy swojej restauracji Nieboska Komedia, za który wniosłem opłatę do Centrum Biznesu zgodnie z cennikiem, bo to CB zbiera opłaty za wszystkie ogródki działające w czasie Winobrania i tam muszą się znajdować wszelkie dokumenty związane z ich istnieniem. Osobiście dostarczyłem sprzęt (parasole, płotki, rollbary etc.) na miejsca wskazane mi przez CB. To była moja rola. Natomiast kto zapłacił za plac, kto sprzedawał piwo, kto miał lub nie miał koncesji, to nie była moja sprawa. Zawsze tym kierowało CB i tak samo było w roku 2003. Tam powinna być umowa dzierżawy i faktury. Do niektórych ogródków dostarczałem piwo przedsiębiorcom wskazanym przez CB. Z tego co wiem, oni mieli umowy dzierżawy, wnieśli opłaty i mieli koncesje. Ogródki, których mi nie wskazało CB, nie interesowały mnie, nadzór nad nimi i wszelka kontrola należy do organizatora Winobrania. Nie słyszałem, by kiedykolwiek ktoś te kompetencje powierzył komuś postronnemu. Mogę powiedzieć tylko tyle, że w miejscach, o które pyta radny Listowski, stały ogródki. Kto w nich handlował i dlaczego robił to bez wymaganych dokumentów, to już pytanie do Centrum Biznesu.

W poszukiwaniu koncesji

W Wydziale Gospodarki Komunalnej magistratu leży pękata teczka z zezwoleniami na sprzedaż alkoholu podczas Winobrania 2003 r. Koncesje okazjonalne, zgodnie z prawem, są dwudniowe. Urząd Miejski dwa lata temu wydał ich ponad 50 w samym śródmieściu i tyle samo poza jarmarkiem winobraniowym. M.in. dwudniowe zezwolenie dostała warszawska firma Bakata, która handlowała piwem przy ul. Dąbrówki (dziś w tym miejscu stoi hipermarket Carrefour). Warszawianie nalewali piwo pod szyldem Żywca na głośnej imprezie z taborem cygańskim - główną atrakcją Winobrania.

W teczce nie ma śladu po koncesji dla ogródka z piwem, przy którym gotowano 5 tys. litrów zupy. A był i z rollbaru nalewano piwo. Koncesji nie wydano również dla ogródka przy Hotelu Śródmiejskim, nie istnieje coś takiego jak ogródek przy PZU. - Nie wydaliśmy takich zezwoleń - usłyszeliśmy w Wydziale Gospodarki Komunalnej.

Ogródkom przyglądała się też inspekcja miejskiej komisji antyalkoholowej, niczego nie zauważyła.

W sądzie spór o piwo zmierza ku końcowi. Sędzia Zbigniew Słowiński na rozprawie w grudniu 2005 r.: - Tu sprawy momentami ocierają się o jasnowidzenie.

Gazeta Wyborcza

Artur Łukasiewicz