Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Najmniejszy browar w Polsce

29.09.2004

(Radom) Jest najmniejszy w kraju - zaświadcza to Stowarzyszenie Regionalnych Browarów Polskich. Nazywa się Browar Zamkowy w Radomiu i mieści przy ul. Limanowskiego 71. Jego właścicielem jest Jarosław Kołsut.
Najpierw trzeba przejść przez garaż, czyli Muzeum Piwowarstwa. Na środku replika starego forda. - Takim, tylko większym, woziło się piwo w radomskim Browarze Saskiego - mówi pan Jarek. Przy ścianach muzeum proste regaliki, a na nich eksponaty: setki szklanek do piwa, kufli, podstawki, otwieracze, etykiety. Wśród butelek starych, ciężkich, z grubego szkła, oryginalne do piwa El, z którego produkcji słynął przed wojną radomski browar. Na ścianach - zdjęcia, piwne gadżety, reklamówki.

Z muzeum przechodzi się do Browaru Zamkowego. Dlaczego Zamkowy? Ponoć pierwszy browar w mieście powstał w 1554 roku przy radomskim zamku.

- To silosy. Do każdego wchodzi około pół metra słodu - mówi Kołsut. - Słód trafia do kadzi zaciernej, do tego woda. Zwykła, z kranu. W Radomiu mamy bardzo dobrą wodę - chwali pan Jarek.

Kolejne fazy produkcji podobnie jak receptura z 1923 roku to tajemnica. Właściciel najmniejszego browaru w Polsce podkreśla, że jego piwo leżakuje. - Tak powinno być z każdym piwem, ale dziś, kiedy browary są właściwie fabrykami, to ewenement - mówi.

Zamkowy jest wzorowany na Browarze Saskiego. Te same urządzenia, taki sam proces produkcji, technologia. - Jestem w stałym kontakcie z Juliuszem Saskim, potomkiem Jana, właściciela, i mam jego zgodę na nazywanie mojego piwa El - słyszymy.

Jeden cykl produkcyjny, podczas którego powstaje tzw. warka piwa, trwa półtora miesiąca. Otrzymuje się 30 litrów złocistego napoju, ale nie można go sprzedawać - tak stanowią przepisy. Jak smakuje, mogą poznać tylko nieliczni. To stali klienci sklepu monopolowego, który pan Jarek prowadzi wraz z żoną. Trzeba przyjść ze swoją butelką, najlepiej po wodzie mineralnej, bo piwo z Browaru Zamkowego nie jest butelkowane. - W przyszłym roku będzie minihala rozlewu. Dostałem zaproszenie z Norymbergi i na targi piwne w tym mieście będą chciał wysłać swoje piwo. By to zrobić, muszę rozlać piwo do butelek - mówi pan Jarek.

Dlaczego nie zrobi ze swej piwowarskiej pasji dochodowego zajęcia? - Potrzeba dużo pieniędzy i są chętni, by je wyłożyć. Nie chcę się jednak uzależniać od inwestorów. Jestem znany wśród koneserów i to mi wystarcza. Rozwój - tak, ale nie za wszelką cenę, no i nic na siłę - uzasadnia.

Pasja do piwowarstwa u 31-letniego chemika, absolwenta Politechniki Radomskiej, zrodziła się w 1997 roku. W konkursie, ogłoszonym przez jeden z polskich dużych browarów, wygrał kufel do piwa. Potem kupił książkę o warzeniu złocistego napoju i zdecydował się na zrobienie pierwszej warki. - Piwo było niedobre. Dlaczego nastawiłem następną - nie mam pojęcia. Z każdym kolejnym razem zdobywałem doświadczenie. W nauce bardzo mi pomagał Adam Filipczak, mistrz piwowarski z browaru przy Limanowskiego, obecnie bezrobotny. Powstawał coraz lepszy produkt. Budowałem nowe urządzenia - małe kadzie, silosy. Zainstalowałem nawet kamerę, która podgląda, czy nic niepokojącego się nie dzieje podczas procesu produkcji. Obraz z niej mam w domu na monitorze - mówi pan Jarosław.

Gazeta Wyborcza

Paweł Matracki