Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Na ratunek browarowi

04.09.2004

W połowie sierpnia Carlsberg, właściciel Browarów Dolnośląskich Piast, zadecydował, że nie będzie już produkować piwa we Wrocławiu. Czy zabudowania przy ul. Jedności Narodowej podzielą los innych wrocławskich obiektów industrialnych?
Agata Saraczyńska: Co będzie z dawnym browarem przy ul. Jedności?

Andrzej Kubik: Wszczęliśmy procedurę wpisu do rejestru zabytków z klauzurą, że od tego momentu w obiekcie nie można przeprowadzać żadnych prac. Naruszenie stanu aktualnego pociągnie za sobą przewidziane ustawą skutki prawne.

Chce Pan bronić browaru?

- Widzę szanse na jego uratowanie. Kupiono go w celu prowadzenia działalności przemysłowej, jednak produkcja została wygaszona. Nie mogę zmusić właściciela do powrotu do pierwotnej funkcji lub też narzucić nowej. Ale dopuściłbym niemal każde nowe przeznaczenie budynków, z ograniczeniem, by nie niszczyć jego wartości zabytkowych.

To znaczy, że przedmiotem ochrony będą tylko zabudowania. A co z wyposażeniem, istotą browaru?

- Decyzja jeszcze nie zapadła. W połowie września pracownicy Regionalnego Ośrodka Ochrony Dziedzictwa Kulturowego mają przeprowadzić kompleksowe rozpoznanie co do wartości obiektu i stanu jego zachowania.

Już miesiąc temu mieliście się w tej sprawie spotkać w browarze.

- Właściciel nie wyraził chęci spotkania.

Teraz też może się nie zgodzić.

- Prawo mówi, że aktualnie, po wszczęciu postępowania administracyjnego właściciel musi udostępnić obiekt. Jeśli odmówi, wydam nakaz. Kiedy i to nie poskutkuje, skieruję sprawę do sądu. To tylko przedłuży procedurę.

Kiedy browar będzie prawnie chroniony?

- Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i z końcem września wpiszemy go do rejestru zabytków.

Do tej pory już samo wszczęcie procedury było rodzajem sygnału dla właścicieli - trzeba się spieszyć z realizacją własnych planów. Tak było choćby z wyburzaniem rzeźni miejskiej. Po zrównaniu jej z ziemią nie było czego chronić.

- Niestety, tak się dzieje. Choćby teraz, kiedy przystąpiłem do procedury rejestrowej, zaczęła się szybka rozbiórka wież szybowych w jednej z wałbrzyskich kopalń. Ale chcę podkreślić, że wpis do rejestru zabytków nie gwarantuje bezpieczeństwa dla obiektu zabytkowego. Przykładem może tu być historia Zakładów Lniarskich w Walimiu, które pomimo istniejącej już ochrony prawnej zostały zniszczone przez właścicieli i okoliczną ludność.

Mówi to Pan niezwykle spokojnie, a przecież przyznaje Pan tym samym, że Pana urząd nie ma racji bytu.

- Nie przesadzajmy! Postępuję zgodnie z ustawą. Mój urząd ma jak najbardziej rację bytu. W przypadku wspomnianego Walimia służba konserwatorska zrobiła wszystko, co prawnie możliwe, aby obiekt uchronić przed zniszczeniem. Jednak prokurator nie dopatrzył się tu działań przestępczych, lecz zakwalifikował zniszczenie zabytkowych budynków przemysłowych jako wykroczenie karane stosunkowo niewielką grzywną.

Czyli jest Pan bezradny? Po co nam konserwator?

- Jesteśmy urzędem, do którego kieruje się różnorakie, nie zawsze właściwie adresowane pretensje. Działamy w granicach i w oparciu o obowiązujące przepisy prawne. Nie mamy jednak kompetencji do karania osób niszczących zabytki. Naszym zadaniem jest przygotowanie wniosków w takich sprawach, i to robimy.
Gazeta Wyborcza

Agata Saraczyńska