Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Mecze z jednym piwem?

13.05.2008

Podczas Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie kibice oglądający mecze na miejskich placach wypiją zapewne sporo piwa. Ma to być jednak piwo tylko jednej marki - oficjalnego sponsora mistrzostw. Tak chce UEFA.

- Twarda ochrona znaków towarowych, wzorów i haseł UEFA będzie tym, co wyróżni polsko-ukraińskie mistrzostwa - zapewnia mec. Tomasz Zahorski ze spółki PL2012 koordynującej przygotowania do imprezy. Dlatego np. ogródki piwne, w których na dużych telebimach będą pokazywane mecze, postawi w Polsce tylko oficjalny sponsor mistrzostw (nie wiadomo, kto nim będzie za cztery lata, tegoroczne sponsoruje Carlsberg). Słów Zahorskiego słuchali wczoraj w Poznaniu przedstawiciele polskich miast - gospodarzy Euro 2012.

- Pod względem ochrony znaków towarowych, wzorów oraz wyłączności dla sponsorów UEFA i mistrzostw będziemy skuteczniejsi niż Austriacy i Szwajcarzy, którzy organizują Euro w tym roku - mówi Zahorski. - I nie będziemy czekali na interwencję UEFA, która wskazywałaby, że jej interesy zostały naruszone.

To znaczy, że nikt poza oficjalnymi sponsorami Euro 2012 nie będzie mógł wykorzystywać znaków mistrzostw - np. logotypu czy maskotki. Mało tego, nie będzie mógł też wykorzystywać ich produktu, czyli samych meczów. To znaczy, że bez licencji UEFA nie będzie można pokazywać publicznie meczów Euro 2012 na ekranach większych niż trzymetrowe. - A federacja nie udzieli jej nikomu, kto jest konkurencją dla jej oficjalnych sponsorów - mówi Zahorski. Mecze na telebimach większych niż trzy metry w ogródkach piwnych mógłby wówczas pokazywać tylko browar, który jest oficjalnym sponsorem mistrzostw.

- Jesteśmy tym zaskoczeni, ale oczywiście będziemy pokazywać w naszych ogródkach tylko te imprezy sportowe, do których mamy prawo - mówi Eliza Panek, rzeczniczka prasowa Grupy Żywiec. - Ogródki piwne oraz piwiarnie były, są i będą, bo nie stawiamy ich tylko dla samego Euro. Mają służyć wyrobieniu nawyku, by tam oglądać sport. Bez wskazywania konkretnej imprezy i dyscypliny.

Czy to znaczy, że wszystkie browary - poza oficjalnym sponsorem Euro 2012 - zarobią mniej niż mogłyby się spodziewać?

- Nie da się tego przewidzieć, bo z jednej strony korelacja między transmisją meczu a spożyciem piwa jest oczywista, ale z drugiej - konkretny widz przed telewizorem może przecież kupić sobie takie piwo, jakie lubi - mówi Eliza Panek.

Logo polskich mistrzostw poznamy w styczniu 2009 r., a maskotkę - w połowie 2010 r. Miasta otrzymają swoje regionalne logotypy na przełomie 2010 i 2011 r. - i tylko one będą mogły ich używać.

Pracownicy spółki PL2012 już teraz twierdzą, że mistrzostwa Europy w 2012 r. pod wieloma względami będą lepiej zorganizowane niż tegoroczne czerwcowe w Austrii i Szwajcarii. - Im zabrakło koordynacji. Austriacy przyznają, że z powodu jej braku zmarnowali sporo wysiłku różnych miast. Uzyskali też zbyt mało w negocjacjach z UEFA. U nas będzie inaczej - zapewnia Marcin Herra, prezes PL2012. - Do Euro zostały cztery lata, a już teraz wiemy, co chcemy zrobić. Przykładowo, już planujemy dociągnięcie do Stadionu Narodowego nitki metra. Austriacy zrobili to samo w Wiedniu dopiero przedwczoraj, trzy tygodnie przed imprezą. Jesteśmy na etapie rozmów o szczegółach, konkretnych ulicach. Przykład tegorocznego Euro jest wart uwagi pod każdym względem. Weźmy Klagenfurt, w którym będą grać Polacy. Ma on lotnisko mniejsze niż jakiekolwiek miasto organizujące Euro 2012 w Polsce. Miał jednak szczęście. Wylosował Polaków, Niemców i Chorwatów, którzy mają blisko i przyjadą samochodami czy pociągami. Nie przylecą. Z kolei Innsbruck wylosował Hiszpanię, Grecję, Rosję i Szwecję. Wszyscy przylecą. Innsbruck zdecydował się jednak skorzystać z lotnisk w Monachium czy pobliskiej Szwajcarii.

Sebastian Bedekier z Urzędu Miasta w Poznaniu: - Podobnie będzie z hotelami. Nie zbudujemy tylu hoteli, ile chce UEFA. Nie ma zresztą takiej potrzeby, bo możemy wykorzystać Bydgoszcz czy Łódź. Liczbę hoteli w każdym mieście musi bowiem wyregulować rynek. Euro 2012 to bowiem tylko środek do tego, by w Polsce żyło się za kilka lat lepiej, a nie cel sam w sobie.


Radosław Nawrot, Gazeta Wyborcza