Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Kto nawarzył piwa?

20.02.2002

Redukcję załogi o 10 procent oraz rezygnację z działalności ogólnopolskiej na rzecz regionu - zapowiada Adam Brodowski, nowy wiceprezes zarządu koszalińskiego Broka.
Wczoraj nowy wiceprezes - jest nim od ubiegłej środy, gdy rada nadzorcza zdecydowała o zmianach w zarządzie - przyjechał do Koszalina drugi raz. Wcześniej był tu w piątek. W ciągu kilku godzin zwolnił wówczas kilkunastu pracowników, głównie z działów produkcji, sprzedaży i dystrybucji. Część z przyczyn ekonomicznych, część "za złą pracę”. Wczoraj zwolnił kolejnych kilka osób. Później spotkał się z załogą. W trakcie spotkania przedstawił plan ratowania firmy znajdującej się w fatalnej sytuacji finansowej (wielomilionowe zadłużenie). Główne założenia to: rezygnacja z ogólnopolskiego charakteru firmy na rzecz regionu, zakończenie produkcji innych marek niż Cooler i Sambor oraz zwolnienia 10 proc. załogi (w Broku zatrudnionych jest 400 osób).
- Czas powrócić do źródeł. Największy błąd jaki popełniono w tej firmie to próba uczynienia z niej krajowego potentata. Brok ma szansę na istnienie wyłącznie jako browar regionalny. Cały nasz wysiłek pójdzie w kierunku uczynienia z Sambora najlepiej sprzedającego się piwa. Wrócimy do jego starej receptury - zapowiedział Adam Brodowski. Zapewnił, że ostatnie zwolnienia nastąpią w czwartek i to będzie koniec. Wiceprezes kategorycznie zdementował pogłoski o zaprzestaniu produkcji Coolera i zamknięciu zakładów w Połczynie Zdroju. - Z Coolera nie rezygnujemy. Będzie to nasz jedyny produkt sprzedawany w całym kraju. W najbliższym czasie nie zamierzamy też niczego zamykać w Połczynie Zdroju. Być może nastąpi jakaś reorganizacja, ale nie ma mowy o likwidacji - podkreślał.
Kilka godzin później - w trakcie spotkania z dziennikarzami - Adam Brodowski nie wykluczył, że jeżeli wprowadzane zmiany nie przynoszą efektu, to zostanie ogłoszona upadłość firmy. - Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Brok to naprawdę dobre piwo i znakomita marka. Długi są jednak olbrzymie. Ja sobie daję czas to do końca marca. W tym czasie powinny się pojawić pierwsze, pozytywne efekty zmian - tłumaczył.
Brodowski nie chciał zdradzić, kto jest nowym właścicielem Broka. - Nie odpowiem na to pytanie. Dlaczego? Bo nie muszę - skwitował. Nie rozwiał też wątpliwości co do osoby nowego prezesa. Został nim Thomas Gresk, pełniący już tę funkcję w latach 1999-2001. Wtedy po raz pierwszy spółka zanotowała poważne straty. Wiele osób właśnie jemu zarzuca, że Brok znalazł się na skraju bankructwa. - Mogę tylko powiedzieć, że to co wyczyniał poprzedni zarząd pod wodzą Malte Schwiena to zgroza. W ciągu krótkiego czasu udało im się rozłożyć na łopatki dobrze prosperującą firmę. Zrobili wszystko, aby tak się stało - podkreślał kilkakrotnie. Wątpliwości wiceprezesa nie budzi sposób przeprowadzonych przez niego zwolnień. Nawet tych z adnotacją "za złą pracę” - najczęściej widział wyrzucone osoby po raz pierwszy. - To co, że ich nie znam? Ja oceniałem wyniki ich pracy. Nie widzę żadnej możliwości współpracy z ludźmi, którzy pracowali źle lub nie zrobili nic, aby uniemożliwić działania na szkodę firmy - uzasadnił.
Głos Pomorza

Piotr Polechoński