Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Kto nawarzył piwa?

08.08.2005

Miało być 10 min zł od rodziny Kulczyków, skończyło się na deklaracjachi 500 tyś. zł. Zamiast w Lecha, Kompania Piwowarska zainwestowała w Wisłę Kraków. Kibice protestują i deklarują abstynencję.
Radosław Majchrzak, prezes Lecha

Przez kilka lat Kompania Piwowarska zapewniała nas,
że nigdy nie zaangażuje się w jeden klub z produktem
sprzedawanym w całej Polsce. Zaprzeczyła temu,
reklamując Tyskie za pośrednictwem Wisły Kraków.

Sebastian Kulczyk, poznański biznesmen

Jest mi bardzo przykro, nie zasłużyłem na taką reakcją
kibiców. Nie zamierzam jednak odwrócić się od klubu,
któremu kibicuje. Nadal będę mu pomagać. Nie poczułem się zniechęcony do współpracy z nim.

Takiego pierwszoligowego meczu jeszcze w Poznaniu nie było.
Nawet gdy Lech spadał z ekstraklasy, atmosfera była lepsza, a trybuny nie świeciły aż takimi pustkami jak w sobotę. Jedną z przyczyn tego niespotykanego do tej pory zjawiska
była deszczowa pogoda. Dach nad trybunami miejskiego
stadionu ciągle jest tylko w planie, rozbudowa stadionu staje się coraz większym skandalem.

Kibice nie wierzą

Kibice przyszliby na stadion mimo złej aury i fatalnej
atmosfery wokół polskiej piłki po wyznaniach Piotra
Dziurowicza, gdyby ich drużyna wygrywała i prezentowała
ładną, ofensywną piłkę. Tymczasem dwa pierwsze mecze na własne stadionie okazały się kompletnym niewypałem,
zwłaszcza ten z Polonią. Mało kto wierzył, że Lech pokaże ciekawszą grę w meczu silniejszą Wisłą Płock. Nawet osoby, które zdecydowały się przyjść na stadion, były pełne najgorszych przeczuć. Na szczęście nie miały racji. Wzdłuż trybun kibice rozciągnęli transparent z napisem:

"Wiśle miliony, dla nas żetony. KP - nie pijemy. Jaśnie
Panie Sebastianie, dziękujemy za ściemnianie".

Widzowie skandowali: „Nie pijemy Lecha!". „Heineken, Heineken!". Zapowiada się bojkot marki dotychczas najbardziej w Poznaniu popularnej. Przed meczem członkowie stowarzyszenia „Wiara Lecha" rozdawali ulotki zawierające
żal do najbogatszego człowieka w Polsce, który zapowiedział zainwestowanie w Lecha, a podpisał ostatnio sponsorską umowę
z mistrzem Polski. Piłkarze tej drużyny, za co KP zapłaci
ok. 5 mln zł rocznie, mają na koszulkach nosić nazwę Tyskie.
To jedna z marek Kompanii, najpopularniejsza w kraju.

Gdzie nasze 10 milionów?

Wiele ciosów spadło ostatnio na zarząd Lecha. Trudno dziwić się rozżaleniu działaczy, którzy przez trzy lata wierzyli, że Jan Kulczyk wejdzie do Lecha za pośrednictwem swoich firm z kwotą 10 mln zł rocznie. Takie były publicznie składane obietnice, a klub otrzymał od rodziny Kulczyków przez trzy lata ledwo pół miliona zł. Jak informuje Michał Lipczyński, wiceprezes klubu, ostatnie pieniądze Lech otrzymał w listopadzie ubiegłego roku. Była to wypłata Piotra Reissa. Wielka firma, podejmując strategiczne decyzje marketingowe, nie kieruje się regionalnym sentymentem. Zatrudnia sztab wysokiej klasy specjalistów sugerujących najwłaściwsze rozwiązania. Trudno się więc dziwić, że specjaliści ci zaproponowali reklamowanie jednej z marek za pośrednictwem klubu, który odnosi sukcesy, o którym jest głośno nie tylko w Polsce. Na tle Wisły Lech
prezentuje się jak kopciuszek. Wisła walczy o najwyższe
cele, dla Kolejorza sukcesem jest uchronienie się przed spadkiem i zażegnanie konfliktu ze skarżącymi się na finansowe zaległości piłkarzami.

Byle przetrwać

Obserwując to, co działo się przez ostatnie lata w Lechu
trudno odnieść wrażenie, że działacze prowadzą heroiczny bój o przetrwanie klubu. Kilkanaście milionów długu, co rok zmagania o przyznanie pierwszoligowej licencji. Do tej pory silną stroną Lecha byli liczni i wierni kibice. Ostatnio i to wydaje się mitem. Mimo wszystko Lech jest trzecim pod względem popularności klubem w Polsce. Przegrywa tylko z Wisłą i Legią. Tamte kluby mają jednak właścicieli. Lech dopiero ich szuka.
Dlaczego tak się dzieje? Działacze Lecha przyznają, że tego nie wiedzą. Nie są odosobnieni, bo jest to zagadka dla wszystkich. Szczęśliwie udało się pozyskać współpracę Wojciecha Mroza, który - jak sam twierdzi - przez pół roku w Lechu zyskał więcej niż przez siedem lat w kolarstwie. - Przedstawiciele handlowi Mroza mówią, że są teraz lepiej rozpoznawani, zyskali sympatię, wyroby z Borku lepiej się
sprzedają - mówią działacze Lecha. Zwracają też uwagę,
że właściciel firmy Remes, Bartosz Remplewicz, wydał już na Lecha pięciokrotnie więcej niż rodzina Kulczyków przez trzy lata.

Prawo Kompanii

- Zdajemy sobie sprawę, że wielka firma, taka jak Kompania
Piwowarska prowadzi własną strategię marketingową. Przez długi czas słyszeliśmy jednak, że Kompania nigdy nie zaangażuje się strategicznie w jeden klub. Nie mieliśmy o to pretensji. Teraz okazuje się, że jednak Kompania wchodzi w jeden klub. Właśnie to nas boli - skarży się Michał Lipczyński z zarządu Lecha.
Bartosz Remplewicz, jeden ze sponsorów Lecha twierdzi
natomiast, że Lech i tak skazany jest na współpracę
z Kompanią Piwowarską.
- Szkoda, że doszło do tak drażliwej sytuacji - mówi.
Przypomina, że strategia marketingowa nie musi się zgadzać z polityką jednego klubu.

Poszukiwanie właścicieli

W tym roku przyszłość Lecha ma się wyjaśnić. - Szukamy ludzi, którzy przejęliby od nas klub i dalej go poprowadzili
- twierdzi Michał Lipczyński. Kibicom cierpnie skóra na myśl o tym, że się to nie powiedzie. Może się okazać,
że klubu nie broni już nic - ani sponsor, ani wyniki,
ani wysoka frekwencja na trybunach. Staje się zbędny...
Za przyjaciela Lecha uchodzą władze miasta. Mają one jednak problemy z kontynuacją rozbudowy stadionu. Maciej Frankiewicz, wiceprezydent miasta twierdzi, że wkrótce wszystko się wyjaśni - inwestor otrzyma pozwolenie na rozbiórkę trybuny pod zegarem i budowę nowej, będzie też wiadomo, kto zbuduje dach nad czwartą trybuną. Takich zapowiedzi przez ostatni rok padało jednak wiele. Kibice tracą cierpliwość, a jednym z tego przejawów jest malejąca
z meczu na mecz frekwencja na Bułgarskiej.


Gazeta Poznańska

Józef DJACZENKO