Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Kompania Piwowarska o bojkocie kibiców Lecha

26.08.2005

Jesteśmy rozgoryczeni postawą kibiców "Kolejorza" i uważamy, że padliśmy ofiarami niesłusznego ataku - tłumaczy rzecznik prasowy firmy Paweł Kwiatkowski. Kompania wraz z klubem wydały oświadczenia wzywające do przerwania bojkotu.
Bojkot produktów Kompanii Piwowarskiej, prowadzony od dwóch tygodni przez kibiców Lecha Poznań, spotkał się wczoraj z reakcją browaru. Przypomnijmy, że kibiców oburzył fakt zaangażowania firmy w pomoc Wiśle Kraków na nieporównywalnie większą skalę niż w Lechu Poznań. Ogłosili dość mocno promowaną akcję pod zbiorczym hasłem "Jestem kibicem Lecha, nie piję Lecha".

Kompania i klub Lech wydały wczoraj oświadczenie, w którym wzywają do przerwania bojkotu. W piśmie czytamy: "KP była w przeszłości i nadal pozostaje oficjalnym sponsorem klubu piłkarskiego Lech Poznań. KP jest jednym z najwierniejszych i najbardziej lojalnych sponsorów klubu. Wspierała klub również wówczas, gdy (...) został klubem drugoligowym. (...) Kwota sponsorska przekazana na klub od 2000 do 2005 r. z roku na rok zwiększała się. Środki finansowe przekazywane klubowi przez KP stanowią czwarte co do wielkości źródło przychodów klubu z tytułu umów sponsoringowych. (...) Umowa pomiędzy KP i klubem przewiduje, iż w przypadku osiągnięcia sukcesu sportowego, klub otrzyma premię w wysokości 95 proc. podstawy kontraktu. (...) Organizowany w ostatnich dniach bojkot produktów KP przez grupę kibiców jest działaniem, które szkodzi zarówno sponsorowi, jak i klubowi (...). Gorąco apelujemy do wszystkich kibiców o zaprzestanie bojkotu i udziału w tej akcji (...). Nie powinniśmy bojkotować produktów firmy, która jest naszym wiernym opiekunem i wspierała klub w trudnych chwilach!".

Paweł Kwiatkowski, rzecznik firmy tłumaczy, iż niedorzeczne jest obciążanie marki Lech odpowiedzialnością za to, co robi marka Tyskie. - Inne budżety, inne możliwości - mówi. - Nie możemy narażać marki Lech na niewspółmierne wydatki. Ewentualny sponsoring musi zwiększać sprzedaż - twierdzi. I zaznacza: - Środki przeznaczane na klub Lech rosną. W ciągu pięciu lat wzrosły pięciokrotnie. Żadnego klubu nie wspieramy w takim stopniu i tak długo.

Szczególnie interesująca jest kwestia owego "sukcesu", po którym Lech może liczyć na zwiększenie wsparcia ze strony KP. Sukces - zwrot pojemny i trudny do obiektywnego uchwycenia - nie został też sprecyzowany ani przez klub, ani przez browar. - To tajemnica - mówi Kwiatkowski, więc trudno ustalić, co musiałby zrobić Lech, aby liczyć na zwiększenie wsparcia Kompanii. Jedynie prezes Radosław Majchrzak między wierszami przemyca sformułowania w stylu: - Sukcesem dla każdego jest przecież osiągnięcie najwyższej stawki.

Czy zatem Lech musiałby osiągać sukcesy porównywalne do Wisły Kraków, aby liczyć na porównywalne wsparcie Kompanii? Tego od obu stron nie można wydobyć.

Rzecznik Kwiatkowski ma sporo żalu do kibiców Lecha. Po pierwsze za to, że wielu z nich zakłada, że Kompania nie sponsoruje Lecha. Po drugie uważa, że ich podejście jest nieuczciwe. - Padliśmy ofiarami niesprawiedliwego ataku, który winien być skierowany raczej przeciw tym, którzy do Lecha nie dołożyli ani złotówki - mówi Kwiatkowski. - Poza tym mam wrażenie, że społeczność Poznania chce za nas prowadzić działalność handlową i wyręczać klub, który podpisał z nami umowę. Mógł ją w każdej chwili negocjować, mógł przed podpisaniem zmieniać zapisy. Tymczasem jest przecież zadowolony.

- Martwi mnie to, że w Polsce panuje zwyczaj, iż więcej wyszarpuje ten, kto głośniej krzyczy - dodaje, a zarzuty kibiców, że Kompania korzysta z nazwy Lech, używanej przez klub od 1957 r. określa jako "element humorystyczny". - Marka piwa Lech obchodziła niedawno 25-lecie istnienia - opowiada. - Wtedy marki powstawały na zupełnie innych zasadach niż dziś. W naszym wypadku ogłoszono konkurs wśród pracowników browarów. Wygrała nazwa Lech, która nawiązywała do mitycznego założyciela państwa polskiego. Przecież równie dobrze mógłby to być Popiel albo Świtezianka. Dodatkowo, ponieważ były to lata stanu wojennego, na winietach dorysowywano coś na kształt wąsów, nawiązujących do Lecha Wałęsy.

- Dziś jest w Polsce wiele Lechów - ciągnie Kwiatkowski. - Są dęby, hotele, pociągi. Nie sposób wykazać, że używając nazwy Lech, żerujemy na klubie sportowym, podobnie jak nie sposób wykazać, że klub żeruje na nas. Lech to jedna z największych marek piwa w Polsce, może więc ona pomogła klubowi? Sukces tej marki nie wziął się z faktu istnienia klubu o tej samej nazwie, ale z faktu istnienia innowacyjnej, pierwszej w Polsce kampanii reklamowej z prawdziwego zdarzenia pod hasłem "Zielono mi". Po niej marka Lech ustabilizowała swoją pozycję.

Zdaniem rzecznika Kwiatkowskiego bojkot produktów KP powoduje, że cały związek z Lechem zaczyna być dla firmy złym interesem. - Patrząc na to chłodno, powinniśmy zerwać umowę - mówi. - Nie chcemy jednak tego robić, bo liczymy, że kibice przerwą akcję.

Po czym zaznacza, że w tej sytuacji nie ma mowy o tym, aby KP stała się właścicielem klubu. - Zresztą my nie inwestujemy w nic, co nie jest związane z piwowarstwem - tłumaczy.



Nasz komentarz: Bajka o Lechu

To, co pan Kwiatkowski nazywa "elementem humorystycznym", moim zdaniem jest istotą sporu. Bo faktem jest, że kibice atakują Kompanię w taki sposób, w jaki nie czepiają się innych firm, które Lecha lekce sobie ważą. Tyle że Kompania to firma szczególna, a to dlatego, że używa nazwy Lech dla swego piwa. A robi to od ćwierćwiecza, podczas gdy klub - od pół wieku.

Dyskusja o tym, do czyjej popularności przyczyniła się bardziej tożsamość nazw klubu i piwa zaczyna przypominać dyskusję o tym, co było pierwsze - jajko czy kura. Piwo mogło nazywać się Popiel, ale jednak postanowiono nazwać je Lech, na skutek - jak podaje rzecznik Kwiatkowski - konkursu wśród załogi. A poznańska załoga zapewne podczas tego konkursu intensywnie myślała o micie o Lechu i białym orle. Pewnie też myślała mocno - jak każdy w stanie wojennym - o Lechu Wałęsie. Czy jednak naprawdę mam uwierzyć w to, że nie myślała o czołowym wtedy w kraju klubie piłkarskim? Ich klubie, z ich miasta?

Szczerze mówiąc, od bajek o Lechu, Czechu i Rusie wolę konkretne stwierdzenia prezesa Pawła Sudoła, który twierdzi, że nie interesuje go pomoc Lechowi. Że on chce robić interes. Bo to stwierdzenie przynajmniej rozumiem.

Oczywiście, Kompania ma prawo tłumaczyć genezę powstania nazwy piwa tak, jak uważa za stosowne. Podobnie jak kibice Lecha mają prawo kupować takie piwo, jakie uważają za stosowne.

Osobną kwestią jest jednak to, że Lech podchodzi do sprawy schizofrenicznie. Z jednej strony na oficjalnej stronie internetowej informuje o bojkocie, gdzie pisze, że "trudno dziwić się reakcji kibiców", a z drugiej podpisuje podobne apele. Rozumiem, że umowa z Kompanią zabrania klubowi być nielojalnym wobec sponsora. Nie zmusza go jednak przecież do takich aktów. Jeżeli klub faktycznie nie dziwi się reakcji kibiców - swego głównego przecież sponsora - nie powinien wydawać podobnych oświadczeń. Mają one bowiem sens tylko pod piórem Kompanii.

Gazeta Wyborcza

Radosław Nawrot