Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Kamera nie działa, złodzieje grasują

26.09.2006

Na rzeszowskim Rynku giną... krany do nalewania piwa. Mimo że na ratuszu jest kamera, nikt nie zauważył złodzieja. - Widok zasłaniają parasole - mówią policjanci. My ustaliliśmy, że kamera nie działała blisko dwa tygodnie.
Amator stalowych i mosiężnych kranów, zaczepów do beczek i reduktorów pojawił się w rzeszowskim Rynku na początku września. Od tamtej pory okradł już większość z 25 ogródków piwnych. - Odwiedził nas trzy razy. Za każdym razem ginęły rzeczy warte około 400 złotych - mówi jeden z właścicieli ogródków.

Restauratorzy nie ukrywają, że liczą na pomoc policji. Bo Rynek jest monitorowany przez kamerę. Dlaczego więc policja do tej pory nie zauważyła złodzieja?

- Tam gdzie możemy skorzystać z miejskich kamer, monitorujemy teren przez całą dobę - mówi komisarz Mirosław Wośko, zastępca naczelnika sekcji prewencji komendy miejskiej policji.

Więc to Arsene Lupin?

- Po prostu restauratorzy nie zabierają na noc swoich urządzeń do budynków. W dodatku szczelnie je zasłaniają i nie składają parasoli. Kamera nie jest w stanie prześwietlić parasola, więc złodziej nie musi być Arsene'em Lupinem. Wystarczy, że skryje się pod parasolami lub pokrowcami i jest niewidoczny - dodaje Zbigniew Kocój, oficer prasowy KMP w Rzeszowie.

12 września na policję trafiły zgłoszenia o dwóch kradzieżach, ale w ostatnich dwóch tygodniach było ich już aż 12. W I komisariacie rozpoczęto dochodzenie. - Prowadzimy rutynowe działania. Nie możemy postawić policjanta przy każdym ogródku - mówi Zbigniew Kocój.

- Monitorujemy skupy złomu i paserów. Głównie z powodu kradzieży elementów wyposażenia kolejowego, ale być może wpadniemy także na ślad kranów. Sprawdzimy też paserów - dodaje.

Kamera jednak nie działała

W poniedziałek ustaliliśmy, że od 12 września (data zgłoszenia policji pierwszej kradzieży) kamera na ratuszu nie działała. - To prawda, ale jeszcze tego samego dnia zgłaszaliśmy problem miastu. Potem jeszcze kilka razy, ale bez skutku. Nie mogliśmy się dodzwonić - przyznaje komisarz Mirosław Wośko.

Kamerę naprawiono dopiero w ostatni piątek (22 września), więc wtedy, kiedy zdarzyło się najwięcej kradzieży, nie działała.

Czy jest możliwe uszkodzenie kamery z zewnątrz? - pytamy Lesława Bańdura, dyrektora wydziału obsługi informatycznej i telekomunikacyjnej urzędu miasta odpowiedzialnego za działanie kamer.

- Kamera jest na zewnątrz, ale wszystkie kable i wtyczki są ukryte w specjalnej szafie w ratuszu. Powodem zamieszania z tą kamerą było poluzowanie jednej wtyczki. Stało się to zapewne wtedy, kiedy zmienialiśmy okablowanie. Któryś z pracowników musiał niechcący potrącić wtyczkę. Naprawiliśmy to dopiero w ostatni piątek - nie kryje Lesław Bańdur.

Dlaczego nikt nie zareagował na sygnały od policji?

- W ostatnich dniach miałem bardzo dużo pracy i odrzuciłem kilka połączeń na moją komórkę. Zapewne też te z policji. Bardzo mi przykro, ale to my popełniliśmy błąd - mówi Lesław Bańdur.

Gazeta Wyborcza

Marek Kruczek