Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Jak Płock chce zarobić na browarze

19.04.2004

Po restauratorach i właścicielach pubów, którzy ostatnio wyciągają do browarów ręce po coraz bardziej horrendalne kwoty w zamian za sprzedawanie piwa, na równie sprytny pomysł zarobienia na piwowarach wpadł Płock.
Browary są zdeterminowane, by być obecnym w dobrych, znanych lokalizacjach szczególnie w centrach miast. Najpierw na pomysł, jak dobrze zarobić na tej determinacji piwowarów, wpadli restauratorzy (patrz ramka). Nasze źródła w branży piwnej doniosły nam, że w zawody z właścicielami pubów czy restauracji poszły władze Płocka. Jest o co walczyć, bo budżety na marketing i promocję w dużych browarach sięgają ok. 100-200 mln zł rocznie (wydatki na reklamę, akcje promocyjne, ogródki piwne, wsparcie sprzedaży).

Wskoczyć do ogródka
Do tej pory w Płocku było tak - latem na Starym Rynku otwierane były samodzielne sezonowe ogródki, gdzie lano piwo różnych producentów. Do tego dochodziło kilka ogródków położonych przy lokalach gastronomicznych. Od tego roku będzie inaczej - znikną wyłącznie sezonowe ogródki, bo nie będą już wydzierżawiane przez miasto, a te przy lokalach (obecnie podawane są tam głównie marki Grupy Żywiec) znajdą się w rękach jednego browaru, który podpisze z władzami Płocka pięcioletnią umowę dzierżawy. W efekcie tylko jego piwo będzie tam dostępne. Konkurenci, owszem, będą mogli sprzedawać piwo w ogródkach, ale np. w bocznych uliczkach.

W zamian wybrany w konkursie browar pomoże zagospodarować miejski rynek meblami zakupionymi zgodnie ze wskazówkami miejskiego architekta. Chodzi m.in. o zadaszenia, stoliki dla ogródków piwnych.

- Wyszliśmy do browarów z propozycją w lutym. W marcu prowadziliśmy negocjacje. Było trzech zainteresowanych - powiedziała nam rzecznik prezydenta Płocka Magdalena Grodecka. Pomysł wziął się stąd, że miasto prowadzi wiele kosztowanych inwestycji i szuka sposobów pozyskania dodatkowych środków. Ale raczej nie ma powodów do narzekań na stan finansów, bo międzynarodowa agencja ratingowa Fitch akurat podała wczoraj, że Płock ma zadowalającą sytuację budżetową, niskie wydatki na obsługę zadłużenia oraz wzrastające dochody podatkowe.

Czy to nie jest ograniczanie piwnej konkurencji? - Trudno mówić o ograniczaniu konkurencji, bo w Płocku - poza Starym Rynkiem - jest dużo atrakcyjnych punktów, gdzie zlokalizowane są piwne ogródki - przekonuje rzecznik prezydenta miasta.

- Nie spotkałem się nigdzie z taką sytuacją jak opisana w Płocku. To jest na pograniczu monopolu i narusza zasady gospodarki rynkowej - uważa Kazimierz Barczyk, przewodniczący Federacji Związków Gmin i Powiatów RP, zrzeszającej ok. tysiąca gmin. Co na to inne gminy? - Nigdy nie zastanawialiśmy się nad takimi rozwiązaniami. W sezonie mamy blisko 40 ogródków w Rynku Głównym. Podpisujemy umowy na ich prowadzenie z właścicielami lokali gastronomicznych. To oni wybierają sobie browar - powiedziała nam rzeczniczka prezydenta Krakowa Krystyna Paluchowska.

Zwycięski browar będzie mieć za zadanie "estetycznie i w jednolitym stylu" zagospodarować Rynek. - Nie byliby w stanie nam tego zapewnić właściciele poszczególnych lokali, bo są nastawieni na zysk, a nie na inwestycje - mówi rzecznik. Jednak na tym się nie kończy, bo piwowarzy w ramach umowy mają też wziąć na sobie udział we współfinansowania imprez miejskich. Na ile umowa ma opiewać? Będzie wiadomo po jej podpisaniu, do czego ma dojść w najbliższych dniach. Nadal oficjalnie nie wiadomo też, który browar zostanie wybrany.

Według naszych ustaleń propozycją Płocka zainteresowane były browary należące do "wielkiej trójki" (Grupa Żywiec, Kompania Piwowarska, Carlsberg Okocim). Do momentu wyłonienia zwycięzcy piwowarzy nie chcą oficjalnie komentować tej sprawy. Z naszych informacji wynika, że każdy liczy na wygraną w Płocku i jednocześnie martwi się, co będzie, jeśli to nie jego parasole przykryją płocki rynek. A wręcz panicznie boją się tego, że w ślad za pomysłem Płocka pójdą inne miasta, które zechcą zarobić na walce między browarami o najlepsze lokalizacje.

2 mln za wyłączność
W zeszły czwartek opisaliśmy, jak właściciele lokali gastronomicznych zarabiają krocie na browarach, które chcą wziąć pod swoje skrzydła i sprzedawać tam swoje piwo. Doszło do organizowania swoistych "konkursów piękności" wśród piwowarów. W efekcie licytacji godzą się oni płacić wprost kosmiczne sumy za zdobycie cennego lokalu. Według naszych źródeł rekord padł w warszawskim klubie Harenda, który za blisko 2 mln zł Kompania Piwowarska (KP) odbiła Żywcowi, a za przejęcie z rąk Okocimia krakowskiego klubu Pod Jaszczurami KP wyłożyła ok. 600 tys. zł. To kwoty obejmujące zarówno koszty wyposażenia (lodówki, stoliki czy szkło), jak i premię gotówkową wpłacaną bezpośrednio właścicielom. Ujawnienie przez "Gazetę" kulisów walki o lokale odbiła się głośnym echem w branży piwowarskiej oraz wśród samych piwoszy.

Jeszcze inny sposób na pozyskanie pieniędzy od browarów praktykowany jest w Bochni (Małopolska), gdzie z reguły wybrany browar sponsoruje czerwcowe Dni Bochni organizowane w Rynku. Zdarzyło się, że browar postawił warunek, aby w te dni w Rynku nie było sprzedawane w ogródkach piwo konkurentów. Umowy na dzierżawę ogródków w Bochni są tak skonstruowane, że gmina może w wyjątkowych sytuacjach skłonić restauratorów do zaprzestania sprzedaży piwa w konkretnych dniach. I tak się działo. Jak będzie w tym roku? Zastępca burmistrza Bochni Stanisław Bukowiec powiedział nam, że nie ma jeszcze decyzji, ale można się spodziewać, że na płycie rynku nie będzie sprzedawane piwo z innego browaru niż ten, który zasponsoruje Dni Bochni. Zdaniem wiceburmistrza to "logiczne".

Gazeta Wyborcza

Tomasz Prusek