Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Góral to nie znaczy piwo

16.09.2006

Powstało stowarzyszenie górali występujących w reklamach. Będzie walczyć z głupotą twórców takich filmów
Uwazojcie cepry, by my se nie damy w kasę dmuchoć - buńczucznie odgrażają się Podhalanie. Powołali stowarzyszenie, które zadba o ich interesy w rozmowach
z producentami reklam wykorzystujących wizerunek górali. Moda na sięganie do takich wzorów nie przemija. A reklamy
często pokazują nieprawdziwy obraz ludzi z południa Polski.
Wydawać by się mogło, że górale nadają się do reklamowania
wszystkiego. A jeśli nie oni, to ich folklor i obyczaje. I wtedy jest jeszcze gorzej. Swego czasu wiele kontrowersji wywołała informacja, że do reklamy jednego z gatunków piwa
zaangażowano zagranicznego aktora, ponieważ zdaniem producentów był on bardziej w typie górala niż prawdziwi mieszkańcy Podtatrza.
- On nie jest nasz. To widać - mówią do dziś w Zakopanem o silnym mężczyźnie w kapeluszu z muszelkami, który a to
uwalnia z potrzasku wilka, a to wychodzi śmiało naprzeciw
stadu rumaków wyłaniających się z mgły.
Kolejna wpadka związana z wykorzystaniem góralszczyzny
dotyczyła także reklamy piwa. Użyto w niej zwrotu: „Sakramencko dobre", nie zważając, że słowo to jest na Podhalu uważane za szczególnie obraźliwe.
- Współczesny wizerunek mieszkańców Podhala również tworzony jest jako uboczny skutek kampanii marketingowych różnych towarów, głównie piwa. I właśnie z piwem kojarzy się
góral, bardziej niż Ślązak czy Kaszub, co nie każdemu
odpowiada - mówi Adrian Kłos z jednej z internetowych
agencji reklamowych z Warszawy. Podobnego zdania jest Arkadiusz Rączkowski z agencji reklamowej Ozon.
- Piwo piwem, ale przecież pamiętam też reklamę Ramy z Janosikiem. Moim zdaniem górale mogą reklamować wszystko.
To tylko zależy od przyjętej konwencji, a czasem od życzenia
naszego klienta - mówi z przekonaniem.
Sami zainteresowani nie są o tym aż tak bardzo przekonani. Nie chcą reklamować wszystkiego. Uważają, że są granice, których nie przekroczą.
- Nie wyobrażam sobie wystąpienia w reklamie prezerwatyw -
przyznaje Piotr Majerczyk z zespołu Siwy Dym, który wystąpił w niejednej reklamie, m.in. sosu Winiary, farby
Jedynka i piwa Królewskiego. Właśnie Piotr Majerczyk
razem z 20 innymi osobami stał się członkiem stowarzyszenia
górali występujących w reklamie. Nowa struktura ma bronić wierności tradycji i dbać o właściwy wizerunek mieszkańców Podhala. Ma też nie dopuszczać do sytuacji, wktórej górale reklamowaliby produkty zagraniczne. Chodzi o to, by potem wypaczony obraz mieszkańców Podhala nie przeradzał się w
stereotyp. A na razie zdaniem założycieli stowarzyszenia
prawdziwy góral to człowiek prosty, nieskomplikowany,
taki, który lubi się bawić, wypić. W dodatku niezdolny
do żadnej głębszej refleksji nad życiem, jak choćby bohater reklamy preparatu przeciwbólowego, którego jedynym zmartwieniem jest, z czego będzie teraz ceprom przepowiadał pogodę, skoro przestało go łamać w kościach. Stowarzyszenie chce, by górale występowali w reklamach z sensem. Jednak wielu mieszkańców Podhala uważa, że biorąc pod uwagę
nastawienie twórców spotów, nie powinni występować w nich wcale. Bo tylko z tego poruta i wstyd dla nich.
- Z tego, co widzę w spotach reklamowych, to moi ziomkowie tylko piwo piją. Nie wiem, czy to jest najwłaściwszy sposób na promowanie kultury naszego regionu - mówi krótko Zofia Bigosowa, znana krzewicielka tradycji podhalańskich.
W podobnym duchu wypowiada się Andrzej Gąsienica-Makowski, wiceprezes zarządu Związku Podhalan. Nie razi go wprawdzie to, że górale pojawiają się w reklamach, ale sposób ich przedstawienia często budzi sprzeciw.
- Nie wyobrażam sobie, by mogli promować na przykład bieliznę erotyczną czy związane z tym biznesem akcesoria. Ale nie raziłaby mnie reklama proszku do prania, żywności
i leków, w których w sensowny, niekoniecznie prześmiewczy
sposób wykorzystano by postać górala. Gąsienica-Makowski toleruje masowe pojawianie się górali w reklamach piwa.
- Bo przecież wszyscy piją ten trunek. Ma jednak jedno zasadnicze zastrzeżenie.
- Nie wolno przekroczyć pewnej granicy dobrego smaku - ostrzega. Gdy ktoś nie przestrzega tej zasady, może spodziewać się, że dotknie go środowiskowy ostracyzm. Tak było w przypadku Jana Karpiela Bułeckiego, który zgodnie z życzeniem reżysera i autora tekstu rzucił w reklamówce
słynny slogan o sakramencko dobrym piwie. Przez długi
czas mieszkańcy Zakopanego wytykali go palcami.
Górale chcą, by reklam nie wymyślali ludzie niemający
pojęcia o kulturze i języku Podhala. A także o wartościach, jakie u nas są szczególnie cenione, takich jak: wolność, wiara w Boga, poczucie własności - mówi Andrzej Gąsienica-Makowski.
A kto tego nie rozumie, może mieć kłopoty z dopasowaniem
wizerunku górala do reklamowanego produktu.

Dziennik

Artur Drożdżak