Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Głos w sprawie Czarnkowa

12.12.2009

Od kilku lat śledzę z uwagą niepokojące zjawisko zamykania browarów regionalnych. Powodów jest wiele. Podstawowym problemem jest jednak chyba sam konsument. Odwiedzając różne piwiarnie i puby w Polsce widziałem jak lokalny konsument deprecjonował swój lokalny produkt.

Będąc kilka lat temu w Bytowie zszedłem niemal całe miasto, by napić się piwa z browaru Goch. Niestety w żadnej lokalnej pijalce go nie zastałem. Po długich poszukiwaniach, również w sklepach, skierowano mnie wreszcie w miejsce, gdzie bywało to piwo. Niestety i tam go chwilowo zabrakło.

Takich sytuacji gdzie konsument z dowolnego regionu spożywa „lokalnego” Żywca czy Tyskie jest wiele. Jeżeli blisko 95% rynku krajowego zdominowały 4 koncerny światowe, to chyba to samo mówi za siebie. Ktoś przecież to piwo kupuje i pije.

Browary lokalne nie poradziły sobie z agresywną koncernową reklamą. Konsument w nią uwierzył. Zachłysnął się tą reklamą, a tak naprawdę poszczególnych marek nie rozróżnia. Kupuje etykietkę, nie piwo.
Winę ponoszą również restauratorzy i właściciele pubów, którzy za niewielką opłatę wyrazili zgodę na współpracę z koncernami. Tak naprawdę to kwotę tę zapłacili, kupując dużo droższe piwo markowe, choć jego produkcja jest znacznie tańsza niż w browarach lokalnych.

Innym problemem jest z całą pewnością brak prawdziwego właściciela. Pamiętam jeszcze czasy, gdy niemal wszystko było państwowe (nasze) czyli niczyje. I to właśnie spowodowało, że zaprzestano po gospodarsku zarządzać majątkiem przedsiębiorstw. Potwierdza się stara maksyma: Pańskie oko konia tuczy.

Te browary, które przeszły w ręce prywatne i właściciele są na miejscu, radzą sobie chyba dobrze. Osobiście znam kilku takich właścicieli, których niemal codziennie można zastać w ich browarze.
Browary, w których istnieje zarząd najemny, a do takich zaliczyć należy browar w Czarnkowie, radzą sobie różnie. Są co prawda wśród nich i takie, które radzą sobie dość dobrze, jednak oczekiwania właścicieli i nieznajomość przez nich codziennych problemów jest częstym powodem rotacji kadrowych.

Kolejnym problemem jest przestarzały park maszynowy i kilkudziesięcioletnie zaniechanie remontów.
Browar w Czarnkowie, jako chyba ostatni w Polsce, pozyskał pasteryzator. Mimo tych wszystkich problemów Pani piwowar z Czarnkowa czyniła cuda warząc tam dobre piwo. Piwa warzone metodą fermentacji otwartej, a tak właśnie warzy się w Czarnkowie są bogatsze smakowo i czuć w nich ducha i serce piwowara, a nie komputera sterującego produkcją.

Osobiście uważam, że prywatyzacja browaru w Czarnkowie jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem dla browaru. Browar zdołał już częściowo odzyskać pozycję w rynku krajowym. Dzięki specjalistycznym sklepom piwnym piwo z Czarnkowa można dostać w Łodzi, Warszawie i innych większych miastach w Polsce. Ten rynek stale się rozbudowuje.
Browarowi potrzeba tylko prawdziwego gospodarza, który nie tylko zainwestuje w niego pewien kapitał, ale odda mu, na co z pewnością zasługuje, serce i czas. Tego życzę browarowi i wierzę, że znajdzie się taka osoba.

Marek Suliga
Wielki Mistrz Bractwa Piwnego