Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Gdańsk - Żywiec (0:1)

30.11.2001

Gmina Gdańsk nie wzbogaci się o 15 mln dolarów, których zażądała na drodze sądowej od Grupy Żywiec. Wczoraj gdański Sąd Okręgowy odrzucił pozew miasta. Jako że wyrok nie jest prawomocny, prezydent Paweł Adamowicz zapowiedział apelację.
- W pierwszej turze jest jeden zero dla Żywca. Ale jest jeszcze druga tura egółach, żądania władz Gdańska adresowane były do spółek Elbrewery i Hevelius Brewing Co., które wchodzą w skład grupy Żywiec. Spór dotyczy pieniędzy, które australijska firma Brewpole, kupiwszy gdański browar od gminy, miała zainwestować w zakład. Według władz miasta Brewpole, a po nim następny właściciel browaru, mieli sfinansować modernizację zakładu z własnego majątku, nie zaś z zysków, które generował z czasem zakład.

Sąd był innego zdania. Uznał, że w umowie sprzedaży podpisanej przez Brewpole i gminę nie wskazano, skąd mają pochodzić pieniądze na inwestycje.

- Nie można stwierdzić - mówił w uzasadnieniu werdyktu sędzia Michał Gnatowski - by strony umówiły się, że wyłącznym źródłem ma być majątek Brewpole.

- W umowie było jasne stwierdzenie, że kupujący, czyli Brewpole zainwestuje w browar. Zainwestowanie oznacza wniesienie wkładu własnego - tłumaczył Jan Zacharewicz, pełnomocnik miasta.

Po rozprawie, na sądowym korytarzu atmosfera była gorąca. Najpierw Jan Zacharewicz wypalił w stronę pełnomocników Żywca: - Matactwo wam się udało! Dziennikarzom powiedział: - Porażka sądownictwa. To tragiczne uzasadnienie. Z dowodów, które przedłożyliśmy wynikało co innego.

W sądzie pojawiło się kilku byłych pracowników browaru. Byłych, ponieważ zakład został zamknięty 1 marca br. Ponad 200 pracowników otrzymało wtedy wypowiedzenia i odprawy (według zakładowej "Solidarności 80", średnio po 40 tys. zł).

- Mnie nie interesują jakieś alpejskie kombinacje prawne, tylko praca - skarżył się zatrudniony do końca stycznia Andrzej Kubowicz. - Pana Zacharewicza i prezydenta Gdańska interesowała tylko kapusta. Dla nas treść wyroku jest bez znaczenia, bo i tak nie mamy pracy. Chcieliśmy kupić browar, ale nikt nie dał nam szansy.

Szefowie Grupy Żywiec nie kryli zadowolenia z werdyktu sądu. Zachęcali także władze miasta do zastanowienia się nad przyszłością czterohektrowego terenu po browarze.

- Mam nadzieję, że teraz kiedy opadły emocje będziemy mogli przystąpić do rozmów, o które prosiliśmy od samego początku tego niepotrzebnego i kosztownego konfliktu - stwierdził Nico Nusmeier, prezes Grupy Żywiec.

Krzysztof Rut, dyrektor korporacyjny firmy, podkreślił, że miastu powinno zależeć na wspólnym rozstrzygnięciu przyszłości terenu, gdyż klimat inwestycyjny jest w Gdańsku tragiczny, a ten spór jeszcze pogarsza sytuację.
- To nieprawda. To Żywiec ma kłopoty medialne. Spór z miastem, które uznane zostało za czwarte pod względem atrakcyjności inwestycyjnej w Polsce, jest ujmą dla tej firmy - ripostował Adamowicz.

Dodał, że nie dostał do tej pory żadnej pisemnej oferty od zarządu Grupy w sprawie ewentualnej zmiany planu zagospodarowania terenu po browarze, dlatego trudno rozmawiać na ten temat.
Do tej pory spór z Grupą Żywiec kosztował miasto 40 tys. zł.


Trójmiasto.pl

PiF, DAJ, Głos Wybrzeża